Shar Pei z Bonomielli

Szok anafilaktyczny, czyli dzień grozy

Simonka
Wczoraj Cheri wkroczyła dziarsko w czwarty miesiąc życia, z urzędu została zaszczepiona po raz trzeci, a wraz z nią Simonka, u której minął już rok od szczepień. O godz. 13 obie psiny potraktowane zostały szczepionką firmy Fort Dodge, z tym że dla starszej doszło jeszcze szczepienie przeciwko wściekliźnie. Po godzinie wydawało mi się, że obie dobrze zniosły szczepionkę, więc wycieczka do miasta i jeszcze krótki spacer.

Godzina 15. Wróciliśmy do domu, psy w wyśmienitych nastrojach. Podałam im jak zwykle o tej porze jedzenie, zjadły ochoczo i wylizały do czysta michy.

Godzina 17.30. Piotr lakieruje na poddaszu deski, mające służyć za podłogę do nowej altanki. Na dworze zimno, wieje przykry wiatr, siąpi deszcz. Okna na poddaszu otwarte, woń farb i lakierów nie powinna nam dokuczyć. A jednak... Zimne powietrze opadło w dól ciągnąc za sobą opary farb, zapach jest nieznośny. Czuję jak drapie mnie w gardle, oczy mnie pieką.

Godzina 17.45. Zauważam, że Simonce zapuchły oczy i to tak mocno, że nie widać ich spod powiek. Podaję jej do wypicia wapno i zakrapiam oczy dicortineffem. Chwilę później obdzwaniam wszystkich okolicznych weterynarzy, niestety nie mogę nikogo zastać. Sobota, wczesny wieczór, nie ma nikogo kto mógłby pomóc. Beznadzieja i rozpacz!

Godzina 18. Simonka ma już nie tylko zapuchnięte oczy, ale i całą głowę. Na ciele pojawiły się bąble o średnicy kilku centymetrów. Psina niespokojna. Biega w te i we wte, rzuca się na podłogę, drapie się chaotycznie, oddech ma płytki, kontakt z nią utrudniony. Rany, co robić, gdzie szukać pomocy... Wściekam się, że mieszkam na prowincji, gdzieś na peryferiach cywilizacji, gdzie do najbliższej czynnej lecznicy ponad 60 kilometrów. Ponad godzina jazdy. Nie, tak długo Simonka nie wytrzyma, udusi się, trzeba działać inaczej.

Godzina 18.05. Wskakuję do auta i gnam jak szalona do Apteki, do Kępna. Tłumaczę gorączkowo, że recepta będzie, że doniosę jutro, że chodzi o życie, więc szybko, szybko... Wtykam w kieszeń otrzymany diprophos i pędzę do domu. To tylko 8 kilometrów, ale droga dłuży się straszliwie, no i te nerwy napięte do granic, i strach.

Godzina 18.30. Podaję domięśniowo prawie już nieprzytomnej psinie przywieziony z apteki diprophos. Dziecinnie oczekuję natychmiastowej poprawy, zaciskam dłonie do bólu i siłą powstrzymuję się aby nie płakać z bezsilności i strachu o moją kochaną Simonkę. Mijają minuty, kwadranse. Oddech u Simonki wraca do normy, jej stan stabilizuje się. Przytulam psinę, całuję ją i płaczę ze szczęścia. Najgorsze już za nami.

Dzisiaj Simonka ma się wyraźnie lepiej, powiedziałabym, że prawie dobrze. Bąble z ciała poznikały, apetyt jej dopisuje, jest jednak wyraźnie zmęczona.
Nie wiem co było przyczyną tak ostrej reakcji alergicznej. Szczepienie? Być może, chociaż biorąc pod uwagę czas od podania zastrzyku do wystąpienia szoku, to wydaje się mało prawdopodobne. Jednak sięgając pamięcią wstecz przypominam sobie szczeniaczka, który dostał szoku anafilaktycznego w 4 godziny po szczepieniu. I nikt wtedy w domu nie używał ani farb, ani lakierów z intensywnymi zapachami.

A może jednak była to reakcja na wspomniane farby. Teraz do tego nie dojdę. Tak czy owak Naczelny ma szlaban na lakierowanie desek w domu. A przy następnym szczepieniu poprosimy o szczepionkę innej firmy.
  • Twitter
  • Facebook

Brak komentarzy

Dodaj komentarz

Zamknięcie tekstu w znakach gwiazdki spowoduje jego wytłuszczenie (*tekst*), podkreślenia są tworzone przez zastosowanie _tekst_.
Standardowe emotikony jak :-) lub ;-) będą zmieniane na ich graficzną wersję.
Adresy e-mail nie będą pokazywane i będą używane tylko do celów wysyłania powiadomień drogą e-mailową
:'(  :-)  :-|  :-O  :-(  8-)  :-D  :-P  ;-) 
BBCode format dozwolony

Komentarze poddawane są moderacji przed opublikowaniem ich na stronie.