Wpisy otagowane jako czarne shar pei

  • Grudzień, 2010
  • Rodzinnie

    Madzia i jej Cypress


    Bella krótko przed wyszczenieniem, ja zakręcona do niemożliwości i zamęczająca najbliższe mi otoczenie tym jak to będzie, co to będzie, kiedy to nastąpi, jak damy sobie radę i tak w koło. Jedni słuchają, inni udają, że są zainteresowani, a jeszcze inni robią co mogą aby skierować moją uwagę na inny tor niż psia izba porodowa, przypominając, że rodzina Belli spora, że jej przyrodnie rodzeństwo rośnie wzwyż i wszerz, i że muszę, ale to koniecznie muszę ich pokazać, a najlepiej to od razu, czyli teraz, zaraz i natychmiast. Ulegam presji i pokazuję nadesłane mi zdjęcia.

    Z prawej strony zawsze Tevez (taki ma widać zwyczaj), z lewej Cypress. Dziewczyny znane wszystkim, ale na wszelki wypadek jeśli ktoś tu nowy i nie bardzo jeszcze wie who is who, to krótka informacja, że ta od Teveza to Natalia, ta od Cypressa to Magda.

    Zdjęcia rozkoszniaków trzymanych na rękach pewnie już ostatnie, bo chłopakom urosło się sporo i niebawem żadna z ich pańć nie będzie już w stanie swojego skarbulka dźwignąć. Tevez przekroczył już 20 kilogramów, Cypress jest nieco lżejszy, ale też nie ułomek.
    Miło popatrzeć!
  • Październik, 2010
  • Silne jak tury

    ..i znowu walczą!


    Dwa dobrze wypasione, trzymiesięczne tłuściochy z mojej hodowli - Only Tevez i Out Cypress - walczą ze sobą jak tury i wyglądają też podobnie jak owe. Widać, że ani siły, ani też zajadłości im nie brakuje. Ciekawe co z nich wyrośnie..? Pewnie będziemy wiedzieć, bo zdjęcia i filmiki od ich pańć - Natalii i Madzi zamówione z dużym wyprzedzeniem, więc tylko patrzeć, a pojawią się kolejne.

    Tymczasem u nas najmłodsze Maluchy pomału szykują się do nowych rodzin. Za dziesięć dni zaczną opuszczać nasz dom... Dzisiaj bez najmniejszego mru-mru zniosły dzielnie szczepienie, nawet nie zauważyły, nie poczuły. Pewnie też już niebawem przeistoczą sę w waleczne tury, bo niby dlaczego by nie? Wszystko przecież zapisane w genach.
  • Wrzesień, 2010
  • Lato (kalendarzowe) ze szczeniętami

    Niby mamy jeszcze lato, tak przynajmniej wynika z kalendarza, ale u nas w domu nastał już sezon ogrzewczy i to pełną parą. Wiadomo, szczeniętom trzeba zapewnić ciepło. Nasze najsłabsze, mimo usilnych starań z mojej i Piotra strony, niestety nie dało rady. Bywa i tak, nic na to poradzić nie można. Szczęśliwie pozostała piątka dziarska i energiczna, a już szczególnie przy mlekopoju. Przepychanie, drapanie biednego matczyska i siebie nawzajem, piski oraz kłótnie o najlepszego sutka to już standardowe zachowanie się Simonkowych dzieci przy posiłkach. Ale to cieszy, widać że maluchy dobrze się rozwijają. Przyjemnie mi na nie patrzeć.
    Od dwóch dni nie pełnimy już całonocnych dyżurów przy szczeniętach. Psie dzieci są już na tyle silne, że nie trzeba już pilnować każdego z osobna, sprawdzać czy wystarczająco najedzone, a i Simonka przestała zachowywać się jak przysłowiowy słoń między porcelaną, nauczyła się zgrabnie poruszać wśród swojego potomstwa i nie ma już ryzyka, że położy się na którymś szczenięciu przyduszając go swoim ciężarem. Dla nas możliwość wyspania się to prawdziwy luksus, więc humory od razu mamy lepsze i chwalimy głośno geniusza, co to ludziom do spania wymyślił łóżko. Wyspana i z przypływem energii wróciłam do starych, dobrych nawyków jakimi są codzienne spacery do lasu ulubioną mi drogą przy brzozach i sosnach. Gdy wybieram się do lasu sama, bez mojej męskiej połowy, to na spacer zabieram ze sobą tylko Bellę, a to ze względu na ewentualne spotkania, bo nigdy nie wiadomo kto i o jakich zamiarach nam drogę przetnie. Wszystkie nasze dorosłe psy bardzo pozytywnie reagują na obcych i obojętne czy są to nasi goście, czy też całkiem im nieznani przechodnie. Bella też jest przyjazna każdemu o dwóch nogach. Jedynie w lesie lub na odludziu na widok obcego, jeży się jej włos, a gdy napotkany próbuje się do nas zbytnio zbliżyć to i strasznie zębiska mu pokaże. Tylko ona ma instynkt obronny i tylko z nią nawet na bezludziu czuję się bezpieczna.
  • Lipiec, 2010
  • Kreciki

    noworodki

    Cztery szczenięta. Wszystkie czarne jak kreciki. Trzech chłopaków, jedna dziewczynka. Śliczne, duże, bez wad. Waga urodzeniowa od 440 do 555 gramów. Jesteśmy umęczeni do cna... Tej nocy nikt nie kładł się spać. Wieczorne dyszenie i niepokój Tequilli wyraźnie świadczyło, że zaraz będą psie dzieci. To "zaraz" trochę trwało, bo aż do rana. Dopiero tuż przed piątą urodziło się pierwsze szczenię. Suczka o wadze 440 gramów. Spora! Będzie się nazywała Origami. Pięć minut przed szóstą rodzi się piesek o wadze 455 gramów. Też kawał klocka! Oliver Twist . Tequi zmęczona zapada w krótki sen, ja zdążam zaparzyć sobie kawę, słońce już wysoko, godzina 6.30. Drzemkę przerywa Tequilli kolejne szczenię. Ogromny jak na noworodka piesek o wadze 555 gramów. To Obi-Wan Kenobi. Pól godziny przerwy i jest kolejny synek Old Yeller , też nie ułomek, bo 470 gramów na wadze.
    O 7.40 Tequilla rodzi jeszcze jedno szczenię. Suczka. Jasna, apricot. Niestety nie żywa. Malutka nie dała rady pokonać długiej drogi prowadzącej ją na świat... Bywa i tak. Mimo tego jesteśmy szczęśliwi i zadowoleni. Mamy bardzo ładne szczenięta!

Strona 1 z 1, łącznie 4 wpisów