Wpisy otagowane jako łakomstwo

  • Kwiecień, 2009
  • Ćwiczymy przed wystawą

    Zapoznanie Simonki z ringówką. Lekcja pierwsza - nauka stania.

    Opolska wystawa już niebawem, ćwiczę więc intensywnie z Simonką w nadziei, że zaprezentuje się tak samo ładnie jak podczas treningów. Tremę mam sporą, to przecież pierwszy występ mojej psiny, w dodatku w stawce aż sześciu suk! Simonka nauczona chodzenia na ringówce i spokojnego stania, a kosztowało mnie to sporo wysiłku. Na początku był upór i dzikie protesty, ja w jedną stronę, ona w drugą lub stała wryta w ziemię z miną "nie ruszę się". Łakomstwo jednak wzięło górę i wystarczy, że potrząsnę plastikową puszką z ciasteczkami dla psów i od razu znikają wszelkie sprzeciwy, Simonka wpatruje się w łakocie jak w czarodziejską kulę, ja potrząsam pojemnikiem, a ona czeka cierpliwie aż jedno ciastko wyląduje w jej pycholu. Chodzenie w koło też opanowałyśmy, zęby pokazywane ładnie, zobaczymy jak uda nam się wystąpić na wystawie. W końcu to nie to samo co dreptanie w ogródku lub po okolicznych polach... Nie ukrywam, że mam stresa i to sporego.
    Cieczka Simonki weszła w fazę kulminacyjną, oznacza to, że spokojne możemy jechać do Opola, będzie już po.
  • Luty, 2009
  • Test na pazerność

    Misiek i Tequilla bardzo lubią zjeść jabłko. Częstuję ich pokrojonymi i obranymi już jabłkami, zawsze z ręki, zawsze kawałek po kawałku. A dzisiaj Naczelny karmił psy owocami i przy okazji zrobił eksperyment, jak to określił "na pazerność". Wziął dwa kawałki jabłka - jeden mniejszy, drugi znacznie większy, ulokował je po jednym w każdej dłoni i zawołał Miśka. Psiur szybko spojrzał raz na jedną dłoń, raz na drugą i błyskawicznie zdecydował się na kawałek z dłoni bliżej jego pycha, nie bacząc na wielkość przysmaka. Chwycił ten mniejszy. Zabawę - test w karmienie jabłkiem Naczelny powtórzył z Miśkiem jeszcze kilkakrotnie i za każdym razem pies zachowywał się tak samo, chwytał kawałek znajdujący się bliżej niego. Następnie testowana była Tequilla. I tu zaskoczenie: moja suka szybko i zdecydowanie sięgnęła po większy kawałek jabłka. Prób z Tequillą było kilka, raz spory kawałek jabłka w prawej dłoni, raz w lewej. Ani razu psina nie sięgnęła po ten mniejszy, doskonale potrafiła ocenić wielkość podawanych jej owoców.
  • Grudzień, 2008
  • Naczelny, parówki i Tequilla

    Już drugi tydzień mam zagipsowaną prawą rękę. Nie ma się czym chwalić, niedyspozycja i moje chwilowe kalectwo to żaden powód do dumy. Barometr mojego humoru wskazuje głęboki niż, w domu zrobić mogę niewiele, jedynie obsługiwanie komputera lewą ręką jeszcze jakoś mi idzie. Posiłki przygotowuje Naczelny, który wymyślił dzisiaj na obiad parówki. Najpierw ugotował je, ułożył na talerzach dla mnie i dla siebie, następnie swoją parówkę starannie obrał ze skórki, po czym zaczął się nią po kawałeczku dzielić z Tequillą. Tequi żarłoczna, więc cała kiełbaska szybko zniknęła w jej gardzieli.
    A co zrobił mój mąż? Ano zjadł skórkę! Ponoć mu smakowała.
  • Ósmy miesiąc życia

    Simcia
    Mały, czerwony diabełek z mojej Simonki. Niby grzeczna, bo posłuszna i przymilna, nie kłóci się z psami, ale złodziejaszek z niej. Nie raz już ściągnęła ze stołu wędlinę, kawałek sera, pieczywo. Na razie przegrywamy z Simionką, ona jest sprytniejsza od nas, zawsze wyczai ten moment gdy nikogo nie ma w kuchni, a na stole leży coś smakowitego. W myśl znanego porzekadła to okazja czyni złodzieja, aby więc nie kusić psiny do występku, musiałam zmienić swoje nawyki i staram się nie pozostawiać na wierzchu jedzenia, tudzież opakowań po nim. Woreczek z foli, ktory uprzednio zawierał kiełbasę, jest rownie nęcący dla Simonki jak jego była zawartość. Wystarczy moment nieuwagi, a psina już radośnie mamle porwany ze stołu kawałek plastiku!
  • Bella aportuje

    Bella
    Naczelny postanowił nauczyć Bellę aportowania. Nie bardzo rozumiałam po co Belli taka umiejętność, ale nie sprzeciwiałam się i tylko patrzyłam co z tej nauki wyniknie. Ćwiczyli w domu, bo na dworze albo za zimno, albo za mokro... Piotr rzucał kapciem w przestrzeń (dobrze, że nie trafił we mnie!), Bella łapała kapeć prawie w locie i za każdym razem gdy go przyniosła, dostawała coś dobrego na ząb. Zabawa w aport spodobała się psinie, a jeszcze bardziej smakowite nagrody. Bella aportuje teraz sama, bez rzutu kapciem, bez żądania ... Przynosi z własnej inicjatywy raz do mnie, innym razem do Piotra skarpetę, nieszczęsny kapeć albo część jego lub mojej garderoby i łypie łakomie okiem w oczekiwaniu na nagrodę, a wzrok ma przy tym taki, że odmówić jej nie sposób. Widać, nauka w las nie poszła, tylko kto tu kogo i czego nauczył: Piotr Bellę aportowania, czy też ona znalazła metodę wymuszania na nas przysmaków?

Strona 1 z 2, łącznie 8 wpisów