Wpisy z Wrzesień 2011

  • Wrzesień, 2011
  • Plany i zamiary

    Bella
    XABEA Bonomiella (Bella)
    W planach hodowlanych drobne zmiany, aczkolwiek zasadnicze: tej zimy nie będzie u nas szczeniąt, prawdopodobnie następnej też nie, ale za to będa wiosną i latem. Reszta planów zmianie nie ulega - te same suczki, te same psy reproduktory, tylko wszystko trochę wydłuży się w czasie. Dla mnie przesunięcie terminów narodzin psich milusińskich oznacza trochę wytchnienia, czas na intensywniejsze zajęcie się dorosłą gromadką moich czworonogów no i czas dla rodziny i na urlop. Dawno już nigdzie nie byłam... A tymczasem korzystam z pięknej pogody wraz z moim najdzielniejszym piechurem - Bellą. Obie staramy się złapać jak najwięcej słońca i wzmocnić się na tyle, aby starczyło nam kondycji do wiosny. Siła i energia będzie nam obu potrzebna - jej do odchowania wiosennych dzieci, mnie do opieki nad nią i jej przychówkiem.
    Do następnego razu!
  • Clementine Bonomiella again


    z Pańcią..
    .. z Pańciem
    .. i solo
    Pytanie:
    Co ma Klementynka?
    Odpowiedź:
    Klementyna ma swoich ludzi: Arka, którego słucha i poważa, ma też Olę, którą kocha z wzajemnością, oraz przyjaciół także wśród swych pobratymców. Mały chichuachua darzony jest przez nią wielką sympatią. Dziecko ludzkie także. Jak widać.
    Klementynka ma nie tylko urodę, ale i nieziemski temperament określany przez swoich Pańciów mianem ADHD. Jak każdy zdrowy szczeniuś zresztą.
    Jeść Klementynka lubi, więc rośnie szybko i dynamicznie - ma pięć miesięcy i wagę 20 kilogramów psiego ciała. Zuch dziewczyna!
    A, i jeszcze jedna informacja dotycząca Klementynki: aktualnie wymienia ona sierść letnią na zimową z jednoczesnym zrzucaniem puchu szczenięcego, bo przecież panna dorasta, a Ola wytrwale zapoznaje ją i siebie ze wszelkimi możliwymi technikami czesania. Oj, fajnie mieć psa - tra ta tata ta (rym cym cym)!

    Serdeczne podziękowania za nadesłane zdjęcia wraz z pozdrowieniami od wszystkich -dwu i czworonożnych mieszkańców naszego domu!
  • Czunia i Albert w jednym żyją domku..

    Czunia we własnej osobie..
    ..i Albert też we własnej
    przyjazna wymiana zdań
    zabrać patyk Albertowi!!
    Na zdjęciach ośmiomiesięczny już Albert E. i pięciomiesięczna Choo-Choo, zwana po domowemu słodko - Czunią. Dwa szczęśliwe psiaki z Bonomielli, szczęśliwe, że mają nie tylko swoich pańciów, ale też i siebie na codzień. Pełen komfort i bezgraniczna radość psich małolatów!
    Jeśli w niedzielę dopisze pogoda - a na to według wszelkich przepowiedni meteorologicznych się zapowiada i jeśli konstelacje ułożą się dla wyżej wspomnianych korzystnie, to zobaczymy ten uroczy duet wraz z ich ludzką rodziną na wystawie we Wrocławiu. Na razie jeszcze nie jako gwiazdy ringu, ale jako kibiców, co też chcą popatrzeć jak odbywa się taki konkurs psich piękności.
    Dziękuję Ani i Rafałowi za zdjęcia ich Skarbów i do miłego zobaczenia we Wrocławiu!
  • Czesadło

