Wpisy otagowane jako ciąża u shar pei

  • Grudzień, 2010
  • Oczekiwanie

    Zdjęcie z 21 grudnia
    Kończą się święta jakoś tak niepostrzeżenie, kończy się też niebawem ósmy tydzień ciąży u Belli i już wiadomo, że jeszcze tylko parę dni, a rodzina się nam powiększy. Bella zaokrąglona obiecująco i nie ma żadnych wątpliwości, że przychówek w brzuchu siedzi i rośnie. Brzuch Belli jest głaskany, tulony, osłuchiwany i adorowany przez nas niemal do absurdu. Jeszcze jest kosmaty, jeszcze nie zgubił ze swojej spodniej części włosa, a to oznacza, że trochę czasu minie zanim uwolni tych co to w jego środku. Sutki sterczące z brzucha i klatki piersiowej już całkiem spore i tylko czekać, a pojawi się w nich mleko. Codziennie widzę zmiany w wyglądzie i zachowaniu Belli, z dnia na dzień obwód w "talii" jej się powiększa, maleje natomiast temperament. Jej aktualny stan psychiczny jst adekwatny do fizycznego (zaawansowana ciąża!) i równa się humorowi dostojnej matrony wraz z całkowitą obojętnością co do poczynań reszty stada.. Żadne zabawy z psami przyszłej mamy nie kręcą, a tylko dwie czynności sprawiają jej niekłamaną przyjemność: obfite jedzenie i spanie na kanapie. Co poniektórzy nasi znajomi, ci bardziej niecierpliwi, chcieliby już wiedzieć ile psich dzieci w brzuchu Belli siedzi... Pewnie kilka i raczej mniej niż więcej. Dokładniej zdefiniować nie potrafię, ale ci co wiedzą co mam na myśli to się domyślają, że miot spodziewany raczej niewielki. Zaciskam kciuki za szczęśliwy poród i za zdrowe szczenięta, bo przecież nie ilość jest istotna, nieprawdaż?
  • Apetyt na wszystko

    Posiłek. Z lewej Simonka, z prawej Bella
    Bella jest cztery tygodnie i takie dobre trochę w ciąży, i chyba już widać, że grubsza. Widać?? No powiedzcie, proszę, że widać, bo nie mogę się doczekać tego ciążowo powiększonego brzucha, szczeniąt i całej z tym związanej radości oraz zamieszania wraz z postawieniem domu na głowie gdy tylko szczenięta się urodzą. Na razie wszystko dobrze. Bellcia przy apetycie, zresztą jak zwykle, bo jeść to moje psy lubią bardzo. A co jada Bella? Na razie swoją normalną eukanubę z niewielkim dodatkiem karmy dla szczeniąt. Gustuje poza tym we wszystkim co my spożywamy, a że serca u nas miękkie i wola słaba, to i nie odmawiamy jej niczego. Bella chce pomarańczę to dostaje kawałek i o dziwo smakuje jej, chce owczy ser - proszę bardzo - zjedz piesku serek, plaster żółtego ementalera czy wędliny - nie ma sprawy. Jedz, słoneczko jedz - przemawia do niej czule Naczelny i podtyka co najlepsze pod nos. A ona jak odkurzacz zasysa do swego wnętrza wszystko co jadalne.

    Mam wyrzuty sumienia, że coś jej zaszkodzi, że przytyje za mocno, albo że rozbestwi i rozkaprysi się ponad normę, a mimo tego też nie potrafię jej niczego odmówić. Bella więc albo je, albo śpi i śni o jedzeniu.

    Spacery nam się skończyły bo las zasypany śniegiem. Pola również nie do przebycia. Ubolewam nad tym faktem i liczę, że aura jednak się zlituje i przyjdzie odwilż wcześniej niż wiosną, bo bardzo mi naszych codziennych wędrówek brakuje.
  • Styczeń, 2010
  • Hurra! Mamy szczenięta!

    Wczorajszy dzień rozpoczął Naczelny komunikatem: Bella nie jadła. Aha, znaczy to, że za kilka, najpóźniej kilkanaście godzin zaczną się rodzić szczenięta. Mamy jeszcze trochę czasu więc sprawdzanie czy wszystko na poród przygotowane, wzajemne uspokajanie się, że będzie dobrze, bo to przecież nie pierwsze dzieci Belli, że spokój najważniejszy, że wszystko pójdzie gładko, byle się nie nakręcać i nie irytować na zapas. Aby się odprężyć biorę Miśka i idziemy na długi spacer. Potem obiad, a po nim nic się nie dzieje, Bella dalej bez apetytu i bez jakichkolwiek oznak zbliżającego się porodu. Dopiero wieczorem psina zaczyna dyszeć, rozkopywać legowisko, przemieszczać się raz tu, to znowu tam, nigdzie jej nie pasuje, tu niewygodnie, tam niekomfortowo.

