Shar Pei z Bonomielli

  • Marzec, 2012
  • Pędem do przodu

    Tędy codziennie chodzimy na spacery.
    Droga Nr 8. Piotr zmierza z psami w kierunku lasu.


    Od kiedy mieszkamy na wsi porównujemy i wspominamy jak to było nam niewygodnie z psami w naszym wielkomiejskim domu. Bilans porównań jeszcze wypada zdecydowanie na korzyść wsiowego życia.

    Internet najszybszy i najnowocześniejszy mamy. Telefon i TV również. Komunikacja ze światem zewnętrznym zapewniona. Co prawda, gdzie technika, tam i awarie. Czasami coś i na wsi się psuje, ale jeśli już, to zdecydowanie inaczej niż w mieście. Bardziej spektakularnie. W mieście uszkodzenia są “gdzieś tam” albo “u nich”. Trudne do zdefiniowania. Na wsi wszystko jest blisko i widoczne jak na dłoni. Telefon nie działa, internetu nie ma, bo krowa zahaczyła kopytem i przerwała kable. Tak było. Teraz kable wkopane w ziemię, gospodarz krowę sprzedał, awarii brak, postęp, świat i na wsi gna do przodu.

    Najszybciej do przodu pędzą samochody po przylegającej do naszej posesji drodze krajowej Nr 8. Obserwujemy ten obłąkańczy wyścig aut z czasem przez okrągły rok. Przynajmniej raz dziennie jedno z nas lub oboje biorąc psy udaje się na spacer w kierunku lasu, przecinając ósemkę.

    Ja z Aferką i Bellą na karczowisku
    A w lesie cicho, spokojnie, pięknie. I ten tlen. Marzenie.

    Siedząc na jakimś powalonym drzewie myślę o zabudowanych i beznadziejnie zabetonowanych miejscach, które kiedyś też były lasem.
    Tymczasem rzeczywistość mnie wyprzedza i dopada znienacka. Droga krajowa Nr 8 biegnąca wzdłuż lasu jeszcze bardzo ruchliwa, w lesie natomiast już wykarczowany z drzew szeroki pas, długi aż po horyzont.
    Autostrada w budowie!
    I już nigdy nie będzie tak jak było.
  • Trochę aktualności

    Pogoda jaka jest, każdy widzi. Szaro, sennie, błotniście. Ohyda. Przynajmniej u nas. Stado grzeczne i nie absorbujące czeka na słońce. W tak zwanym międzyczasie w poszukiwaniu kreta rozkopuje pracowicie ogród. Rycie w ziemi to standardowe zajęcie moich shar pei, już przyzwyczaiłam się i przestałam ubolewać nad dewastowanym terenem. Ogrodem i tak zajmie się Piotr na wiosnę (niebawem!), mnie pozostaje pielęgnacja i utrzymanie w czystości domu i zwierząt.
    Opracowałam parę technik jak szybko i bez większego wysiłku umyć z błota łapy pięciu psów, więc jeśli ktoś by potrzebował instrukcji, to chętnie służę.

    Tymczasem zajęcia wokół i dla psów upływają nie tylko na zmywaniu z ich łap błota..

    Jako, że permanentnie myślami jestem przy moim stadku i czynami także dla niego, zrobiłam im całkiem na nowo naszą stronę o hodowli. Niech mają, niech wiedzą, może docenią.

    Aktualnie wszyscy razem jesteśmy w fazie testowania nowego projektu, parę niedociągnięć już zauważyłam i poprawię. Pewnie czegoś jeszcze brakuje, coś może pojawia się podwójnie lub nawet potrójnie, ale strona dopiero w wersji beta czyli jak najbardziej testowa. Uwagi mile widziane.

    Mam nadzieję na pozytywne komentarze, moje najmłodsze wirtualne dziecię kosztowało mnie sporo energii i trudu, popatrzcie proszę, doceńcie i skomentujcie.

  • Luty, 2012
  • Wszystko dla szczeniąt

    Przed paroma dniami umyłam skrzynię dla szczeniąt, przeliczyłam ich wszystkie ręczniki, prześcieradełka, szmatki szmateczki, miski, smoczki i cały ten kram niezbędny do odchowania psich dzieci.

    - Po co to teraz? Jeszcze mamy trochę czasu - zdziwił się Piotr.
    - A ty nie myślisz o szczeniętach? - zapytałam.
    - Nie. Będę myślał o nich jak będą - odpowiedział jak zawsze rezolutnie.

    A dzisiaj Naczelny sam, z własnej inicjatywy (!) przywiózł ze sklepu pakunek pełen pluszaków. Dla szczeniąt.

    No proszę, więc on też tak samo jak ja nie może się już doczekać maluchów! Aż usiadłam z wrażenia!
  • Grudzień, 2011
  • Bilans roku 2011

    Wraz z końcem roku po raz pierwszy na blogu postanowiłam pokusić się o podsumowanie minionych miesięcy.
    To był w sumie udany rok, tych dobrych dni było znacznie więcej niż takich sobie lub jeszcze gorszych.
    W hodowli działo nam się sporo.

