Blog hodowli shar pei, aktualne wydarzenia ilustrowane zdjęciami, wszystko o naszych psach, tych co mieszkają z nami i tych co to już w nowych domach.

  • Grudzień, 2007
  • Sylwester

    Ostatni dzień tego roku i ostatni tegoroczny wpis. Zwykle piszę wieczorem lub bardzo-bardzo późnym wieczorem, dzisiaj tradycyjnie będziemy żegnać Stary Rok i o ile nie zaśniemy przed nadejścien Nowego to i on zostanie powitany. Na wsi łatwo przespać Sylwestra bo ludzie tu rozsądni lub bojaźliwi więc mało kto strzela petardami. Moje psy, z wyjątkiem Rondelki nie zwracają uwagi na wystrzały, czasami tylko, któreś podniesie ucho po czym za chwilę zasypia. Ronda natomiast świętuje każdy wystrzał na swój sposób: wpada w ogromne podniecenie i koniecznie musi wyjść na dwór. Co roku wygląda tak samo: sąsiedzi trochę strzelają, Rondel w ogrodzie drze na nich nieprzytomnie mordę, a że amunicja lub cierpliwość strzelających kończy się szybko to i spektakl nie trwa długo.

    Moim sylwestrowym hysiem - o ile jesteśmy w domu - to tradycyjne oglądanie na niemieckiej trójce filmu "Dinner for one". Już się cieszę, że dzisiaj zobaczę ten filmik na szklanym ekranie. Kto nie zna niech popatrzy:



    Życzę wszystkim moim przjaciołom, tym dwu- i czworonożnym Szczęśliwego Nowego Roku!
  • Pora karmienia


    Lubię patrzeć gdy moje psy jedzą... Grupka zgodnie nachylonych nad miskami shar pei to miły widok. Na zdjęciu jedzą od lewej: Bella, Ronda, Tequilla. Brak w grupie Miśka. Ano Misiek nie nadaje się do jedzenia w towarzystwie, jego zazdrość o pożywienie znacznie wykracza poza ramy przyjętych obyczajów. Misiek je oddzielnie. Sam. Psy mają dwie pory karmienia: pierwsza to rano, a druga późnym popołudniem. Rano posiłek dostaje Bella, czasami do kuchni przychodzą wtedy Tequilla i Ronda, co dla mnie jest znakiem, że też są głodne więc napełniam trzy michy, każdą połową dziennej porcji. Misiek w czasie karmienia suk do kuchni nie wchodzi, mimo że drzwi są otwarte. On WIE, że usłyszałby ostre WYJDŹ, więc nawet nie rusza się z kanapy. To nie czas na jego jedzonko.

    Punktualnie o godzinie 17 wszystkie psy robią ruch i domagają się papu. Misiek zbiega szybko schodami na dół, gdzie dostaje swoją porcję. W tym czasie suki pozostają na górze w oczekiwaniu aż wrócę z karmą dla nich. Jest to też pora gdy Piotr kończy przymusowo swoją popołudniową drzemkę. Wtedy gdy ja jestem jeszcze na dole, dziewczyny wpadają w radosny amok i budzą pana. Najpierw buźka czyli przejechanie Piotrowi oblizorem przez twarz, gdy to nie pomoże to skok na leżącego, zeskok i ponownie skok. Moja brzydsza połowa burcząc wstaje, sunie przenoszą się do kuchni, ja w tym czasie napełniam miski a sześć bardzo głodnych psich oczu śledzi każdy mój ruch w oczekiwaniu na swoją porcję. Panuje absolutna cisza, spokój i napięcie. A za chwilę jedzą już jak na wyścigach.

    Kto ma psa-niejadka, niech kupi sobie drugiego. Nic tak nie pobudza apetytu jak zazdrość o pożywienie :-P
  • Konflikty

    W nowym wydaniu "Przyjaciela Psa" znalazłam artykuł Anny Redlickiej pt ."Z lasu na kanapę", a w nim ten cytat:
    Domowe stada są tworami najzupełniej sztucznymi, w których wcale nie musi panować zgoda. Psy nie mają wpływu na skład swojej grupy. To człowiek decyduje o tym ile i jakie zwierzęta trzyma w domu. Osobnik nieprzystosowany bądź nieakceptowany przez grupę, choćby nawet chciał, nie może odejść. Stanowi to poważne źródło problemów psychicznych dla wszystkich członków domowego stada i jest główną przyczyną konfliktów.
    Jakże bliskie i znane są mi wspomniane przez p. Redlicką problemy. Niedawno nasz dom opuścił Delfinek - pies ukochany i chołubiony przez domowników, ulubieniec naszych znajomych, wróg Numer Jeden starszego o cztery lata od niego Miśka.
    Nie ma takiej możliwości aby pogodzić ze sobą zwaśnione psy, można je tylko izolować od siebie, co na dłuższą metę staje się nie tylko dla domowników ale i dla psów nie do zniesienia. Gdy Delfin mieszkał z nami wydawało mi się, że to tylko on jest tym cierpiącym, że to on jest ofiarą, na którą czycha większy i silniejszy Misiek. Po kilku tygodniach od rozstania z Delfinem zauważyłam wiele zmian u moich psów, które nie były bezpośrednio zamieszane w konflikt z oboma samcami.
    Tequilla jakby odmłodniała, nabrała wigoru i zwiększy jej się apetyt. Nie muszę już jej namawiać do jedzenia, co przedtem często miało miejsce.
    Ronda, która w okresie najostrzejszych starć pomiędzy samczym duetem schudła i miała nieładną sierść, teraz przytyła a włos ma gęsty jak miś polarny.
    Bella zapomniała już czasy gdy trwożnie rozglądała się wokół, czy z jakiegoś zakamarka nie wyskoczą nagle dwa zaślepione gniewem potwory.
    Misiek przestał żreć nerwowo, opróżnia swoją michę spokojnie, nie posikuje już po ścianach i meblach.
    Delfinek w nowym domu przytył dwa kilogramy. U nas, mimo że dostawał do jedzenia dwa razy tyle co Misiek, wyglądał na psa lekko zagłodzonego.

