Shar Pei z Bonomielli

  • Czerwiec, 2013
  • Kwieciście

    Kwiaty lubimy bardzo. Ładnie w tym roku nam kwitną. I dużo ich bardzo. Nawet nie rozpaczam zbytnio gdy Aferka któregoś rozdepcze albo zerwie i przechadza się z nim w pysku.

    Parę najnowszych zdjęć do obejrzenia. Nie mogłam się powstrzymać, aby się nie pochwalić tym co kwitnie w ogrodzie.
    Czworonogi wchodziły mi co raz to w kadr, są więc na zdjęciach poniektóre. No i dobrze, bo jak by wyglądał blog o psach bez nich..

    Monia czuje się dobrze, rosną już w niej maluszki.
    Ale o tym potem. Następnym razem.
  • Co porabiamy gdy pada deszcz

    Jestem zajęta. Pojęcie, które rozdrażnia Naczelnego.
    - Zajęta? Co to znaczy? Woda w tobie stoi?
    To tak na marginesie. Nie mogłam się powstrzymać aby nie wtrącić zapytań Piotra, które zawsze jakoś zbijają mnie z pantałyku.

    Tymczasem pracuję intensywnie nad nowym projektem mojej strony, takim co to będzie dobrze dawał się oglądać nie tylko na PC czy laptopie, ale też w smartfonie i na tablecie. Duch czasu mnie popędza i zmusza do zmian.
    Deszczowa aura sprzyja siedzeniu w domu, a w moim przypadku dodatnio wpływa na koncentrację.

    Read More

  • Lipiec, 2012
  • Zbieramy wiśnie

    Wichura towarzysząca burzy powaliła stare drzewo wiśniowe pełne owoców. Totalny chaos w ogrodzie.
    Dzień upłynął nam na usuwaniu szkód (wszędzie gałęzie) oraz na monotonnym, aczkolwiek pospiesznym zajęciu jakim było zbieranie wiśni.
    Pośpiech przy zbiorze owoców z obalonego drzewa był jak najbardziej wskazany, ponieważ psy zagustowały we wiśniach i konsumowały je wraz z pestkami!!

    Nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. Będzie nalewka wiśniowa. Yes!!
  • Lody, lody, dla ochłody!

    Mamy lato i trudne do zniesienia upały. Jeszcze kilka godzin temu termometr zaokienny od północnej strony wskazywał 34 stopnie. Gorąco, stanowczo za ciepło jak dla nas i psów. Stadko w okolicach południa wyglądało niczym śnięte ryby, ja czułam się jak dojrzała pieczeń, Naczelny coś pomiędzy jednym a drugim. Wszyscy raczyliśmy się lodami. My - ludzie, takimi ze sklepowej lodówki "made in Italy", psy natomiast z domowego zamrażalnika, według naszego patentu, przetestowanego, opisanego w ubiegłym roku i doskonale sprawdzonego. Receptę podaję więc znowu. Potrzebna będzie gumowa zabawka dla psa. Ważne aby miała przynajmniej jeden otwór... Zabawkę napełniamy jogurtem wymieszanym z wodą w proporcjach 1 : 1 i umieszczamy w zamrażalniku, no i po niedługim czasie mamy lody dla psów wyciekające im wprost na jęzory przez uprzednio wspomniany otwór. Rzecz genialna w swojej prostocie, a przy tym wzbudzająca niekłamane uznanie wśród moich czworonogów mających zajęcie z wylizywaniem smakowitości przynajmniej przez godzinę. Dla mnie dodatkowym pozytywnym aspektem psich lodów jest bezcenny widok psa łakomie wylizującego kapiącą jogurtem kość z gumy. W tym miejscu dobra rada: tego rodzaju smakołyki ze względu na dywany, parkiety, etc.. serwujemy psom koniecznie na zewnątrz - w naszym przypadku w ogrodzie. Polecam!
  • Marzec, 2012
  • Pędem do przodu

    Tędy codziennie chodzimy na spacery.
    Droga Nr 8. Piotr zmierza z psami w kierunku lasu.


    Od kiedy mieszkamy na wsi porównujemy i wspominamy jak to było nam niewygodnie z psami w naszym wielkomiejskim domu. Bilans porównań jeszcze wypada zdecydowanie na korzyść wsiowego życia.

    Internet najszybszy i najnowocześniejszy mamy. Telefon i TV również. Komunikacja ze światem zewnętrznym zapewniona. Co prawda, gdzie technika, tam i awarie. Czasami coś i na wsi się psuje, ale jeśli już, to zdecydowanie inaczej niż w mieście. Bardziej spektakularnie. W mieście uszkodzenia są “gdzieś tam” albo “u nich”. Trudne do zdefiniowania. Na wsi wszystko jest blisko i widoczne jak na dłoni. Telefon nie działa, internetu nie ma, bo krowa zahaczyła kopytem i przerwała kable. Tak było. Teraz kable wkopane w ziemię, gospodarz krowę sprzedał, awarii brak, postęp, świat i na wsi gna do przodu.

    Najszybciej do przodu pędzą samochody po przylegającej do naszej posesji drodze krajowej Nr 8. Obserwujemy ten obłąkańczy wyścig aut z czasem przez okrągły rok. Przynajmniej raz dziennie jedno z nas lub oboje biorąc psy udaje się na spacer w kierunku lasu, przecinając ósemkę.

    Ja z Aferką i Bellą na karczowisku
    A w lesie cicho, spokojnie, pięknie. I ten tlen. Marzenie.

    Siedząc na jakimś powalonym drzewie myślę o zabudowanych i beznadziejnie zabetonowanych miejscach, które kiedyś też były lasem.
    Tymczasem rzeczywistość mnie wyprzedza i dopada znienacka. Droga krajowa Nr 8 biegnąca wzdłuż lasu jeszcze bardzo ruchliwa, w lesie natomiast już wykarczowany z drzew szeroki pas, długi aż po horyzont.
    Autostrada w budowie!
    I już nigdy nie będzie tak jak było.
  • Strona 1 z 20, łącznie 100 wpisów