Wpisy otagowane jako bonomiella

  • Wrzesień, 2013
  • Już we dwoje

    Odjechał w środę do nowego domu ostatni z synków Moni – FRANKIE GO BOOM. Franuś.

    Dwa lata temu żegnałam się z Klementynką, przyrodnią siostrą Frania, dzisiaj oboje mieszkają pod jednym dachem.

    Jeżeli ktoś jeszcze ma wątpliwości czy pies potrzebuje towarzystwa drugiego psa, proszę, niech popatrzy na załączone fotki. Szczęście do potęgi entej u psiny większej i u psiaka całkiem jeszcze małego. O uradowanych pańciach nie wspominając.

    Dziękuję za wspaniały dom i serce aż dla dwóch psiaków ode mnie.

    Pozdrawiam i do następnego razu!
  • Sierpień, 2013
  • Pamiętają o nas

    Z nowych domów nadeszły zdjęcia starszych dzieci Moni i Afery!

    Oto CLEMENTINE Bonomiella, najstarsza córeczka Moni, ruda piękność mieszkająca w Poznaniu.
    Niebawem dołączy do niej nasz papuśny maluch FARANKIE GO BOOM.
    Oj, będzie się działo!

    A tu śliczna i rozumna DAFNE Bonomiella mieszkająca ze swoimi Pańciami w Koszalinie. W szkole dla psów DAFNE jest prymuską! W niedalekich planach ma już prezentacje na wystawach. Trzymamy mocno kciuki za Dafinkę!


    D-J MANIEK Bonomiella, miotowy braciszek DAFNE. Warszawiak. Prawie niańka i towarzysz zabaw małego Stasia już-przedszkolaka, ulubieniec rodziny i przyjaciół domu.


    No i najmłodszy - EL BRAVO Bonomiella. Słodki synek naszej Afery. Pierwsze zdjęcie prawie aktualne, drugie pochodzi z okresu wczesnoszczenięcego.
    Maluch jest już po bardzo udanym debiucie wystawowym. Życzymy mu dalszych sukcesów na ringach!

    Wszystkim, którzy pamiętali o nas i nadesłali nam zdjęcia wraz z informacjami o swoich ulubieńcach, dziękuję z całego serca i pozdrawiam.

    Do następnego razu!
  • Grudzień, 2012
  • Siedmioro od Afery. Dzień pierwszy


    Już są! Znowu siódemka dorodnych maluchów! A za nami nieprzespana noc, bo szczenięta, jak to u nas zwykle, rodziły się w nocy. Pierwsze szczenię przyszło na świat godzinę po północy, a potem w regularnych odstępach rodziły się kolejne. O godzinie 6.30 urodziło się ostatnie szczenię.

    Jeeeeeeju! Jakie one są ładne!!

    Affi zmęczona, trochę oszołomiona macierzyństwem, trochę zdziwiona nową dla niej sytuacją, ale szczęśliwa.

    Naczelny śpi, bo całą noc był ze mną przy porodzie i pomagał. Musi teraz odpocząć, pilnie potrzebuje regeneracji. Noc była wyczerpująca i niezwykła. Niezwykła, bo przecież nie co dzień rodzą się szczeniaki! Wyczerpująca, bo przy rodzącej suczce zajęć sporo, a do tego emocje, no i nerwy, czy się uda, czy da radę, czy szczenięta urodzą się żywe i silne. Poszło dobrze. Szczeniaki bardzo mi się podobają, wielkością wyrównane, duże. Każde o wadze ponad 400 gramów!

    Podczas tej niezwykłej nocy wypiliśmy mnóstwo kawy, nad ranem posililiśmy się pieczonymi ziemniakami (!!), o siódmej wznieśliśmy toast za szczęśliwe narodziny i za Aferę z maluchami.
    Chwilę później, nieprzytomna ze zmęczenia, runęłam do łóżka jak kłoda. Wstałam o 11-ej, zwolniłam z czuwania Piotra, napoiłam sukę, udało mi się nawet mimo jej protestów wyciągnąć ją od dzieci i wyprowadzić do ogrodu na wysikanie.

    Teraz Afinia drzemie, szczenięta z brzuszkami pełnymi mleka przytulone do niej śpią, cisza, spokój... Świat jest piękny.

    Do następnego!
  • Listopad, 2012
  • Pożegnania bez końca


    W piątek żegnaliśmy D-J Mańka. Zamieszkał w Warszawie. U Edyty i Łukasza. Tak, u tych samych, którzy ponad 3 lata temu kupili u nas Manię.

    W sobotę było mi trudniej, bo i pożegnań było więcej.
    Do Koszalina zabrana została Dafne. Daffi, Dafinka... Są już w domu. Podróż trwała całą noc. W następnym wpisie będą zdjęcia z podróży.
    Parę godzin później Dakota odjeżdżała w kierunku Wrocławia... Blisko. Cel został po godzinie osiągnięty.
    A wieczorem do Bydgoszczy zabrany został Desperado. SMS-em potwierdzono, że dotarli na miejsce, i że starsza shar peika przyjęła przyjaźnie malca.

    Dzisiaj, mocno wtulony w swoją nową panią odjechał w kierunku Jastrzębia Zdroju nasz najmniejszy. Dexter. Też już w domu. Rozrzewnia swoim wdziękiem rodzinę.

    No i zrobiło mi się całkiem łzawo.
  • W listopadowym słońcu


    No cóż, mamy listopad, słońce pojawia się tylko na momenty, nie dając mi zbyt wielu możliwości aby pofotografować w plenerze całą gromadkę jednocześnie.
    Dzisiaj świeciło nam z nieba nawet intensywnie, ale temperatura powietrza nie przekraczała ośmiu stopni, a szczenięta na zimnej i wilgotnej od rosy trawie miały miny raczej nieszczególne. Pobyt w ogrodzie nie przekroczył pięciu minut, a na sesję fotograficzną załapały się Dafne i Daniela.
    Wielki, szeroki świat jeszcze onieśmiela szczeniaki, najlepiej czują się w domu z nami i ze swoimi pluszowymi miśkami. Wiadomo - bezpieczeństwo ponad wszystko.

    Rytm dnia psie dzieciaki ustawiły sobie same, nam nie pozostało nic innego jak dostosowanie się. Pobudka o siódmej rano. Dla nas oznacza to karmienie szczeniąt i oczywiście sprzątanie po nich. Następny posiłek o godzinie 11. Kolejne o 14, 18, 22. Pięć razy dziennie.
    Natomiast sprzątanie po szczeniętach to liczba wielokrotna podawanych im posiłków.

    Żałuję tylko, że nie jestem w stanie sfotografować siebie w momencie serwowania szczeniętom jedzenia. A wygląda to tak: wnoszę do pokoju szczeniąt wielką michę napełnioną ich papu, a a one radośnie podskakują dookoła mnie i to nie tylko na czterech łapkach, ale często na dwóch tylnych. Wyglądają tak, jakby tańczyły. Piękny widok!

    Do następnego razu!

Strona 1 z 6, łącznie 29 wpisów