Shar Pei z Bonomielli

  • Wrzesień, 2013
  • Xirius i maluchy

    Piknikowo – Xirius i szczeniaki
    Miska z wodą miała powodzenie
    Maluchy zmęczyły się i posnęły
    Dzisiaj do nowego domu odjechał Fantomas. Będzie mu tam bardziej niż dobrze, będzie miał nie tylko kochającą go pańcię, ale i towarzystwo drugiego shar pei’a . Tym drugim (a raczej pierwszym) psem jest urodzony u nas w kwietniu 2006 roku XIRIUS Bonomiella, którego po kilku latach mogłam dzisiaj wreszcie zobaczyć i przytulić. Potężny i piękny pies, aż mi się serce radowało na jego widok!

    Maluchy, Frankie i Fantomas bez najmniejszych kompleksów zaczepiały dużego krewniaka, a ten znosił je cierpliwie. A my wraz z pańcią Xiriusa, panią Agnieszką siedzieliśmy przy stole, jedliśmy, piliśmy, rozmawialiśmy i napatrzeć się na tych małych i tego dużego wśród nich nie mogliśmy. To był bardzo piękny dzień!

    W nowym domu także już FRODO, ale o tym niebawem będzie w oddzielnym wpisie.

    Do następnego razu!
  • Po przeglądzie miotu

    Parę zdjęć z wczorajszego dnia. Dzisiaj nie było ani czasu, ani pogody na fotografowanie. Przed południem przegląd miotu - oglądanie, tatuowanie i opisywanie szczeniąt (protokół z przeglądu do obejrzenia i poczytania tutaj). Po południu pogoda się skiepściła i ku wielkiemu niezadowoleniu szczeniąt tkwiliśmy w domu.
    Pojutrze szczeniaki ukończą siedem tygodni.
    Za nimi odrobaczania i podstawowe szczepienia.
    Nauczyły się bez rozrzucania jeść z miseczek.
    Potrafią pić wodę nie robiąc dookoła siebie powodzi.
    Nie boją się ani obcych ludzi, ani też wcześniej nie poznanych przez nie miejsc.
    Są kontaktowe, przymilne i przytulaśne.
    Przesypiają bez przerw całą noc, ale wczesnym rankiem głośno oznajmiają, że chcą (muszą) wyjść na dwór...
    Są już nauczone porządku.
    Są śliczne i przekochane.
    Niestety za parę dni będziemy musieli się z nimi żegnać...
  • Sierpień, 2013
  • W szóstym tygodniu


    Co raz to coś nowego. Wielka miska pełna wody sprawia szczeniętom ogromną radochę. Piją z niej wodę tak samo sprawnie jak nasze dorosłe psy, rozchlapują ją wokół siebie i po sobie nawzajem, prawie aż do tej blisko 3-litrowej michy wpadając.
    Ogród już nie ma przed szczeniętami tajemnic.
    Drzewa, drzewka i krzewy na dobre zapoznały się z ostrymi ząbkami maluchów.
    Kwiaty tego roku przezornie wysiałam do przenośnych gazonów, które wraz z pojawieniem się w ogrodzie szczeniąt, przeniosłam w niedostępne dla nich miejsce.
    Trawa i opadłe z drzew liście z taką szybkością lądują w małych pyszczkach, że ledwo nadążam z ich wyciąganiem. Wszystko w sensie dosłownym musi zostać skosztowane albo chociaż polizane gdy zjeść się tego nie da.
    Schodków prowadzących do domu nadgryźć szczeniaki nie dały rady, ale próbują..
    Ślady ząbków pozostawiane zostały na plastikowych krzesełkach ogrodowych.
    Drewniany stół w hierarchii gryzaków ulubionych przedkładany jest znacznie wyżej niż krzesła. Wyżej niż stół ceniona jest tylko nasza stara wiśnia. Gdzieś w połowie pomiędzy wiśnią a stołem plasują się nogawki spodni Naczelnego tudzież moje własne.

    Monia w trosce i strachu o swoje już bezmleczne sutki unika bliskich kontaktów z dziećmi i obserwuje je raczej z bezpiecznej dla niej odległości.
    Maluchy zdają się nie odróżniać, która z suk jest ich matką i garną się też do Aferki w poszukiwania mleka. Afcia jak zwykle cierpliwa pozwala młodocianej trójce skubać się i podgryzać. Do pierwszego bólu oczywiście. I cierpliwość Afery ma swoje granice.

    A gdy już nudzą się szczeniętom ich własne zabawki, rozchlapywanie wody czy dręczenie drzew i krzewów to wtedy same biorą się za łby, czy raczej za skórę. I tak nam szczenięta rosną.

    W połowie tego tygodnia już pierwsze szczepienia.

    Do następnego razu!
  • Kolejny piękny letni dzień

    Dzień zaczynamy o świcie wynosząc szczenięta do ogrodu. Zaraz po przebudzeniu, tak aby nie miały czasu nasiusiać w domu. Szybko, szybko... Pośpiech jak najbardziej wskazany. Chwytam dwa – więcej rąk nie mam! – i biegnę niosąc je na dwór. Za mną drepcze jeszcze niepewnie trzecie psie dziecko. Minuta i jesteśmy w ogrodzie. Jak na komendę siusiu i kupka u wszystkich trzech na raz. Pierwszy sukces w nauce porządku wart odnotowania. Następnie micha ze szczenięcym papu dla Milusińskich i kawa dla nas. A wszystko to na świeżym powietrzu (lato powinno trwać znacznie dłużej!) w towarzystwie tych najmniejszych i tych już dorosłych. Pół godziny brykania na trawie i maluchy robią się senne. Czas na ich drzemkę i powrót do domu.
    Za dwie, najdalej trzy godziny obudzą się i znowu wyjdą na zewnątrz, znowu będą jadły. I tak kilka razy w ciągu dnia aż do późnego wieczora.
    Świat mój kręci się teraz wokół szczeniąt..

    Ciąg dalszy nastąpi..
  • Nabywanie doświadczeń

    Fantomas, mały sprinter

    Sezon “trawiasty” rozpoczęty na dobre, maluchy brykają w ogrodzie aż miło. Sfotografowanie ich w bezruchu graniczy niemal z cudem – albo znikający punkt, albo wpadająca kula pod nogi. Na dowód krótki filmik z Fantomasem. Co (kogo) udało mi się uchwycić w obiektyw, to pokazuję.

    Dzień był dzisiaj szczególny, bo szczeniaki poznały (co prawda z bezpiecznej odległości) pracujący w polu traktor (bardzo głośny!), a niedługo po tym nie mniej głośną naszą kosiarkę-weterankę.

    Mamy już za sobą zapoznanie psich dzieci z odgłosami dorosłych psów, ludzkich głosów, radia i i telewizora, odkurzacza i wirującej pralki. Dzisiaj doszły maszyny rolnicze. Socjalizacja ruszyła z kopyta i nabiera tempa.
    W przyszłym tygodniu urządzimy maluchom przejażdżkę samochodem. Niech się cywilizują, już czas..

    Ciąg dalszy nastąpi!

Strona 1 z 24, łącznie 120 wpisów