    metalowe zgrzebło do czesania psa
    Na temat akcesorii do pielęgnacji psów raczej na blogu się nie rozwodzę, traktuję je wszystkie jak przedmioty codziennego użytku, są przydatne i już. Szczotki i rękawice mają swoje stałe zastosowanie, jedne wyczesują lepiej, inne gorzej, ale używane przez cały rok, jako że moje psy nigdy nie tracą sierści gremialnie, lecz jedno po drugim. Taka ich uroda i takie ich poczucie humoru.
    Maxie przyjeżdżając do nas na urlop przywiozła w swoim bagażu nie tylko trzy legowiska (wszystkie dla niej!), komplet misek, zestaw kosmetyków, obroże i smycze, ale i CZESADŁO. Jakieś takie dziwne wydało mi się to ustrojstwo, bo w niczym nie przypominające delikatnie wyglądających szczotek moich psów. Czesadło jak widać na zdjęciu składa się z uchwytu oraz kawałka wygiętego metalu umocowanego w tymże. Metalowa listwa, zębata po obu stronach bardziej nasuwała mi na myśl brzeszczot lub inne narzędzie ze składu klamotów majsterkowicza, a obwód tejże listwy przerażał i w pierwszej chwili niemądrze pomyślałam, że w niego zmieściłaby się pewnie głowa średniej wielkości psa. Nie, stanowczo nie spodobało mi się czesadło, ale... CZESADŁO miało służyć do czesania Maxie, więc nie pozostało mi nic innego jak przejechać nim po psicy.
    Zębata piła osadzona w plastikowym trzonku okazała się najgenialniejszą szczotką do czesania psa, z jaką się w życiu spotkałam. Nie wiem jaka fizyczna zasada działa podczas czesania zakręconą, zębatą blachą, faktem jest, że martwe włosy nie mają najmniejszej szansy na pozostanie u swojego właściciela i wystarczy jedno pociągnięcie aby wylazły z czesanego miejsca. A czesany? Ano cieszył się i utrudniał leżąc na grzbiecie i machając radośnie tymi swoimi ogromnymi nożyskami.
    Maxie odjechała, jej urlop u nas się skończył, ale wspaniałomyślnie pozostawiła nam swoje cudeńko-czesadełeńko. Tak samo skutecznie jak u bullmastiffa ściąga ono martwy włos u shar pei`a. I tak samo shar pei`e cieszą się na czesanie jak cieszyła się Maxie. Urządzenie genialne w swojej prostocie i godne polecenia dalej. Polecam i ... lubię to!
  • Cierpienia i rozterki Pampusa

    Pampalini Boy Quasar (po domowemu Pampus)
    Sierpień był trudnym miesiącem dla Pampusa. W pierwszej dekadzie tamtego miesiąca uwagę swoją koncentrował wyłącznie na Simonce, a ściślej ujmując na jej cieczce. Były fochy, popiskiwania dniem i nocą, próby przedostania się do suczki, było też wybrzydzanie nad miską i ogólny terror. Rzecz jasna współczuliśmy psu, pocieszając siebie i jego, że to minie, że parę dni pies wytrzyma, bo przecież dzielny i rozumny, że jeszcze tylko troszeczkę i znowu wszystko wróci do dobrej, starej równowagi. A tu w drugiej połowie sierpnia cieczkę dostała Aferka! Pampus prawie odchodził od zmysłów, a swoje usychanie z tęsknoty okazywał już nie tyle popiskiwaniem, co głośnym śpiewem i to najczęściej nocą. Zniecierpliwienie i tęsknota psa równa była naszemu zmęczeniu czy raczej umęczeniu tą erotyczną atmosferą wywołaną przez nasze nonszalanckie suki i tokującego do nich psa. Gdy cieczka Aferki kończyła się i Pampus stawał się spokojniejszy przyjechała w odwiedziny Bullmastffka Maxie, oczywiście z cieczką i to taką w szczycie. Blisko dwutygodniowy pobyt Maxie prawie oduczył Pampusa od zaglądania do miski, zniechęcił do wychodzenia na najkrótsze nawet spacery, bo przecież nie mógł spuści z oczu tej olbrzymki, ale nauczył szacunki dla dużej psiej kobiety, pod spojrzeniem której nasz średniej wielkości pies robił się całkiem maleńki. Wraz z końcem cieczki u Maxie zakończył się też jej gościnny pobyt u nas. Pampus jakby odetchnął z ulgą, że kolejna ukochana zniknęła mu z oczu, trochę jeszcze obwąchiwał podejrzliwie i jakby z lekką nadzieją wszystkie miejsca, na których psica się wylegiwała, ale generalnie uspokoił się, po dłuższej przerwie wyszedł w końcu chętnie na spacer, zjadł z apetytem swoje śniadanie i swój obiad. Tak dobrze działo mu się przez trzy dni. Trzy dni spokoju bez prowokujących go cieczkami suk, trzy dni i noce gdy mógł bez tej strasznej tęsknoty się wyspać. Skończył się sierpień, nastał wrzesień i zaczęło się znowu: Monia dostała cieczkę!

Strona 1 z 2, łącznie 10 wpisów