Wpisy z Wrzesień 2010

  • Wrzesień, 2010
  • Kłaczek

    Początki
    O tak!
    Tu i tam
    Zapłata
    Mo postanowiła, że zsynchronizuje się z nastaniem kalendarzowej jesieni, co objawiło się wszędobylskim pozostawianiem blond-kłaczków. Liście opadają, to i sierść leci. Za to codzienne czesanie przynosi nam wiele przyjemności. Morcheebie chyba nawet więcej niż mi, bo patrząc na zdjęcia odnoszę wrażenie że chwilami mocno się zatraca w przyjemnościach. A tu jest dowód.
  • Macierzyństwo - spektakl w dwóch aktach

    Akt pierwszy. Simonka odprężona śpi na kanapie i chrapie głośno. Wydawać by się mogło, że śpi twardo głębokim snem, że nie słyszy co wokół niej się dzieje. Szczenięta tymczasem w swoim "pokoju dziecinnym" oddalone od niej o dobrych kilka metrów i za załomem ściany. Nagle któreś z psich dzieci zaczyna wiercić się i kwilić. Tak, właśnie kwilić, bo dźwięk wydawany przez malca przypomina bardzo rozpaczliwe wołanie głodnego pisklęcia. Simonka w jednej chwili zrywa się z kanapy i niespełna dwie sekundy później już jest przy szczeniętach i troskliwie dogląda czy aby nie dzieje się im coś złego. One entuzjastycznie witają rodzicielkę i jeśli głodnawe to z zacięciem rzucają się na jej sutki rozpychając się przy tym wzajemnie, bo każde chce mieć najlepsze miejsce przy barze mlecznym. Pazurki szczeniętom przycięłam na króciutko, mimo to miejsca przy sutkach Simonka ma niemiłosiernie podrapane. A ona co na to? Ano wykazuje bezgraniczną cierpliwość i jeszcze raz cierpliwość. Nikt nie uczył tego psiej mamy, ona wie, że dzieci karmić trzeba, nawet gdy te drapią ją boleśnie i szturmem bez ładu i składu jedno przez drugie rzucają się na jej umęczone cycuchy. Szczenięta to nie tylko obowiązek dla psiej mamy, to też radość z możliwości obcowania z nimi, to spełnienie się w najważniejszej roli w życiu, jaką jest macierzyństwo.

    Simonka z dziećmi
    Akt drugi. Simonka znowu śpi na kanapie i chrapie tak, aż dom drży w posadach. Szczenięta nudzą się i zaczynają niespokojnie kwilić. Psia mama przerywa sobie słodki sen, zrywa się z wygodnego posłania, biegnie do nich i uważnie po kolei przygląda się każdemu z dzieci. One uradowane, że mama przyszła, tulą się do niej czule. Nie szarpią za sutki, bo najedzone (dopiero co pochłonęły sporą ilość swojej eukanuby), ale wtulają się w nią i robią to z wyczuciem i delikatnie. Nikt nie drapie pazurkami matczyska, nikt się krzyczy, nikt się nie pcha. Ona układa się tak, aby dzieci mogły się do niej przytulić, a one jedno po drugim, wtulają się w nią i zasypiają jak na komendę. Po chwili śpią wszyscy razem - Simonka i jej dzieci.
  • To już piąty tydzień z Czarnulkami

    Pepe Lavion
    Leje i wieje, a szczenięta właśnie rozpoczęły piąty tydzień życia i czas by je pomału w ramach socjalizacji zacząć przyzwyczajać do świata zewnętrznego. Na deszcz i wiejugę malców nie wyprowadzę, musimy odczekać aż zaświeci nam słońce. Ponoć weekend ma być ładny, a po nim to już tylko babie lato i złota jesień. Tak przynajmniej twierdzi Naczelny, a że jego prognozy przeważnie się sprawdzają, to zaufałam mu i czekam cierpliwie na te obiecane, ciepłe dni.

    A u maluchów wyraźnie zarysował się przełom w rozwoju, nauczyły się już całkiem zgrabnie biegać na tych swoich krótkich nóżkach, jedzą i piją samodzielnie, potrafią też wyrażać emocje. Ogromnie to sympatyczne gdy moja czarna gromadka merdając ogonkami, w podskokach do mnie biegnie, a cel jeden: być tym pierwszym i najlepiej jedynym do głaskania i tulenia.

