Wpisy z Luty 2011

  • Luty, 2011
  • Ach, co to był za ślub......

    Simonka
    No i stało się, wydaliśmy Simonkę za mąż. Stres związany z kryciem mamy za sobą, a mówię Wam, że jest to akcja trafić u psów we właściwy nastrój (progesteron, biologia, no i ta chemia bez której ani rusz!), znaleźć nie tylko odpowiedniego według naszych wyobrażeń i oczekiwań psa reproduktora, ale i odpowiadającego gustowi panny kawalera. A i ona musi przypaść mu do serca, w przeciwnym razie albo nici z całego przedsięwzięcia, albo ingerencja osób trzecich czyli weterynarz z rurką i innymi utensyliami, o których pisać teraz nie będę, jako że szczęśliwie obyło się bez medycznej pomocy. Związek dwojga skonsumowany został ku obopólnej chęci i pełnej akceptacji JEJ i JEGO oraz aplauzu ICH ludzi. ONA to nasza LASIMONNE Bonomiella, ON to znany i utytułowany CHESTER Asta La Vista. Będą z tego psie dzieci. A kiedy? W końcu mogę określić precyzyjnie: około 10 kwietnia, z tolerancją plus-minus 2 dni. YEAH!!!!
  • Pocoyo samodzielnie



    Bardziej miękko
umościć się nie da.
    Pocoyo odpoczywa po leśnych harcach
    Wena mi jakoś uciekła i nie bardzo mi wychodzi składanie tekstu. Tym niemniej podejmuję rzuconą rękawicę. Pocolinka istotnie urosła, pierwsze szelki są już maksymalnie powiększone, a na szali potrzebne piętnaście kilo aby fizycznie zrównać nasze szczęście. Tylko fizycznie.
    A z fizycznością poprzeczka jest bardzo wysoko. Po po schodach (od nowego roku) dumnie paraduje w górę i w dół, za każdym razem ciesząc się faktem. Chętnie zwiedza okolicę i fascynuje się lasem. O taaaak! Z górki na pazurki, dzielnie przebiera łapkami. I to, co sprawia, że jesteśmy z niej na wskroś dumni - jest niewyobrażalnie mądra! Ale to już zasługa Mo.
  • Znowu Albert E.

    To już blisko sześć tygodni z Albertem E.! Jeszcze parę dni i zaszczepimy go, jeszcze trochę się nim pocieszymy, z nim pobawimy, a potem będziemy musieli go oddać, bo tak zostało ustalone, omówione i przyrzeczone. Zdjęć Albercik ma już sporo, bo też jedynaka łatwiej fotografować niż stadko, a i pozować Albert lubi. Kochany psiurek! Komentarz do zdjęć chyba zbyteczny, lecz aby tradycji tego bloga stało się zadość, to krótkie opisy po kolei: Albert solo raz, Albert solo dwa i Albert szczęśliwy przy mamie.
    Pozdrawiam ciepło wszystkich tu wpadających, a szczególnie Anię i Rafała.
    Pa i do następnego razu!
  • Pismo obrazkowe

    Morcheeba i Pocoyo
    200% szczęścia

    Na palaczy warczymy
    na smyczy wspólnie chodzimy
    nie jeden trop zwietrzyła
    i myszkę Po Mo utopiła
    wyśmienicie razem jedzą
    co czujemy? - One to wiedzą!












    Mo w naturalnym otoczeniu
  • Stadko rozbawione



    Aferka dość mocno zaaferowana
    Pampus i Simonka w zabawie
    Monia i Pampus, w tle drepcze Aferka
    Rety, ale się cieszą moje psy, że wreszcie nie ma śniegu! Stado albo biega jak oszalałe po czymś co jeszcze jesienią było trawą, a teraz stanowi bliżej nieokreśloną, zgniłą i zbitą masę, albo kopie w niej poszukując zawzięcie nornic i kretów, zaś w przerwach od dewastacji terenu urządza zwariowane wyścigi wokół domu lub dla odmiany wyrykuje się przy bramie strasząc przechodniów. We wszystkich tych psich figlach bierze też czynny udział Aferka. Za dużymi psami co prawda nie nadąża, ale ambitna jest bardzo i stara się jak może, aby im dotrzymać kroku. W gonitwach niestety przegrywa, natomiast w szczekaniu na dwónogów przechadzających się po drugiej stronie ogrodzenia, w niczym nie ustępuje swoim pobratymcom. A wierzcie mi, że głos w jej małym ciałku chociaż jeszcze po szczenięcemu piskliwie wysoki to jednak donośny i zapewne Aferkę aż w rodzinnym Dolsku słychać. W każdym razie, słychać czy nie, my pozdrawiamy ciepło Dolsk, jego mieszkańców no i rzecz jasna Kozi Rynek.

Strona 3 z 4, łącznie 20 wpisów