Wpisy z Czerwiec 2011

  • Czerwiec, 2011
  • Wieści z nowego domu

    shar pei i kot
    Jak pies z kotem!

    Barbarella, córcia naszej Simonki już na dobre zaaklimatyzowana w nowym domu, w Warszawie. Towarzystwa małej psiej dziewczynce, zwanej po domowemu Bezi, dotrzymuje wspaniały kot! Zdjęcia pokazujące zabawę psio-kociego duetu mogą przyprawić o drżenie serca, ale jak zapewnia jej pańcio, p. Wojtek "(...) kot nie wyciąga pazurów i tak delikatnie ją łapie, że po zębach ani śladu". Nie martwimy się więc o Barbarellę, jednakże ogarnia nas lekki niepokój gdy myślimy o kocie, a w szczególności o jego imponującym ogonie. Ponoć kot potrafi zawczasu ewakuować się na wyższy poziom gdy ogon maltretowany zębami szczenięcia.
    Serdeczne podziękowania za tak piękną serię zdjęć!
  • Odwiedziny i pożegnania na przemian

    Trzy małe Bonomielle: Choo-Choo, Crocodilla i Cherry
    Parę zdjęć z piłeczką i trójką maluchów. Zdjęcia jeszcze wczoraj aktualne, dzisiaj już nie. Odjechała w niedzielę do nowego domu mała Cherry i tak to nasza Crocodilla ma do towarzystwa już tylko rezolutną Choo-Choo.
    Dzień wczorajszy był dla nas wszystkich pełen wrażeń, bo przeżywaliśmy intensywnie nie tylko pożegnanie ze szczeniaczkiem, ale parę godzin wcześniej gościliśmy urodzoną u nas półtoraroczną Nathalinę ze swoją rodziną. Pięknie wyrosła Nathalinka, aż miło było na nią patrzeć.
    Nathalina
    Niestety ani mama Bella, ani starsza siostra Monia, ani też ciotka Simonka nie rozpoznały swojej krewniaczki, a przynajmniej nie dały tego po sobie poznać. Najbardziej zaciekawioną naszym psim gościem i ratującą honor rodziny okazała się być młodociana Aferka, ale nie ma co się dziwić, bo Aferkę interesuje wszystko i wszyscy, ona ciągle jeszcze na etapie poznawania świata. Moje pozostałe psy nie zdradzały specjalnej ochoty do zabawy z gościem i nie wyglądały na zmartwione gdy ich krewniaczka odjechała, widać więzy krwi u psów specjalnie silnymi nie są. My - tzn. ja i Naczelny ciągle jeszcze jesteśmy pod wrażeniem Nathaliny zwaną u siebie w domu PiPi. Najchętniej byśmy ją zatrzymali na zawsze, gdyby to tylko było możliwe.
  • Na rynku w Kępnie

    Aferka ukończyła 7 miesięcy i z tej okazji postanowiliśmy pokazać jej nieco więcej świata niż znane jej dotychczas krowie łąki, pola, las, o własnym ogródku nie wspominając. Na pierwszy miejski spacer wybraliśmy Kępiński rynek, bo to i blisko, i ładnie i lokalnie patriotycznie. Z chodzeniem między spacerowiczami poszło nam całkiem sprawnie, a piękna pogoda nastawiła przechodniów pozytywnie do Aferki (albo może w naszym regionie ludzie tak mają!), ona zaś cieszyła się do każdego bez względu na jego wiek, chociaż widok maleńkiego dziecka wprawił ją na moment w osłupienie.
  • Dzień sznurkowy

    Każdy psiurek ma swój sznurek (rym- cym-cym)!

    Crocodilla radosna!
    "Order Psiego Uśmiechu" należy się temu, kto wymyślił pęczek skręconych sznurków jako zabawkę dla psa. Nic nie może się równać z tym cudeńkiem! No może tylko pluszowe szczurki ze szwedzkiego sklepu, ale to chyba dlatego, że ich ogonki długie i takie jakieś sznurkowate. Sznurki działają na szczenięta magicznie, są obiektem największego pożądania. Mieć sznurek, gryźć go, szarpać i siłować się z nim to jest to, co maluchy lubią najbardziej. I choć każdy psiurek jest w posiadaniu przynajmniej jednego sznurka, to najfajniejsza zabawa jest wówczas, gdy uda się jednemu psiemu dziecku odebrać sznurek drugiemu. W sumie to proste, sznurek ma przecież dwa jednakowe końce zachęcające do ciągnięcia za nie i to jest właśnie najgenialniejsze w tej zabawce!

  • Grill party u Bonomielli

    Mistrz grilla i nasi goście Jacek z Karolinką sprawdzają temperaturę rusztu. Grilluje się!

    Kasia i Mariusz

    Kasia z Belfastem i Crocodillą
    Pewnie gdybym nie została zapytania co się dzieje i dlaczego od jakiejś tam środy brakuje wpisów, to chyba zrobiłabym sobie przerwę w pisaniu i wysłała bloga na urlop! Blogowanie jednak zobowiązuje, no bo czym jest blog bez aktualności? Aby więc mój nie stał się starą, wyświechtaną wirtualną gazetą, donoszę co następuje:
    Lato. Ciepło, pięknie, trochę leniwie, ale w takim pozytywnym znaczeniu. W domu siedzimy mało lub jeszcze mniej, wolny czas spędzamy w ogrodzie z naszymi psami, z naszymi przyjaciółmi oraz z psami naszych przyjaciół. Dzisiaj zorganizowaliśmy wielkie grillowe party składające się jak to zwykle przy barbecue bywa z mięs rozmaitych, wykwintnej cukini nadziewanej żółtym serem, zapiekanych ziemniaków, oraz sałaty zielonej od niej samej i czerwonej od zalegających w niej pomidorów. A wszystko mniam-mniam, dla naszych gości i ku uciesze własnej, bo przyznam, że jeść to my lubimy.
    Kasia i Mariusz = hodowcy z Perro Bebe zjawili się dzisiaj u nas po raz kolejny i przywieźli ze sobą swojego Belfasta. Belfast jest bardzo podobny do naszej Crocodilli i gdyby nie jego wielkość, trzeba by się było natrudzić aby odróżnić które szczenię jest które. Kasi zdarzyło raz się pomylić. Gosia i Jacek z Karolinką = hodowla z Koziego Rynku (patrz nasza słodka Aferka), dotrzymywali nam sympatycznie towarzystwa. Rozmawiać było o czym, bo zainteresowania wspólne, a i posłuchać też było kogo, jako że natura obficie obdarzyła Karolinkę darem wymowy. To był bardzo mile spędzony dzień!
    My czekamy, Piotr grilluje
    nie ma to jak na wsi!
    Karolinka i szczenięta
    A Aferka ma patyczek!
    Koniec party, Belfast śpi!

Strona 1 z 3, łącznie 13 wpisów