Wpisy otagowane jako domowa hodowla shar pei

  • Luty, 2011
  • Stadko rozbawione



    Aferka dość mocno zaaferowana
    Pampus i Simonka w zabawie
    Monia i Pampus, w tle drepcze Aferka
    Rety, ale się cieszą moje psy, że wreszcie nie ma śniegu! Stado albo biega jak oszalałe po czymś co jeszcze jesienią było trawą, a teraz stanowi bliżej nieokreśloną, zgniłą i zbitą masę, albo kopie w niej poszukując zawzięcie nornic i kretów, zaś w przerwach od dewastacji terenu urządza zwariowane wyścigi wokół domu lub dla odmiany wyrykuje się przy bramie strasząc przechodniów. We wszystkich tych psich figlach bierze też czynny udział Aferka. Za dużymi psami co prawda nie nadąża, ale ambitna jest bardzo i stara się jak może, aby im dotrzymać kroku. W gonitwach niestety przegrywa, natomiast w szczekaniu na dwónogów przechadzających się po drugiej stronie ogrodzenia, w niczym nie ustępuje swoim pobratymcom. A wierzcie mi, że głos w jej małym ciałku chociaż jeszcze po szczenięcemu piskliwie wysoki to jednak donośny i zapewne Aferkę aż w rodzinnym Dolsku słychać. W każdym razie, słychać czy nie, my pozdrawiamy ciepło Dolsk, jego mieszkańców no i rzecz jasna Kozi Rynek.
  • Styczeń, 2011
  • News, Afera i kobieta upadła

    AFERA Z Koziego Rynku (fot. G.J. Gronek)
    Zdjęcie mówi wszystko, Afera, nowa dziewczynka od dzisiaj w naszym domu. Ale news i afera, nieprawdaż? Jestem przeszczęśliwa. Od lat marzyła mi się sunia tak wyglądająca jak ten słodki stworek. A wierzcie, że zdjęcie ani w jednej setnej nie oddaje jej wyjątkowej urody. Piękna jest Afera w całości i w szczegółach: postawa, głowa, oczy, kolor, a wszystko takie, jak sobie wymarzyłam, teraz mi się spełniło. Maleńka już u nas, po podróży zmęczona śpi. Trochę zjadła, trochę popiła i sen ją zmorzył. Za nią ciężki dzień. Za mną również. Jazda po szczeniaczka podczas padającego deszczu, przechodzącego w deszcz ze śniegiem i to oczekiwanie spotkania, mimo że radosne to stresujące. Noc poprzedzająca wyjazd do Dolska po psie dziecię miałam bezsenną. Ciągle jeszcze mam w sobie to podminowanie oczekiwaniem na nowego, kolejnego psa. Tym razem też tak było. Ach, co tam bezsenna noc, zapomniałam o niej gdy tylko znalazłam się w samochodzie, a jeszcze bardziej zapomniałam o twardych realiach gdy znalazłam się na miejscu, czyli w Dolsku. Rzeczywistością okazał się w jednym miejscu nierówny i załamany chodnik gdy stąpałam po nim, czy raczej nad nim, bo głową zajętą myślami bujałam już w obłokach. Nagle świat zatracił swoją perspektywę, to co było nade mną znikło w okamgnieniu w niebycie, a to co pode mną okazało się wręcz niewyobrażalnie nieprzyjazną płytą chodnikową. Łokieć, bark, noga. Au!!! Twarde lądowanie uwieńczone jednakże tylko drobnymi kontuzjami. Gramoląc się z upadku do pionu pomyślałam: "jestem kobietą upadłą!".

    Potem było już tylko pięknie. Sympatyczna gościna w hodowli z Koziego Rynku, tuląca się do mnie urocza psia mama Diana (PRINCESSA DIANA S JANTARNOGO MORYA), no i uważnie wpatrujące mi się w oczy szczenięta.

    Droga powrotna do domu minęła nam, mimo zapadającego zmroku i siąpiącego deszczu, spokojnie. Malec dopiero co odebrany od matki i rodzeństwa nie rozpaczał, lecz zwinął się w kłębuszek i przespał prawie całą podróż. W domu zostaliśmy owacyjnie powitani przez stęsknione za nami stadko. Wszystkie nasze psy zareagowały niezwykle pozytywnie na przywiezione psie dziecko. Nikt się nie boczył, nikt nie był obrażony ani zazdrosny. Ogony z szybkością śmigieł helikoptera mieszały powietrze. Ale najbardziej zadziwiła nas Bella - obwąchała maleństwo, pocałowała i polizała tak po psiemu, a potem pozwoliła mu napić się mleka z własnych sutek. Dobra, kochana psina!
  • Październik, 2010
  • Shar pei`e te małe, i te duże

    Simonka upewnia się, że z dziećmi wszystko dobrze
    mamo, pobaw się ze mną!
    Coraz pewniej i w dodatku szybciej poruszają się maluchy w ogrodzie. Zupełnie jakby ktoś zamontował im z tyłu śmigiełka, małe helikopterki! Wybiegają z domu na dwór bardo chętnie, natomiast totalnie ignorują wołanie ich do powrotu. Cudownie potrafią rozbiec się tak, że każde z nich z szybkością prawie dźwięku, przemieszcza się w innym kierunku niż pozostałe, a minki mają przy tym: "no i co mi zrobisz jak mnie złapiesz?". Wiadomo, zaniosę do domu, ale zanim to nastąpi muszę niesforną zgraję wyłapać, co wierzcie mi, że do prostych czynności nie należy.