    Simonka zajmuje się swoimi dziećmi już niewiele i widać, że zmęczona macierzyństwem, że czas jej intensywnego matkowania pomału mija. Wyraźnie cofa się jej laktacja, mleka ma w sutkach coraz mniej, a i karmi rzadziej i krócej. Odwiedza potomków na kilka minut, pozwoli obciągnąć z siebie te niewielkie już ilości pokarmu, po czym nie zważając na głośny protest pięciu gardeł, jednym długim susem wyskakuje z ich skrzyni, drugim pospiesznie pokonuje płotek oddzielający pokój dziecinny od reszty domu i już jej nie ma w zasięgu żarłocznych pyszczków i drapiących pazurków. Nadchodzi czas gdy maluchy muszą zacząć się usamodzielniać. Pierwszy etap prowadzący do samodzielności już za nimi: przeprowadziłam je do pokoju na parterze, gdzie więcej miejsca i skąd będą mogły wybiegać do ogrodu. Aparat fotograficzny przygotowany, obiecuję, że zdjęcia z pleneru w dużych ilościach pokażę. A na razie Pepe Lavion wyraźnie spojrzeniem swych czarnych oczu mówi: "do następnego razu!".
  • Nasz weteran złotym medalistą


    moi dwaj dzielni weterani
    Monia przed wystawieniem
    Natalia ustawia Dovey´a
    Kolejna, jak co roku we wrześniu, wrocławska wystawa psów rasowych już za nami. Ładnie było, ciepło, słonecznie, wręcz piknikowo. Z naszych psów wystawiane były: MIŠO Magic Sonet (Misiek) i MON CHERI Bonomiella (Monia). Pochwalić mogę się złotym medalem zdobytym w klasie weteranów przez naszego dziarskiego dziewięciolatka Miśka.
    Dzielny pies, prowadzony przez Naczelnego, zaprezentował się ładnie i z wrodzoną mu godnością. Pochwalić mogę się też tym, że psy moje zachowywały się na terenie wystawy względnie przyzwoicie: nie nabrudziły, nie obszczekiwały zwiedzających, nie wdały się w awanturę z żadnym obcym psem. Były co prawda krytyczne momenty gdy Monia okazując zniecierpliwienie zbyt na jej gust spokojną atmosferą, coraz to kłapała zębiskami w stronę znacznie mniejszego od niej pieska i łypała na niego okiem raczej wrogo. Do konfrontacji szczęśliwie nie doszło. Za to na ringu opuścił ją animusz i duch walki, przez co chyba spektakularnego sukcesu nie odniosła. Muszę przyznać, że nie była w typie preferowanym przez panią sędzinę, a w dodatku nie chciała ładnie się pokazać, więc o laurach na razie zapominamy. No cóż, jeszcze nie jedna wystawa przed Monią, mamy i czas, i cierpliwość, zarówno do wystawiania jak i do sędziów.
    Tradycyjnie już bardzo ładnie spisał się LOVEY DOVEY Bonomiella (Torres), ocena doskonała i res. CACIB to osiągnięcie nie do pogardzenia. Gratulacje dla jego pańci Natalii, no i dla Torresika również. Następna wystawa, na której będziemy znowu w tym samym składzie, to w listopadzie poznańska. Do zobaczenia przy ringu!
  • Piękny dzień w Poznaniu


    Cieszy się Magda Cypressem, cieszy się Natalia Tevezem, uradowane spacerem czarne szczenięta, podoba się stadne wyjście Dovey`owi, a mnie zachwycają nadesłane zdjęcia szczęśliwej ludzko-psiej gromadki, więc dzielę się tą moją radością z Wami. I niech ktoś mi powie, że pies nie potrzebuje towarzystwa drugiego psa...

    Nie tylko w Poznaniu słonecznie, u nas też, z tą jednak różnicą, że ja jeszcze nie mogę zaoferować szczeniętom pobytu na świeżym powietrzu. Jeszcze nie teraz, jeszcze musimy na tę przyjemność trochę poczekać, ale już niebawem i te najmłodzse psie dzieci wyprowadzę na dwór.

Strona 1 z 5, łącznie 21 wpisów