Wpisy otagowane jako życie w wielkopolsce

  • Styczeń, 2011
  • Wielkopolskie klimaty

    Zimowo, zimno, zimniej, najzimniej a do tego mrozi nas przenikliwy wiatr. Krajobraz pod śniegiem i jak okiem sięgnąć wszystko w bieli aż po horyzont. A tymczasem Natalia, mieszkająca również w Wielkopolsce, podesłała mi dzisiejsze zdjęcie Teveza. Aż uwierzyć mi trudno, że w Poznaniu bezśnieżnie, a my ciągle przymrożeni, oblodzeni i stęsknieni za innymi barwami otoczenia niż biel. Dwa zdjęcia z dzisiejszego dnia: Tevez na trawie i Aferka na śniegu, a dystans jaki łączy oba psy żyjące w odmiennych strefach klimatycznych wynosi drogą lądową jedynie 160 kilometrów. W linii prostej jest znacznie krótszy. Wcale, a wcale się nie zdziwię jeśli Natalka mnie powiadomi, że do nich już bociany przyleciały!

  • Październik, 2010
  • Lubimy jesień



    Październik. Oj, lubię ten jesienny miesiąc, mógłby nam trwać nieprzerwanie cały rok... W związku z moją sympatią do jesiennej aury, kontynuuję codzienny spacer przez las i za każdym razem ogarnia mnie ten sam zachwyt nad okolicą, w której przyszło mi żyć, a którą coraz to na nowo odkrywam. Uprzywilejowanym psem do włóczęg ze mną po lesie jest Bella. Rozumiemy się bez słów i wiemy jak ważne dla nas obu jest utrzymanie kondycji. Pracujemy więc nad sylwetkami intensywnie, z tym że Bella ma trochę większą motywację niż ja, ponieważ gdzieś w połowie zimy pewnie zostanie mamą i czas już najwyższy aby zacząć dbać o formę. Ambitnie podchodzi moje dobre suczydło do wyznaczonego jej zadania: je z ogromnym apetytem, bo wiadomo, że nic tak nie krzepi jak wysokokaloryczny i dobrze zbilansowany posiłek. Poza jedzeniem Bella biega prawie tak sprawnie jak wyczynowiec, a że z powodów oczywistych nie może okolicy zwiedzać sama, to zabiera ze sobą mnie i tak to biegamy po lesie razem. Ona lekko, ale z jęzorem wiszącym niemal do ziemi, ja znacznie ciężej i z zadyszką, ale obie z uśmiechem.

    Czarnulki
    A tymczasem szczenięta w domu pod opieką Piotra. Ktoś przecież musi przy nich czuwać, podtykać im papu, ścierać i sprzątać to i owo, a w szczególności TO. Jeszcze troszeczkę, a sprzątanie po szczeniętach będzie można zapisać we wspomnieniach, bo maluchy od dzisiaj wychodzą już do ogrodu. Wychodzą w sensie dosłownym, potrafią wołane maszerować za wołającym. Osiągnęły już ten wiek, w którym jest się na tyle samodzielnym, że wiadomo do czego służą wszystkie cztery nogi: do dreptania, skakania, biegania... i w razie zagrożenia do ucieczki. Nie nosimy więc szczeniąt, animujemy je do ruchu i zachęcamy do samodzielności. Pierwsze samodzielne wyjście z domu już za nimi, kolejny krok w socjalizacji do dorosłego życia zrobiony i to po mistrzowsku. Dzielne niezmiernie te nasze Czarnulki!
  • Czerwiec, 2010
  • Niedziela w Lesznie i w Goli

    Natalia z Doveyem pojechali do Leszna na wystawę. Cel wiadomy: CWC. Młoda postanowiła przywieźć kolejny złoty medal i przywiozła. Z mojej strony radość i gratulacje. Tak trzymać i wytrzymać!

