Wpisy otagowane jako domowa hodowla

  • Luty, 2010
  • Bez prądu

    Zaczyna się.. Bella ogranicza karmienie szczeniąt, one zaś żądają mleka i to kategorycznie. Ona zmęczona i już nie bardzo ma chęć karmić, one złe na cztery wściekłe głosy wołają: MLEKA! Wpycham więc prawie na siłę moje biedne suczydło między jej dzieci i pilnuję aby odessały zalegający w jej sutkach pokarm. I tak trzy razy dziennie. Głodomorki ładnie przybrały na wadzę, no bo też mleko od mamy to nie jakieś tam UHT z kartonu, do tego pięć razy dziennie półmisek pełen szczenięcej papki, a i ciepło, którego szczenięta tak bardzo potrzebują, a przy którym ja czuję się tak, jakbym była zamknięta w piekarniku. Centralne ogrzewanie i piecyk olejowy hulają na okrągło.
    Aż tu nagle wczoraj awaria gdzieś w świecie, a skutkiem jej brak prądu w naszym domu. Około godziny 22 zgasło światło, przestała pracować pompa CO, wyłączył się olejak... Zrobiło się ciemno i strasznie. Nocą przy świecach grzałam na kuchence gazowej wodę i napełniałam nią największe garnki, aby zrobić z nich prowizoryczne ogrzewanie, gorącą wodą napełniłam termosy i butelki szykując się na zimną noc. Z elektrowni otrzymałam jedynie lakoniczną wiadomość, że prąd będzie jak będzie.. Oczami wyobraźni już widziałam jak po kolei zamarzamy: szczenięta, psy i my... O 5 nad ranem prąd powrócił, pompa CO zaczęła znowu pracować, włączył się olejak. Z ulgą wylałam z garnków letnią już wodę i w końcu położyłam się spać.
    Obudziliśmy się wszyscy w ciepłym, zasilanym prądem domu. Happy End!

  • Sierpień, 2009
  • Garden party i pożegnania ze szczeniętami

    Artur ze szczeniętami, duże psy mu towarzyszące to Simonka i Tequilla.
    Odjechała Mania z Edytą i Łukaszem do Warszawy, odjechała też Morcheeba z Arturem i Wiolą do Gdańska. Są właśnie w drodze, a dzień upalny więc martwię się jak szczenięta zniosą długą podróż.
    Maluchy przyjęły swoich pańciów radośnie. Były pieszczoty, wyciąganie sznurowadeł z arturowych butów, zabawy w ogrodzie. Pogoda umęczyła nas wszystkich, już przed południem termometr wskazywał 32 stopnie, ewakuowaliśmy się więc szybko do domu, bo na zewnątrz usiedzieć było nie sposób. Pierwsza została zabrana Mania. Niosłam ją przytuloną do siebie, do samochodu. Gdy wróciłam do domu, Bella długo obwąchiwała miejsce na mojej koszulce, miejsce pachnące jej dzieckiem. Nie płakała, ale oczy miała smutne. Odejścia Morcheeby nie zauważyła, udało nam się odwrócić jej uwagę, ale zorientowała się, że Małej nie ma. Pokręciła się po domu, po ogrodzie, powęszyła, po czym zrezygnowana ale spokojna wróciła do nas. Misiek mniej dzielnie niż Bella zniósł odejście Mani. Popłakiwał, szukał jej, a teraz siedzi smutny i zrezygnowany. Biedny pies, żal na niego patrzeć. Mnie też jest jakoś nijako i smętnie...

    Dziękujemy bardzo za okazane nam zaufanie, mocno trzymamy kciuki za Mo, za Manię i z niecierpliwością czekamy na wieści z nowych domów.
  • Czerwiec, 2009
  • Pierwsze odrobaczanie

    Wzajemna fascynacja

    Szczenięta mają już dwa tygodnie, czas pierwszego odrobaczenia. Dostały dzisiaj pyrantelum w zawiesinie i ku mojemu zdziwieniu bardzo im ten specyfik na robale smakował. Widać, że jeść to one lubią! Na razie spijają mleko z Belli, a biorąc pod uwagę ich dzienne przyrosty wagowe, to sporo tego mleczka doją z mamy. Bella szczęśliwie przy dobrym apetycie, aktualnie pochłania 300 procent swojej zwykłej normy. I tylko biegać jej się nie chce, chwile wolne od opieki nad dziećmi woli poświęcić drzemce. W ostatnim miesiącu ruchu miała faktycznie niewiele, no bo najpierw brzuch ciężki, a teraz karmienie szczeniąt, więc pazury nie ścierane urosły jej znacznie.

    Wczoraj obcinałam szponki u szczeniąt, teraz czeka podobny zabieg Bellę. Szczeniętom obcinam pazurki zwykłymi małymi cążkami do paznokci, do pazurów Belli będę musiała użyć potężniejszego narzędzia. Oj, nie będzie jej się to podobało!

    Tymczasem maluchy osiągnęły już 1300 gramów, czyli prawie potroiły swoją wagę urodzeniową! Potrafią już szczekać, potrafią też warczeć. W dalszym ciągu znaczną część doby przesypiają, jak to niemowlaki. A na zdjęciu mały Messi Leo. Wyczekiwany od miesięcy drugi synek Natalii!
  • Maj, 2008
  • Dalszy ciąg opowieści o szczeniętach

    No to dzisiaj w moim monotematycznym blogu dalszy ciąg opowieści o szczeniętach. Jestem jak mamuńcia zachwycona swoimi pociechami, a że do spółki z moimi sukami mam ich aż jedenaście, to i zachwyt mój nad szczeniętami jest wprost proporcjonalny do ich ilości. Dzieci Belli robią się fajne, tłuste i ciężkie. Już niedługo moja kuchenna waga będzie za słaba na potworki, które przekroczyły 1000 gramów każde! Zitella już niewiele mniejsza od rodzeństwa, a przy tym żywotna, silna i żarłoczna. Malce jaśnieją począwszy od przodu ciała i skończywszy na ogonie, a przede wszystkim ich noski nabierają czarnej barwy. Zuul postanowił być psem w kolorze sobolowym, Zitella czerwono-złotym. Bella w swojej skrzyni ze szczeniętami przebywa tyle, ile uważa za konieczne. Na każdy pisk małych zrywa się jednak i biegnie do nich. A więc pilnuje dzieci, które dobrze rosną i nabierają ciałka.

    Dzieci TequilliDwudniowe maluszki Tequilli mają się też dobrze, a sama Tequi lepiej się nimi zajmuje niż swoimi poprzednimi dziećmi. Widać, że nabrała doświadczenia. Szczenięta czyściutko przez nią wylizane, leżą właśnie do góry pełnymi brzuszkami. Te z jasnymi rozjaśnieniami na policzkach gdy dorosną, będą w typie taty Miśka, a czerwono ubarwione maluchy przypominają mi bardzo Xiriusa, gdy był w ich wieku. Wszystko byłoby idealnie gdyby jeszcze Tequilla miała lepszy apetyt. Niestety jak zwykle po porodzie grymasi, a ja staję prawie na głowie aby jej dogodzić. Gotuję jej mięso, podtykam, namawiam. A ona zje albo nie. Tak samo było przy poprzednich jej dzieciach, dwa tygodnie grymaszenia! Potem już poszło.


Strona 1 z 1, łącznie 4 wpisów