    Zaganianie rozbrykanej gromadki szczeniąt wymaga od zaganiającego zręczności, szybkości i determinacji w działaniu. Pomoc przy ściganiu niesfornych przydałaby się, niestety na dorosłe psy w tej materii liczy nie mogę, one co najwyżej popatrzą z politowaniem jak to uganiam się aż do utraty tchu za małoletnimi i żadnemu z nich nawet na myśl nie przyjdzie, aby mnie w tym zaganianiu czynnie poprzeć.
    No tak, przecież shar pei to pies stróżujący, a nie pasterski, o czym to kolejny już raz mam okazję się przekonać.
  • Wrzesień, 2010
  • Lato (kalendarzowe) ze szczeniętami

    Niby mamy jeszcze lato, tak przynajmniej wynika z kalendarza, ale u nas w domu nastał już sezon ogrzewczy i to pełną parą. Wiadomo, szczeniętom trzeba zapewnić ciepło. Nasze najsłabsze, mimo usilnych starań z mojej i Piotra strony, niestety nie dało rady. Bywa i tak, nic na to poradzić nie można. Szczęśliwie pozostała piątka dziarska i energiczna, a już szczególnie przy mlekopoju. Przepychanie, drapanie biednego matczyska i siebie nawzajem, piski oraz kłótnie o najlepszego sutka to już standardowe zachowanie się Simonkowych dzieci przy posiłkach. Ale to cieszy, widać że maluchy dobrze się rozwijają. Przyjemnie mi na nie patrzeć.
    Od dwóch dni nie pełnimy już całonocnych dyżurów przy szczeniętach. Psie dzieci są już na tyle silne, że nie trzeba już pilnować każdego z osobna, sprawdzać czy wystarczająco najedzone, a i Simonka przestała zachowywać się jak przysłowiowy słoń między porcelaną, nauczyła się zgrabnie poruszać wśród swojego potomstwa i nie ma już ryzyka, że położy się na którymś szczenięciu przyduszając go swoim ciężarem. Dla nas możliwość wyspania się to prawdziwy luksus, więc humory od razu mamy lepsze i chwalimy głośno geniusza, co to ludziom do spania wymyślił łóżko. Wyspana i z przypływem energii wróciłam do starych, dobrych nawyków jakimi są codzienne spacery do lasu ulubioną mi drogą przy brzozach i sosnach. Gdy wybieram się do lasu sama, bez mojej męskiej połowy, to na spacer zabieram ze sobą tylko Bellę, a to ze względu na ewentualne spotkania, bo nigdy nie wiadomo kto i o jakich zamiarach nam drogę przetnie. Wszystkie nasze dorosłe psy bardzo pozytywnie reagują na obcych i obojętne czy są to nasi goście, czy też całkiem im nieznani przechodnie. Bella też jest przyjazna każdemu o dwóch nogach. Jedynie w lesie lub na odludziu na widok obcego, jeży się jej włos, a gdy napotkany próbuje się do nas zbytnio zbliżyć to i strasznie zębiska mu pokaże. Tylko ona ma instynkt obronny i tylko z nią nawet na bezludziu czuję się bezpieczna.
  • Sierpień, 2010
  • Czarne w czerwonym

    Czarne w czerwonym chowa się w zielonym.
    Chłopiec czy dziewczynka? Czyja śliczna minka?
    Kto odpowie i zgadnie, temu nagroda przypadnie!
    Ale rosną maluchy, prawie za nimi nie nadążam. Robią mi sie z osseków małe pieski, co to potrafią już biegać, skakać, przewracać sie wzajemnie. Potrafią same pięknie jeść bez rozdeptywania swojego papu, potrafią też zgrabnie chłeptać wodę i wcale nie muszą przy tym wchodzić wszystkimi łapkami w miseczkę. Potrafia się też po psiemu uśmiechać i wyrażać radość energicznym machaniem ogonkami. Potrafią się też złościć, ale to na szczęście żadko.
    Dzisaj celem przymiarki wyciagnelam szelki i ubralam w nie jedno szczenię... No właśnie, kto ubrany na czerwono? Ktoś odgadnie?
    Duże te psiurki, ale i nasze poprzednie też były spore. Karmione są eukanubą dla szczeniąt ras średnich i tę karmę polecam przyszłym właścicielom naszych malców. Wyprawki z jedzeniem na pierwsze dni w nowych domach już mam przygotowane. Przygotowane też książeczki zdrowia, w nich naniesione już dwa odrobaczenia, za 10 dni dojdzie wpis potwierdzający pierwsze szczepienie. Jej, jak ten czas leci!

Strona 1 z 2, łącznie 7 wpisów