    Ponad trzy godziny trwa niepokój, Bella dyszy i prze, w efekcie jej trudu pęka pęcherz płodowy, za chwilę powinno urodzić się pierwsze psie dziecko. Chwila przeciąga się w godzinę, brak jakiejkolwiek akcji, z nerwów jestem bliska obgryzania paznokci. W końcu zaczyna się akcja porodowa. .. i ustaje. Piesek jest tuż tuż przy WYJŚCIU, wkładam palce w Bellę i wyczuwam pazurki szczenięcia, nie mogę go jednak chwycić, bo za daleko, bo za ciasno... Mija następna godzina, Bella prze, ale słabo, szczenię ciągle uwięzione, zakleszczone, nie ma mowy aby go wydobyć. Nastrój mam bliski paniki powiązanej z rozpaczą, wyciągam Bellę z jej porodowej skrzyni aby się przeszła i poruszała, spacerujemy po domu w te i nazad, Bella zaczyna znowu przeć, więc szybki powrót do skrzyni, i za moment JEST! Żywy, głośno kwilący piesek. Ach jaka ulga i jaka radość! Zapisuję godzinę 22.40, kładę pieska na wagę i oczom nie wierzę 620 gramów! No nie, tak dużego szczenięcia jeszcze u nas nie było! Oglądam go dokładnie, śliczny chłopiec, kolor złoty. Wycieram go do sucha i przystawiam do zachwyconej mamy, widzę tę znaną mi radość w jej oczach, napięcie moje i jej ustępuje od razu, a mały, dopiero co urodzony wie jak dostać się do maminego sutka i po chwili już ssie.

    Bella odprężą się, wylizuje synka., świat znowu jest różowy i na swoim miejscu. Odpoczynek, zachwyt nad pierwszym urodzonym i znowu parcia. Godzina 23.45, mocne parcie, rodzi się kolejne szczenię. Suczka. Czerwona z czarną maską. Trochę mniejsza niż braciszek, ale też nie ułomek, bo o wadze 580 gramów! Bella zajęta wylizywaniem córeczki i jakoś nie zauważa, że tymczasem wysuwa się z niej już następne dziecię... Wysuwa się, ale nie do końca. Głowa z otwartym pysiem na zewnątrz, reszta w mamie, a ta zajęta wylizywaniem wcześniej urodzonego dziecka i nic do niej nie dociera... Wiem, że muszę coś zrobić, muszę pomóc choć tremę mam nieziemską. Wstrzymuję oddech, chwytam to na wpół urodzone szczenię, okręcam lekko, ciągnę.... JEST! Chłopiec! Czerwony. Rety, znowu ogromny, 600 gramów! Żywotny, dziarski, piszczy głośno. Uff, czuję jak uchodzi ze mnie wraz ze stresem powietrze, oglądam pieseczka, śliczny jest, przystawiam do Belli, a on natychmiast zaczyna ssać. I znowu zachwyca mnie MATKA NATURA tak mądrze obdarowująca instynktami rodzących i narodzonych!

    Trzy szczenięta, czyżby to już koniec porodu.. Nie, jeszcze jedno na pewno się urodzi, brzuch Belli ciągle napięty, ona zaś zmęczona po ciężko rodzącej się trójce dzieci, ucina sobie drzemkę. Mija godzina, potem kolejna, Zmieniła się data. Mamy już 2 stycznia 2010, czas 2.40. O własnych siłach przychodzi na świat ostatnie szczenię, Śliczna dziewczynka ważąca 520 gramów! Koniec rodzenia, czworo psich dzieci, cztery zachwycające mnie i Bellę szczenięta, jedno złote, trzy czerwone, wszystkie silne, bez wad, wszystkie zapowiadające się po mamie i tacie na piękne shar peie. Jestem dumna z mojej Belli i bardzo szczęśliwa!
  • Grudzień, 2009
  • Zachcianki ciężarnej

    Cztery tygodnie ciąży Belli już za nami, szczenięta w brzuchu są o czym wyraźnie świadczy obły już jego wygląd. Zaokrągliła się Bella tu i ówdzie, a w szczególności tu, co chyba na załączonym zdjęciu widać. Bardziej i szybciej niż wygląd Belli zmienił się jej nastrój. Jest spokojniejsza niż zazwyczaj, nie szaleje już z psami, stała się dostojniejsza, powolniejsza w ruchach no i ciągle chce jeść. Nie chodzi jej bynajmniej o karmę, tę tak czy owak wcina chętnie, ale o wszystko co my jemy. Mandarynka - głodne oczy - DAJ! Dajemy, ona wypluwa, nie to nie było to. Jabłko - Daj! Zjedzone. Avocado - DAJ DAJ! Fuj, wyplute. Nigdy przedtem nie wspinała się w kuchni na szafkę czy na stół aby sprawdzić co na nich. Teraz to robi, a jej myśl skoncentrowana wyłącznie na jedzeniu. Otwieram lodówkę, Bella za moimi plecami zagląda co z niej wyjmę i od nowa zaczyna się to jej DAJ SKOSZTOWAĆ! Widać, nie tylko kobiety ciężarne mają bliżej nieokreślone zachcianki na coś słodkiego, kwaśnego, dziwnego, itp.. Bella też je ma!

  • Maj, 2009
  • Migawki z ogrodu

    Piękna, słoneczna pogoda, więc praca w ogrodzie. Naczelny woził taczkami ziemię , przesiewał ją przez własnoręcznie skonstruowane sito, a następnie zasypywał nią doły i dziury w swoim świętym trawniku. Dziury w ziemi nie powstają same z siebie, to robota naszych psów, które "roboty ziemne" wprost uwielbiają. Kopią z ogromnym zaangażowaniem, w nadziei, że upolują kreta czy może polną mysz. Przoduje w tym Simonka, wiadomo najmłodsza psina ma w głowie najwięcej głupot. Bella, jak chyba każdy shar pei, też kocha dewastacje terenu, ale teraz jej za ciężko, brzuch ma coraz większy, zaczęła się wyraźnie oszczędzać. Spacery do lasu czy w pole są już dla niej zbyt forsowne, zrezygnowaliśmy więc z nich, ale towarzyszenie Piotrowi przy pracy w ogrodzie sprawia jej dużo przyjemności.

Strona 1 z 1, łącznie 5 wpisów