Shar Pei z Bonomielli

  • Kwiecień, 2011
  • sharpei-bonomiella.pl znowu online!

    Dwa tygodnie przerwy w działaniu mojej strony internetowej, ponad miesiąc pracy nad jej nowym wyglądem i wreszcie jest znowu dostępna pod adresem www.sharpei-bonomiella.pl
  • Marzec, 2011
  • Zmiany

    Piękny dzień, aż mnie nogi bolą od spaceru. A tu zmiany, zmiany, więc odpoczynek odkładam na potem i informuję, że:
    Baza rodowodów Shar Pei (The Shar Pei Archives Database containing shar pei pedigrees including thousands of photos. A place for the community of shar pei lovers worldwide!) została przeniesiona wraz ze wszystkimi rodowodami oraz zdjęciami i jest gotowa nie tylko do obejrzenia, ale i do współpracy pod adresem: http://archive.sharpeikennel.cz

    Również moje starocie (stary blog i galeria) zmieniły sobie adresy, ale do nich prowadzą linki z bloga, więc nie warto uczyć się tych adresów na pamięć, bo i tak każdy do nich bez trudu trafi.

    I to by było dzisiaj na tyle, kolejne wpisy nastąpią!
  • Grudzień, 2010
  • Sylwestrowo

    Szampan się chłodzi,
    Bella nie rodzi.


    Tyle w rym ujętym telegraficznym skrócie.

    Świętować będziemy rodzinnie w domu. Będziemy się cieszyć świąteczno-podniosłą atmosferą, jaka zawsze towarzyszy Sylwestrowi, a zwierzaki nasze będą się cieszyć, że my radośni. Tak już mają i między innymi za to bardzo je kochamy.
    Nowy Rok powitamy bez większych ekscesów. Z mniejszych przewidziany jest tylko szampan, obligatoryjnie i tradycyjne. Strzelać na wiwat nie będziemy nawet z kapiszonów, bo Belli należy się przecież spokój, a ten ze wszelkich sił zobowiązani jesteśmy jej zapewnić. Aktualny jej stan to w dalszym ciągu zdrowy apetyt i lekko obniżona temperatura ciała. Nic nie wskazuje na to, aby tej nocy miała nam się rodzina powiększyć.

    I to by było na tyle, odezwę się dopiero w styczniu 2011. Tymczasem życzę wszystkim naszym sympatykom i przyjaciołom oraz ich zwierzakom Szczęśliwego Nowego Roku!
  • Trwamy

    Dzień minął na walce ze śniegiem (ja), gotowaniu (też ja), sprzątaniu (ja!) i takim ogólnym wierceniu się w koło (Piotr). Mowy nie ma aby ruszyć się z psami poza dom, bo las i pola zasypane już totalnie, a po zasolonym chodniku spacerować nam się nie uśmiecha. Tkwimy więc w domu i trwamy jak mawia Naczelny.

    Od dzisiaj mierzę Belli temperaturę ciała. Stała i cyklicznie powtarzana czynność u moich suk w terminie bliskim godziny ZERO. Na razie brak podniecających wieści, Bella w dobrym nastroju, wyglądająca na zadowoloną z siebie i otaczającego ją świata, a jej temperatura ciała to normalne dla zdrowego zwierza 38 stopni. Codzienne pieszczoty i głaskanie przyrastającego brzuszka stały się dla mojego suczydła rytuałem bez którego nie potrafi się obejść i przynajmniej raz na dwie godziny wywala się słodko na grzbiet tylko po to aby ją po brzuchu posmerać. Strasznie to fajne uczucie nie tylko dla niej, ale i dla nas. Tymczasem reszta stadka zorientowała się co w trawie, a raczej w Belli piszczy i ciekawie próbuje zbliżyć się do psiej mamy najbliżej jak tylko ta pozwoli. Dystans jednakże jest utrzymywany. Psiarnia może podejść do Belli od jej frontu, ma przyzwolenie aby zajść ją od tyłu, może ją wąchać, dotykać i trącać byle nie w okolice brzucha. Ta strefa jest dla Belli pobratymców zakazana i przy najmniejszej próbie przekroczenia dozwolonej granicy nasza ciężarna oznajmia groźnym warkotem STOP, tak że psy mimo że ciekawskie niezmiernie, trzymają się od jej boczków z dala. Żaden z nich nie ma odwagi zadrzeć z psią mamą. I słusznie.

    P.S.
    Godzina 23. Termometr zaokienny wskazuje minus 17. Za parę godzin ma być jeszcze zimniej. Trwamy!
  • Zasypani

    No chyba pańciowie dzisiaj nigdzie nie pojadą!

    Mieliśmy się ruszyć do Wrocławia i odwiedzić kogoś miłego...

    Mieliśmy też przy okazji wstąpić do wrocławskiego oddziału Związku Kynologicznego. Zawsze przecież coś w sekretariacie jest do załatwienia. Tym razem czekają na odbiór eksportowe rodowody, a na nie z kolei mieszkający za granicą właściciele naszych szczeniąt. Poza tym wypadałoby uiścić składkę członkowską na następny rok, no i nie ukrywam, że chciałoby mi się pogadać z Tym i również z Owym. Mieliśmy, powinniśmy, chciałoby się, ale...
    Po trwającym przez bite dwa tygodnie codziennym odśnieżaniu podjazdu, wyjazdu oraz pojazdu opadliśmy z sił, a wszelkie wypady dalsze niż do najbliższego sklepu z artykułami spożywczymi uzależniamy od przejezdności dróg. A na drogach obłąkane zawody i trwa wyścig: "kto pierwszy - pług odśnieżający ulice czy sypiący niemal bez przerw śnieg?" Zdecydowanie wygrywa ten drugi. Z nadzieją, że sytuacja niebawem się odwróci, całym sercem kibicujemy przegrywającemu!

Strona 4 z 21, łącznie 102 wpisów