    Wydarzeniem stycznia były narodziny jedynaka Alberta E. Odchowaliśmy Malca i jakoś zaraz nastał kwiecień zasypując nas szczeniętami po Moni i Simonce. To był najpiękniejszy okres minionych dwunastu miesięcy, a poszczególne epizody z życia szczeniąt zdominowały całe lato, a i teraz jeszcze wydarzenia tamtych dni żywo stoją nam przed oczami.

    Zanim w kwietniu pojawiły się maluchy, w połowie stycznia, do domowego stada dołączył rozkoszny szczeniak o imieniu (nomen omen) Afera. Z Koziego Rynku.
    Mały Albert E. i trochę większa Afera wychowywali się razem dostarczając nam wielu pozytywnych wrażeń i emocji. Z końcem lutego Albert E. przeprowadził się do nowego domu, a ze szczeniąt pozostała nam tylko Aferka.

    W marcu odeszła na zawsze Tequilla. To był niezmiernie ciężki cios dla nas wszystkich. Nie miałam siły aby o tym smutnym wydarzeniu pisać czy rozmawiać i tak mi jeszcze pozostało.

    Kwiecień był pogodny, wielkanocny i rodzinny.
    Odwiedził nas mieszkający za granicą nasz syn Tomek. Wraz z narzeczoną. Ja pokazywałam młodym okoliczne lasy, a Piotr jeździł z nimi na dalsze wycieczki.
    W dniu przyjazdu moich dzieci Monia szczodrze obdarzyła nas potomstwem. Simonka uczyniła to kilka dni wcześniej. Dwa mioty szczeniąt na raz oraz goście w domu pozwolili mi zapomnieć o smętnych wydarzeniach z marca.
    Kwiecień to nie tylko szczenięta, to też wystawy i ten towarzyszący im dreszczyk emocji. Debiutujący na krajowej wystawie w Inowrocławiu, w klasie młodzieży, Only Tevez zdobywa tytuł Najlepszy Junior w Rasie, a wystawiany w klasie championów Lovey Dovey wygrywa stawkę uzykując BOB-a.

    Maj był miesiącem intensywnej opieki nad szczeniętami. Prawie wszystkie inne sprawy zostały przysłonięte przez psi przychówek.

    Czerwiec. Dzieje się wystawowo znowu. Only Tevez na krajowej w Kaliszu uzyskuje już drugie w swojej karierze wystawowej Zwycięstwo Młodzieży, a w Krakowie na wystawie międzynarodowej Nelson Admiral wywalcza Zwycięstwo Młodzieży oraz tytuł Najlepszy Junior w Rasie.

    W lipcu brat Admirała - Nino Rotus zadebiutował na warszawskiej wystawie. Z sukcesem. CACIB i BOB. Mieszanina szczęścia z radością zakręciła nam w głowach.

    W sierpniu gościnnie rezydowała u nas bullmastiffka Maxie. Ciągle jeszcze się zastanawiamy czy bullmastiff nie byłby dla nas i dla naszych shar pei odpowiednim towarzyszem. I ciągle jeszcze balansujemy z podjęciem decyzji co do posiadania psa słusznych rozmiarów.

    Wrzesień był wystawowy, że hej! Najpierw krajówka w Warszawie z CWC dla Nina, następnie klubówka i Ninowe Zwycięstwo Klubu, a na międzynarodowej we Wrocławiu doskonałe oceny dla Lovey Dovey`a, Only Teveza i Afery.

    Najważniejsze wydarzenie roku przyniósł październik. Nasz Tomek w końcu się ożenił. Na Florydzie, bo teraz taka moda. W Polsce zaś, w Poznaniu, Nino Rotus zostaje Zwycięzcą Polski i otrzymuje nominację na Crufta. Przyjemny zawrót głowy, który dopadł nas w lipcu, utrzymuje się.

    Wystawowo dzieje nam się mile jeszcze w listopadzie po wystawach w Kielcach i w Nowym Dworze Mazowieckim. Złotych medali dla psów reprezentujących naszą hodowlę ciąg dalszy. Dla Nina i dla N-Classic Simonne.

    Grudzień. Święta spędziliśmy rodzinnie w domu. Przy choince. W noc Sylwestrową również nie opuścimy naszych zwierząt ani na moment. Mimo kryzysu i czarnych przepowiedni, z dużą dozą optymizmu, spoglądamy w przyszłość. Cieszymy na nadchodzący Nowy Rok, na kolejne narodziny szczeniąt, na zieloną wiosnę razem z nimi i na gorące lato.

    Szczęśliwego Nowego Roku, niech się nam wszystkim dobrze dzieje!

  • Z najlepszymi życzeniami


    Opłatek

    Jest w moim kraju zwyczaj, że w dzień wigilijny, przy wzejściu pierwszej gwiazdy wieczornej na niebie,
    Ludzie gniazda wspólnego łamią chleb biblijny najtkliwsze przekazując uczucia w tym chlebie.

    C.K. Norwid



    Życzymy wszystkim
    naszym Przyjaciołom i Sympatykom
    oraz ich Czworonogom
    Wesołych Świąt, spełnienia marzeń
    i aby każdy następny dzień był tak piękny i wyjątkowy
    jak ten jeden wigilijny wieczór.


    Marta, Piotr i shar pei'e


  • Strona 2 z 21, łącznie 102 wpisów