Kulinarne wybryki Morcheeby

Morcheeba kulinarny pogromca
Mo ma wybitny smak i węch.
szybciej Pancio!
Sztuka, nie znosi marazmu.
ostatki
suspensu
Delektowanie się to podstawa.
Upływ czasu sprawił, że dostrzegliśmy i bez niepotrzebnego oporu zaakceptowaliśmy fakt, że Mo jest smakoszem. Karma karmą, ale to wszystko nie jest takie proste, jakby się wydawało.
Morcheeba z całą pewnością mogłaby pisywać do przewodnika Michelin po psich restauracjach i przyznawać odpowiednią ilość gwiazdek, honorując lub zgładzając marnych kelnerów i ich kuchcików. Z całą konsekwencją słów, albowiem Mo delektuje się spożywanymi posiłkami. Byle miska też odpada. Brak klimatu miejsca, ciszy i spokoju, wyklucza rozpoczęcie posiłku. Nie namoczenie karmy, lub co gorsza nie podanie jej z serkiem pierwszej świeżości - w zależności od zamówienia naszego krytyka kulinarnego - kończy się odmową/ fochem i wyczekiwaniem na natychmiastową poprawę. W przeciwnym przypadku o zjedzeniu można zapomnieć.
Jak każda sztuka, nie znosi marazmu i braku wyrazu. Jedzenie składa się z kilku, szalenie ważnych etapów. Bezmyślne chapnięcie czegoś, bez odpowiedniej oprawy i powagi sytuacji jest nie do pomyślenia. To przerasta "trenerów treserów", wymachujących kiełbaską i liczących na zainteresowanie. Bez szans. Najpierw bowiem Mo przystępuje do badawczego obejścia postawionej miski. Feng shui według najwyższych standardów to absolutne minimum, aby wyjść z sytuacji z twarzą. Następnie odbywa się bezdotykowe obwąchanie zawartości i związana z tym kilkusekundowa kontemplacja. Jeśli dotąd nie ma zastrzeżeń następuje badawczo-doświadczalne sprawdzanie świeżości składników metodą organoleptyczną. Wysublimowane wylizanie i wyciućkanie kilku groszków eukanuby przesądza temat. W razie jakichkolwiek wątpliwości dojdzie do wyplucia karmy i nonszalanckiego oddalenia się na sofę. Tam będzie oczekiwać przeprosin za zniewagę i nietakt.
Teraz już wiemy, że serek wiejski sprzed dwóch dni odpada, a przechowywany w złych warunkach w sklepie nie zostanie tknięty. Jogurt naturalny to marna atrapa serka i nie przejdzie etapu III. Czasem więc kusimy naszą psinkę przystawkami, pod postacią owoców. Jabłko zostanie spożyte po wielominutowym zeskrobywaniu miąższu - Mo trzyma kawałek w łapkach i ściera sok z miąższem kłem, niczym papkę dla niemowlęcia. Gryzienie, czy chapnięcie całości jest tak nieprawdopodobne, jak chodzenie po suficie. Mo trzyma kawałek w pyszczku tylko w celach transportowych, aby spożywać w odpowiednim otoczeniu. Nie mniej jednak, to nie jest jej faworyt żywieniowy. Mo woli banana.
PS Absolutnie dementujemy wszelkie domysły, że to "francuski piesek". Dalekowschodnie geny i kultura spożywania posiłków godna chińskich cesarzy jest bezdyskusyjna. ;-)
  • Twitter
  • Facebook

Brak komentarzy

Dodaj komentarz

Zamknięcie tekstu w znakach gwiazdki spowoduje jego wytłuszczenie (*tekst*), podkreślenia są tworzone przez zastosowanie _tekst_.
Standardowe emotikony jak :-) lub ;-) będą zmieniane na ich graficzną wersję.
Adresy e-mail nie będą pokazywane i będą używane tylko do celów wysyłania powiadomień drogą e-mailową
:'(  :-)  :-|  :-O  :-(  8-)  :-D  :-P  ;-) 
BBCode format dozwolony

Komentarze poddawane są moderacji przed opublikowaniem ich na stronie.