Shar Pei z Bonomielli

Dalej, po no i co

Gdzieś w tym całym pędzie nieprzyjemnych i szczególnie posplatanych wydarzeń, wypadło mi kilka ważnych chwil, od których trzeba zacząć ciąg dalszy. Retrospekcja: Dziesiąta z kwadransem. Szaro-bure otoczenie zdało mi się conajmniej nieprzyjemne. Brak psiny przy mnie i jakichkolwiek oznak, że zaraz znów będziemy razem nieznośnie odciska swoje piętno na mojej psychice i podnosi ciśnienie krwi do niebezpiecznego poziomu. Tętno od wielu minut wisi ponad dwusetką po części przez bieganie w górę i w dół bez chwili wytchnienia, z drugiej zaś strony przede wszystkim przez nieplanowane i wciąż niezakończone rozstanie. Czarne myśli przebiegają mi przez głowę, ale gonię jak stado gołębi. Niech zasrają życie komuś innemu.
Brak okularów mści się coraz bardziej i częściej, albo tylko tak mi się wydaje. Biegam i wołam. - Moo! W końcu, gdzieś moja noga nie znajduje stabilnego podparcia i wykręca mi stopę w sposób którego nigdy bym nie przypuszczał. Ból przeszywa mi trzewia i oprzytomnia na chwilę. Bez światła, bez okularów i z bagażem nie mam najmniejszych szans. Inna sprawa, że nie mam kompletnie pojęcia co robić. Zataczać coraz większe kręgi? Pobiec głównymi drogami do ich zakończenia? Skierować się tam, gdzie zwykle najwięcej dzikich zwierząt? A najbardziej deprymuje mnie myśl, że nie mogę być w tych wszystkich miejscach naraz! A czas płynie, moja psina gdzieś tam jest, zupełnie sama, czego nigdy sobie nie wybaczę. "Dlaczego za nią nie pobiegłem?" - ta myśl świdruje mi mózg najbardziej i nie pozwala rozsądnie myśleć. A przecież staram się zrobić wszystko, co tylko możliwe."Niedostatecznie" - skonfundowałem sam sobie.
Postanawiam wrócić do auta drogą w lustrzanym odbiciu - tam gdzie wystartowaliśmy, będę na samym końcu. Na chwilę przystaję w miejscu, gdzie widzieliśmy się po raz ostatni. Widzę na kilkanaście metrów, ale czy gdzieś tam przypadkiem nie ma mojej ukochanej psiny, nie mogę obstawiać. Ciemne szarości w czerni nadchodzącej bezgłośnymi krokami nocy, majaczą przyjmując różne figury, które to raz dają mi odrobinę pozytywnego złudzenia, to odbierając bezlitośnie, ukazując prawdziwą naturę mroku. Tylko myślę, że coś widzę, a to co widzę jest zupełnie czymś innym, niż myślę. Rzeczywistość drwi z moich pragnień i kąsa coraz boleśniej i zajadlej. Wszystko jest jakieś poszarpane, wręcz sponiewierane. Przebiegam kawałek, przystaję na chwilę i wołam najgłośniej jak potrafię na wszystkie strony świata. Potem przez kilka ułamków sekundy nasłuchuję. Czegokolwiek, co zakłóciłoby tę beznadziejną ciszę, której pustka coraz bardziej mnie męczy i niepokoi. Kolejne minuty mijają bez żadnej odpowiedzi. Żadnego szelestu, żadnych łamanych patyków, sapania, po prostu nic, zero. Tyk, tyk, sekundy lecą nieubłaganie w nieludzkim tempie. Zbiegam stromo w dół, z trudem łapiąc równowagę - tak, to tu Mo czekała aż ją dogonię i dotrzymam kroku. Trudno się połapać ile zbocza mam już za sobą, bo przemieszczam się bardziej na wyczucie, niż widząc dokąd zmierzam. - Moo! Wołam pełen troski i obaw o najgorsze. Nadal nic. To będzie bardzo długa noc, ale nie przestanę zanim nie znajdę Mo!
Półświadomy nie wiem jak pokonuję dwa kilometry i otwieram bagażnik. Wrzucam torbę i zdejmuję bluzę. Jestem mokry i choć pojawia się zimny przeciąg nawet o tym nie myślę. Niebieska strzała stoi na parkingu blisko ruchliwej ulicy Słowackiego, szybkiej wijącej się jak wąż wylotówki z miasta, gdzie dopuszczalna prędkość to 70 km/h. Obstaję przy przekonaniu, że Mo nie będzie jej przekraczać między samochodami i nawet nie pozwalam pracować wyobraźni, co mogłoby się stać jeśli moje przekonania rozminęłyby się ze stanem faktycznym. Przejeżdża duża ciężarówka, której łoskot przetacza się z siłą niewidzialnej fali przebijając się przez skraj lasu i wnikając głęboko w jego już niemal czarną czeluść. Szeleszczą liście. Odruchowo powtarzam: - Moo!
Zmęczone oczy, zapewne przekrwione od naiwnego, ale niezłomnego i oddanego wypatrywania psiny tam, gdzie jej nie ma, zalane szczypiącymi kroplami potu spływające hurtem z mojej głowy, kieruję w ścianę lasu. Serce tłucze nieprzytomnie, dyszę niespokojnie, łapczywie łapiąc kolejne porcje powietrza. 10:32pm
Łamią się jakieś patyczki, szeleszczą liście. - Moo! powtarzam jak w amoku, bo jest to silniejsze i niezależne od zmęczenia i nie pozwala na żadną krztę zwątpienia. Znowu zapada prześladująca mnie od czterdziestu minut cisza. Potem wyłapuję kolejne następujące po sobie odgłosy. W mroku, między liśćmi krzaków przy drodze pojawia się powoli nos, poltachy i wreszcie duże wystraszone oczy Mo. Szybko upewnia się, że to ja i podchodzi nieśmiało. Jest bardzo przestraszona, jakby obwiniała się za tę całą sytuację, ale nie słusznie. Tulę ją najczulej jak potrafię, ani na chwilę nie przestaję całować nie mogę nacieszyć się swoim szczęściem. Setki razy powtarzam jej, że ją kocham najbardziej na świecie i że jest bardzo mądrą psinką. Zawsze hołdowałem zasadzie pilotów: "tyle osób z iloma zaczynasz podróż, tyle ją kończy."

