Indywidualny spacer psa

Opierając się na dotychczas zgromadzonym doświadczeniu, muszę jednoznacznie stwierdzić, że sobotni spacer to kwintesencja radości z posiadania psa, a z uwagi na wymiar, ulubiony dzień tygodnia. Nie mogło więc być inaczej i tym razem. Przygotowałem wodę do picia, odskrobałem szyby niebieskiej strzały i szybciutko zawiozłem sunie do lasu.
Odpowiednia ilość sporawych zapałek z gołą miotłą u góry, swobodnie i nonszalancko rozmieszczonych na wzniesieniach i dolinach, raczej istotnych rozmiarów, to najodpowiedniejsza przestrzeń do weekendowego relaksu. Takie te nasze góry nad morzem. Pierwszy podbieg wyznaczam ja, bo to też i właściwa chwila na wyrównanie ciśnienia i zrzucenie balastu. Stąd zwykle na grani bywam pierwszy ze stada, ale wszelką przewagę tracę, na następującym zaraz po, zbiegu. To czas, podczas którego cztery bez mrugnięcia okiem rozprawiają się z dwoma, węsząc przy gruncie zyskują istotny dystans, mimo zataczania kręgów, sprawdzania pozostawionych śladów przez tambylców oraz ogólnie sinusoidalnej trajektorii przemieszczania. Na drugi szczyt docieram raczej po pozostawionych śladach moich milusińskich. Stąd na drugim zbiegu Mo zwyczajowo daje mi fory, orbitując w najbliższej okolicy, dając mi subtelne poczucie wspólnego spaceru z psem. Za to Pocoyo w tym momencie odbywa już indywidualny spacer psa.

No i co dalej? Ano przystępuję do jodłowania, trwającego około kwadransa. To znaczy przystępowałem, bo praktyka zdobywana z czasem, dowiodła, że to bez sensu. Tym razem też. Wołanie Pocoyo nie przyniesie skutku, bo według niej, dopóki mnie słyszy, może beztrosko brykać, a przekaz nie ma istotnego znaczenia. Dlatego, jeśli zależy mi na powrocie Isi, zatrzymuję się w milczeniu, lub bawię się z Mo, która próbuje mi ten dyskomfort zrekompensować oraz jakoś rozładować atmosferę. Tym razem jednak, odlot małej czarnej znacząco wykroczył poza granicę dźwięku i po pół godzinie, nawet Morcheeba wyraźnie zaniepokojona zaczęła smutno popiskiwać. Nie akceptując takiego stanu rzeczy, wróciliśmy do domu sami.
Pocoyo funkcjonuje na zupełnie innej orbicie, która tylko czasami ma coś wspólnego z moją. Nie mniej jednak, tym razem przesada przeistoczyła się - podczas krążenia w bliżej nieokreślonej przestrzeni - w praktyczne ćwiczenia z ponoszenia konsekwencji, w ramach przymusowo i niechętnie wprowadzonego indywidualnego toku nauczania.

  • Twitter
  • Facebook

2 Komentarze

Płasko

  • *
    Marta  
    I co dalej? :-O Przyznam, że jestem z lekka zaniepokojona tym jak wyglądał powrót do domu i ile czasu Isia potrzebowała aby dać się zapiąć na smyczy.
    Tylko spokój i jak trzeba to faktycznie indywidualne nauczanie "Indywidualistki" mogą przynieść rezultaty. Trzymamy mocno kciuki za efekty!
    • *
      Mo_Po_Wiola_artur  
      No więc, jodłowanie 10 minut, igraszki z Mo kolejne 30, powrót do auta ekspresowy 15 minut, a jazda w tą i z powrotem kolejne 30, zdecydowanie do wolnych nie należąca. Generalnie indywidualny spacer psa trwał 90 minut i z całą pewnością był bardzo udany.

Dodaj komentarz

Zamknięcie tekstu w znakach gwiazdki spowoduje jego wytłuszczenie (*tekst*), podkreślenia są tworzone przez zastosowanie _tekst_.
Standardowe emotikony jak :-) lub ;-) będą zmieniane na ich graficzną wersję.
Adresy e-mail nie będą pokazywane i będą używane tylko do celów wysyłania powiadomień drogą e-mailową
:'(  :-)  :-|  :-O  :-(  8-)  :-D  :-P  ;-) 
BBCode format dozwolony

Komentarze poddawane są moderacji przed opublikowaniem ich na stronie.