Wpisy z Lipiec 2010

  • Lipiec, 2010
  • Jak dziecko 2/53

    Od pierwszych wspólnych chwil, zachwyt goni zachwyt. Natężenie ochów i achów, i ojej, będzie tym większe im częściej będziesz współdzielić czas z psiną. I tylko wytrawni, między ściskaniem w dołku, motylami w brzuchu i nieistotnym szumem otoczenia, wyłapią na tym etapie, że "cztery" jest bezdyskusyjnie lepsze od "dwóch".

    Read More

  • Pięć kilogramów!

    18-dniowe szczenięta
    5 kg (słownie: pięć kilogramów!) przybrały w sumie na wadze szczenięta. I pomyśleć, że wszystko to z maminego mleka! Dzielne to moje suczydło i takie dobre oraz troskliwe dla swoich pociech! Wspomagam ją jak tylko mogę, podsuwam pod nos smakowite kąski, karmię cztery razy dziennie, ona zaś produkuje spore ilości mleka, a jej dzieci spijając je rosną i tak się kółko zamyka.

    Za dwa -trzy dni zacznę dokarmiać szczenięta , czas pomału odciążać Tequillę. Psie dzieci w dalszym ciągu najwięcej czasu spędzają na spaniu i jedzeniu, są jeszcze bardzo mało aktywne, stąd dlatego na razie tylko zdjęcia ze skrzyni. Za nimi już pierwsze odrobaczenie. Specyfik na robale smakował malcom, robaków w kupkach nie zauważyłam.

    I to by było na tyle, do następnego razu!
  • Z wystawy w Koszalinie

    Coraz częściej oddziały ZK organizują nie jedną w roku ale dwie wystawy, kolejno dzień po dniu. Praktyczne to bardzo: zyski i prestiż dla oddziału, wygoda dla wystawcy, bo odpada mu dojazd od siebie na drugą wystawę, więcej czasu na rozmowy i spacery z wspólwystawcami, a przy tym atmosfera weekendowa: dwa pełne dni odskoczni od codzienności, w dodatku z ukochanym czworonogiem.
    Emocje tandemowi wystawowemu towarzyszą spore, jako że ta sama stawka psów oceniana i porównywana jest dwukrotnie, ale przez różnych sędziów. I tak to wczoraj odbyła się w Koszalinie Krajowa Wystawa Psów 2. Grupy FCI, a dzisiaj oddział koszaliński zorganizował Krajową Wystawę Psów Rasowych. Obydwie wystawy, mimo że rangi krajowej, zgromadziły stawkę shar pei tak doborową i wyśmienitą, że niejedna międzynarodowa mogłaby im pozazdrościć.

    W hotelu, po pierwszej wystawie nasz bohater suszy się
    Złoty medal na szyi, dumny zwycięzca pozuje do zdjęcia
    Koszalin będzie dobrze wspominany przez Natalię - wraz ze swoim LOVEY DOVEY Bonomiella (zwanym po domowemu "Torres") wywalczyli w sobotę srebrny medal, więc znowu cieszymy się, brawo, brawo, entuzjazm i gratulacje! A dzisiaj reaplay, ponownie wystawa w Koszalinie, stawka psów prawie niezmieniona, najsilniejsi konkurenci rzecz jasna obecni, wszyscy wystawcy po wczorajszych występach w ulewnym deszczu już wysuszeni i wyspani, humory lepsze bo słońce wyszło psom i ludziom na przeciw. Torres kolejny raz pokazuje wysoką klasę uzyskując tytuł Najlepszy Dorosły Pies w Rasie, zgarnia do kolekcji któreś-tam-już CWC, po czym pozwala założyć sobie na szyję swój świeżo zdobyty złoty medal i cierpliwie pozuje do zdjęcia. Kochany, dzielny pies!
  • Dyrdymały czas zacząć 1/53

    Nowa kategoria na blogu od tygodni świeci nieprzyzwoitą pustką, choć zuchwale zza kulis chwaliłem, że się przygotowałem do jej regularnego odwiedzania i zapełniania. Podobnie jak wszyscy zwalam to na upały, które realizację rozciągnęły niczym gumę do żucia.
    Słowem wstępu napomknę, że będzie to subiektywny zbiór krótkich nowel o tym, na co się natknąłem lub o co potknąłem w trakcie pierwszego roku z psiną pod jednym dachem. Zbieżność detali jest bynajmniej niecelowa, a same przytyki nie mają żadnego konkretnego adresata. Zatem żadnych pretensji nie przyjmę, a tantiemów nie wypłacę.
    Klamka zapadła.
  • Tak nam dni mijają

    mały śpioch
    w psim żłobku
    Można by lekko powiedzieć: "dni i noce mijają, szczenięta rosną"... Tak jest, to prawda, maluchy chowają się nam bezstresowo, nie licząc tylko mojego napięcia i zamartwiań się na zapas. Każdy, kto odchował przynajmniej jeden miot, wie co mam na myśli. Cofnijmy się do początku, do pierwszych dni ze szczentami. Pierwsza doba upewniła mnie, że wszystko w porządku z maluchami, że żadne nie ma widocznych wad anatomicznych. Można odetchnąć z ulgą, postawić haczyk w zeszycie (tak, tak, prowadzę dziennik każdego miotu), kolejny ważny etap za nami, odfajkowany. Trzecia doba minęła, pępuszki ładnie się zagoiły, kolejny powód do radości, kolejny haczyk w zeszycie... Szósta doba - wszystkie szczenięta oddychają prawidłowo, a to oznacza, że i płuca i serduszka pracują normalnie zdrowo. W końcu możemy zrelaksować się nocą i przespać ją w całości, a czas ku temu najwyższy, zmęczenie nasilające się wraz z każdą nocą przesiedzianą przy psich dzieciach mocno dało się nam we znaki.
    Kolejne dni przynoszą szybki postęp w przyroście masy szczeniąt, odnoszę wrażenie, że rosną w oczach. Coś w tym jest, bo po siedmiu dniach od chwili urodzin malce podwoiły swój ciężar, a dzisiaj w 13 tym dniu największy piesek zbliża się do 1.5 kg, a pozostałe niewiele mu ustępują. Ach, bardzo lubię takie tłuste klocuszki!
    Za dwa dni szczenięta zostaną po raz pierwszy odrobaczone i zakładam, że zniosą ten zabieg mężnie i bez sensacji trawiennych. Trawienie, no właśnie.. Wszystko w porządku, żadne ze szczeniąt nie ma brzuszkowych problemów, żadnej kolki, żadnych rzadkich kupek, czyli kolejny powód do radości. Ze szczeniętami jak z niemowlętami, jedne są spokojne i zadowolone, inne często płaczą, bo bolą je brzuszki. Tym razem mamy to szczęście, że czarnulki zaliczają się do tych pierwszych, tych bezproblemowych i oby tak dalej.
    Na razie szczenięta pomieszkują jeszcze w swoim dziecinnym łóżeczku, za które służy im własnoręcznie zmajstrowana przez Naczelnego skrzynia, w której to odchował się nie jeden już miot naszych shar pei.. Jest to cudownie piękny czas, gdy mam je wszystkie w jednym miejscu, ale godziny mojego spokoju już policzone. Za parę dni gromadka wysypie się ze żłobka i będzie się domagać coraz to większej przestrzeni życiowej. Będzie się działo! Szczerze mówiąc już nie mogę się tego doczekać!

Strona 1 z 5, łącznie 22 wpisów