    Konflikty pomiędzy psami mają różne podłoża, nie jestem psim psychologiem, nie będę się nad nimi rozwodzić, podam tylko parę przykładów:

    1. Parę lat temu Piotr wyjechał na trzy tygodnie zabierając ze sobą jedną sunię. Była to Wai, bardzo zżyta z Uffi. Jedna bez drugiej nie chciała wyjść na spacer, razem dzieliły legowisko, bawiły się tylko ze sobą i nie dopuszczały do gry innych psów. Obawiałam się, że Uffi będzie cierpieć bez Wai i odwrotnie, z cięzkim sercem zgodziłam się na ten wyjazd Piotra z sunią. Uffi nie straciła ani wigoru ani apetytu po wyjeździe przyjaciółki, Wai tylko z Piotrem czuła się też dobrze.
    W dzień gdy Piotr wrócił z Wai do domu na przywitanie wypuściłam tylko Uffi. Ku mojemu zaskoczeniu suki natychmiast pokazały sobie zęby. Do ostrej konfrontacji pomiędzy nimi nie doszło ale przyjaźń, wspólne zabawy i spanie skończyły się raz na zawsze.

    2. Pamiętam doskonale ten dzień gdy przywiozłam ze Słowacji do domu 9-tygodniowego Miśka. Suki pomrukiwały na nigo groźnie, jakby chciały powiedzieć: "wracaj przybłędo tam skąd pochodzisz". Malec robił do nich słodkie oczy, przymilał się a one odskaiwały od niego z piskiem i wyraźnym obrzydzeniem. Sytuacja po jakimś czasie pomiędzy Miśkiem a sukami unormowała się, tzn. on sobie a one sobie. Misiek nabrał szybko masy ale respektu do suk nie stracił, za to odgrywał się brzydko na mopsie mojej mamy, który z kolei prowokował go do awantur. Na żadnego z psów mentalnie wpłynąć się nie dało, pozostał środek ostateczny czyli odizolowanie. Izolacja poprzez drzwi czy płotek zawsze agresję pomiędzy psami potęguje, a raz odizolowane od siebie psy NIGDY już nie będą potrafiły żyć razem.

    3. Szczenięta urodzone w naszym domu są tak długo w pełni akceptowane przez całe stadko dopóki domu nie opuszczą. Potem droga powrotu jest ciernista lub nawet niemożliwa. Tequilla, Ronda, Bella to suki urodzone u nas i być może tu leży przyczyna, że nigdy się ze sobą nie kłócą chociaż temperamenty mają różne.

    Na pewno nie zaryzykuję wyjazdu na urlop z jednym psem, bo odłączenie psa od stada równa się izolacji, a to pierwszy krok do wzajemnej nietolerancji.
    Izolować się od psów możemy my - ludzie, możemy wyjeżdżać i wracać kiedy chcemy, a psy będą się zawsze cieszyć na nasz widok.

    Jeszcze do tego tematu powrócę.

  • Święta..

    Święta dobiegają końca, goście się rozjechali, my i psy z pełnymi brzuchami odpoczywamy. Ach, to świąteczne obżarstwo!
    Misiek rozpoczął świętowanie jeszcze przed czasem. Dobrał się w samochodzie do zakupów: toreb pełnych mięsa, warzyw, owoców, ciast, itd... Spałaszował prawie w całości jedną golonkę a sernik zgniótł własnym cielskiem na placek. Piotr zajęty prowadzeniem auta nawet nie zauważył, że za jego plecami pies ucztuje... Golonki mi nie żal bo nie lubię, ale sernika szkoda - nie nadawał się do postawienia na stole, skarmiam więc nim psy, mimo że to niepedagogiczne i nie całkiem dla nich odpowiednie.

    Pogoda dopisuje, więc codziennie psy wyprowadzają nas na spacer. One w przodzie, my z tyłu, więc chyba nie ma wątpliwości kto kogo prowadzi. Być może shar-pei nadaje się na psa zaprzęgowego... Uprzęże i rydwan, to jest myśl! Gdy byłam dzieckiem to dog i wyżeł chyżo ciągnęły mnie na saneczkach po nadodrzańskich wałach. Te prywatne kuligi kończyły się czasami zaryciem w śnieżną zaspę, kiedy któryś z psów zwęszł np. zająca. Śmiałam się z radości a przechodnie ze mnie i z moich rodziców. Kiedyś ktoś po drodze zażartował, że zeszliśmy na psy. Oczywiście nie chodziło o obrazę, ale o przenośnię.

  • Spacer w Kobylej Górze


    Spacer plażą nad zalewem w Kobylej Górze. Było naprawdę pięknie, komentarz chyba zbyteczny, fotki mówią same za siebie. Na zdjęciach Misiek i Tequilla. W tle Piotr. Mnie nie widać, ktoś musiał fotografować, a tak to już jest, że zawsze wypada na mnie.
    Wpis krótki bo w domu intensywne przygotownia do świąt. Jutro wigilia...

Strona 157 z 161, łącznie 801 wpisów