Post factum: Była sucha, nie zmęczona, ot tak piła wodę z miski ale nie z pragnienia. Stawy nie były gorące, tak samo jak i opuszki łap. Ujadający pies,
w jedynie sobie znany sposób wystraszył ją i postanowiła bez zwłoki wrócić do auta. Droga, którą miała do pokonania składała się z jedenastu (!) skrzyżowań i trzech przejść bez ścieżki. Morcheeba była na tyle świadoma sytuacji, że gdy doszła do auta, zajrzała przez boczne szyby, czy mnie w nim nie ma - dopiero później spostrzegłem oblizane i wymazane błotem i śliną klamki, co umknęło bo najpierw otworzyłem bagażnik. [Przypuszczalnie dostrzegłbym ten fakt, gdybym sięgnął po okulary w schowku w podłokietniku.] Ponieważ auto stało w ruchliwym miejscu, w którym często pojawia się także pieszy czy rowerzysta, przezornie schowała się w rowie głębokim na dwa metry tuż przy aucie i wyczekiwała w bezruchu. Z parkingu nikt nie miał szans jej zauważyć, czy usłyszeć, nawet gdyby nie było ciemno. Nie wyszłaby zanim nie usłyszałaby mojego głosu, lub poczuła mojego zapachu. Zaimponowała mi logiką działania, przenikliwością planowania i inteligencją. Wiedziałem, że jest niezwykle mądra i bezbłędnie zapamiętuje teren, byłem też przekonany, że potrafiłaby wrócić do auta gdyby się zgubiła, ale nigdy nie sądziłem że przekonam się o tym w tak spektakularny sposób. Nie mniej jednak obiecaliśmy sobie, że nie będziemy tego robić więcej.
  • Twitter
  • Facebook

Brak komentarzy

Dodaj komentarz

Zamknięcie tekstu w znakach gwiazdki spowoduje jego wytłuszczenie (*tekst*), podkreślenia są tworzone przez zastosowanie _tekst_.
Standardowe emotikony jak :-) lub ;-) będą zmieniane na ich graficzną wersję.
Adresy e-mail nie będą pokazywane i będą używane tylko do celów wysyłania powiadomień drogą e-mailową
:'(  :-)  :-|  :-O  :-(  8-)  :-D  :-P  ;-) 
BBCode format dozwolony

Komentarze poddawane są moderacji przed opublikowaniem ich na stronie.