    My natomiast spędziliśmy cały dzień w domu. Ja na błogim nic-nie-robieniu, Naczelny - nieznoszący bezczynnego siedzenia w miejscu, wziął się za odnowienie tabliczki informującej, że za ogrodzeniem naszego terenu znajdują się psy. Chciał coś zmienić, jako że stary tekst opatrzył mu się i znudził. Podsunęłam więc mu parę zdań pasujących moim zdaniem na szyld:

    1. Witamy u Bonomielli. Wstęp tylko dla poważnych kynologów. Składki w złocie proszę zostawiać w jednej ze skrzyń przy wejściu. Proszę nie zabierać poprzednich datków. Dziękujemy za uczciwość.

    2. Witamy u Bonomielli! Prosimy nie karmić zwierząt, nie palić, nie śmiecić, nie pluć i nie deptać trawnika. Życzymy miłego dnia.

    3. Witamy u Bonomielli. Prosimy zachować ostrożność! Poniżej znajduje się deklaracja twojej jadalności. Prosimy ją podpisać przed wejściem na nasz teren. Psy bardzo się irytują, gdy dostają niestrawności.

    Na tabliczkę wybrany został wariant czwarty, wymyślony i zaakceptowany przez Piotra: UWAGA PSY! Niech i tak będzie... Ludzie nie lubią czytać przydługich wywodów.

    Poza tym czujemy się świetnie. Mnie co prawda bolą szczęki od żucia gumy, ale trzymam się dzielnie i nie palę. Już blisko trzy tygodnie!

  • Kwiecień, 2010
  • Jechał pociąg z daleka

    Parę lat temu tymi torami trzy razy dziennie toczyła się lokomotywa z dwoma wagonami. Lokalna ciuchcia przewoziła pasażerów na trasie z Oleśnicy do Kępna. Nie ma już ciuchci, tory zarastają chaszczami i trochę żal pociągu, który chyba już nigdy tędy nie przejedzie.. Czasami, tak jak dzisiaj, bawimy się na torach w pociąg. Niegrzeczne dzieci lubią bawić się na torach.
    A na zdjęciach mały Pampus. Spacer torowiskiem spodobał mu się.
  • Simonka oprowadza

    idziemy na spacer

    Pomyślałam, że zapoznam Was dzisiaj z naszą spacerową trasą, a na przewodnika po niej zabiorę Simonkę. Uzbroiłam się w aparat fotograficzny i poszłyśmy. Pierwszy i najtrudniejszy etap do pokonania to przecięcie drogi krajowej nr 8. Spojrzenie w prawo i lewo, krótki niepokój psa, po czym szybko przebiegamy i już jesteśmy na drugiej stronie.
    Mijamy tylko jeden dom i już po chwili znajdujemy się na słonecznej polanie. To miejsce Simonka lubi chyba najbardziej, tutaj dostaje radosnego amoku tarzając się w trawach. Tarzanie na polanie weszło jej w nawyk, nie ma mowy abyśmy poszły dalej zanim ona dokładnie nie przewalcuje się i to co najmniej z pięć razy.

    Opuszczamy słoneczną polanę i wchodzimy w ciemny las. Simonka przepisowo na smyczy, ale na wyciąganej, więc zabiega mnie to od przodu, to od tyłu, widać, że spieszy jej się, że tempo moje dla niej trochę za wolne. W lesie miejscami mokro. Kałuże na nieutwardzanych drogach omijamy wprawnie, z tym że ja pilnuję aby ona z nich nie piła. Błotnistą drogą idziemy około 5 minut, cały czas lekko pod gorę, aż dojdziemy do miejsca gdzie nie ma już wody i błota.

    Sucho, pięknie, czysto i cicho. Tu spotykamy często sarny. Całe stada. Przystaję aby trochę odpocząć, Simonka w podnieceniu obwąchuje ziemię. Widać, znalazła świeży ślad... Kręcimy się trochę po lesie, mija godzina, ja czuję spacer w nogach, psina również zmęczona. Wracamy. Jutro pójdziemy znowu. I tak codziennie przemierzamy tą samą trasę i wcale, a wcale nam się ona nie nudzi.

Strona 1 z 3, łącznie 11 wpisów