Wpisy z Czerwiec 2010

  • Czerwiec, 2010
  • Zawsze coś nie tak

    Simonka i Tequilla jednakowo cieszą się aurą, zgodnie oszczekują przechodniów, mają podobnie spore apetyty i upodobania mimo jednej, małej lecz zasadniczej różnicy. Tequi ma w brzuchu szczenięta i to conajmniej cztery, tak wykazało badanie USG. Czekamy więc cierpliwie na miot "O" i cieszymy się. Fajnie byłoby mieć radość niczym niezmąconą, taką nieokrojoną poprzez inne smętne wydarzenia. A jakie? - pewnie ktoś spyta. Zawsze są jakieś. Z jednej strony wszystko cacy, Tequilla z dnia na dzień coraz okrąglejsza, a z drugiej niepokój o Miśka, który po dwóch latach dzielnego trzymania się na dystans od lecznic weterynaryjnych, teraz zafundował sobie po raz kolejny narośl na nodze. Wygląda to-to niezłośliwie, ale i niefajnie, trzeba dać wyciąć. Mała rzecz, lecz bez narkozy się nie obejdzie. W przyszłym tygodniu zabieg.
  • Co Nelson lubi najbardziej

    Nasz Nelson, niedługo już będzie miał 6 miesięcy. Minął ten czas niezwykle szybko, dla nas i dla psinki pewnie jeszcze szybciej. Przez ten czas poznaliśmy się wzajemnie bardzo dobrze, ustaliliśmy też co lubimy najbardziej, co średnio, a czego w ogóle nie akceptujemy. Dziś więc w skrócie lista 3 przyjemności, które Nelson uwielbia i które muszą się znaleźć w spisie rzeczy do zrobienia każdego dnia. Bez nich dzień można uznać za stracony.

    Drzemka na balkonie
    1. Na pierwszym miejscu jest oczywiście spanie, w każdej postaci: od krótkiej, płytkiej drzemki, przez spanie, w którym śni się psiakowi coś (co dokładnie, do dziś nie wiadomo, bo Nelson tajemnicy treści strzeże i nie chce zdradzić. W trakcie tego rodzaju spania, psina mruczy, strzyże uszami i szybko przebiera nogami, jakby gdzieś biegł), aż po głęboki sen, o którym świadczy donośne chrapanie. Miejsce snu ? bez znaczenia, leżanka, płytki, panele, dywanik, kocyk, balkon. Wszędzie jest dobrze, gdzie można się wyciągnąć. Pozycja snu ? też różnorodna: na brzuchu, lub brzuchem do góry, na boku, głowa na łapkach, lub na spiralę: głowa skierowana w prawo, tylne nogi w lewo.

    Wreszcie bez smyczy
    Z Pańcią



    2. Spacery są na drugiej pozycji. Codziennie kilka plus jeden długi, gdzie idziemy do pobliskiego parku, nad rzeczkę Sudół lub inne miejsce, trochę bardziej odludne, ale gdzie za to można biegać bez smyczy i gdzie się chce. Po takiej przechadzce wracamy do domu i zaczynamy czynność opisaną w pozycji pierwszej.




    Odpoczynek w trawie


    3. Zabawy. W każdej formie i postaci. Jednak najbardziej lubimy zabawę z piłką, polegającą na skomplikowanym rzucaniu, po którym Nelson goni ją i szuka, a potem przynosi i prosi o więcej. Lubimy też podgryzanie wszelkich sznurków, przeciąganie i szaleńcze zapasy oraz zabawy z innymi psiakami. Nelson oczywiście jak każdy niezłomny zawodnik sumo atakuje znienacka, wskakuje na grzbiet przeciwnikowi i siłą czołgu zmusza go do położenia się na grzbiecie i poddania. Z satysfakcją stwierdzam, że nikt nie ma z nim najmniejszych szans. Po zabawie wracamy do domu i oddajemy się czynności z pozycji numer 1.

  • Romantyczne wieczory

    Skoro było A, jest i ciąg dalszy. Wieczorowa pora niesamowicie nastraja, sprzyja spokojowi i zaprasza do kontemplacji. Oznacza też znośną temperaturę i ciszę. I co ja tam będę się rozpisywał, wyszło tak, że potencjalni adoratorzy Mo mają niezwykle wysoko zawieszoną poprzeczkę. Atmosferę, grę wstępną i romantyzm będą musieli opanować do perfekcji, bo inaczej przepadną w przedbiegach, albowiem Mo nie takie "rzeczy" widziała. A cieczka Morcheeby obecnie w takim stadium, że aż wyją z balkonów, gdy chodzimy po osiedlu. No ale cóż, pomarzyć zawsze można;-)
  • Lato pełną gębą...

    Ponieważ leśniczy (nie) zabronił wchodzenia do lasu a my tam "nie wchodzimy", zaś termometr pokazuje mniejsze duże liczby, postanowiliśmy odświeżyć wspomnienia o plażowaniu. Wzięliśmy sobie nawet do serca nadchodzący sezon i potrzebę ponadnormatywnego chłonięcia witaminy D przez foczki i inne walenie, więc udaliśmy się w tajemnicze miejsce tuż przed zmierzchem. Mała ilość tambylców była stricte pozytywną przesłanką, by przywitać nadchodzące lato pełną gębą ... piachu oczywiście!
    Mo była zachwycona, bo od dłuższego czasu coraz bardziej utyskiwała, że jej drzewa i krzaki widoki zasłaniają. Stąd w/w nowe horyzonty i radykalna zmiana scenografii. Tym bardziej, że od niedzieli Mo wkroczyła w powtórkę z rozrywki, czyli: Cieczka 2. Czyni to z niespotykaną gracją i finezją, jak to ma w swoim nietuzinkowym charakterze. No to psiaki, miejcie się na baczności, od poniedziałku Mo was zbałamuci.
    Co może morze Mo?
    Każdy trzyma to co chce
    Miska słodkiej wody, w morzu słonej
    Zabawa w pocie czoła
    Wracamy, bo się ściemnia
  • Sukces Shakiry

    Upały minęły, wracamy do normalności. Do żywych wraca nasz Misiek, który mało się nam w sobotę nie skończył z przegrzania. Mimo, że praktycznie nie wychodził z domu, a na dworze nie przebywał więcej niż było to konieczne, dostał udaru cieplnego. Było nawadnianie Miśka, było okładanie go wilgotnymi ręcznikami, było też czuwanie przy nim i strach ogromny o niego. Już wszystko dobrze, pies zapomniał o dolegliwościach, brykał dzisiaj w ogrodzie z Pampusem z takim wigorem, jakby był mu równy wiekiem. Odetchnęliśmy z ulgą.

    W niedzielę w Kaliszu była wystawa, na której miał się zaprezentować synek Miśka - Lovey Dovey. Z powodów niezależnych, a opisanych w poprzednim moim wpisie, Dovey nie został wystawiony. (Natalia, w oczekiwaniu na operację pęcherzyka żółciowego, w dalszym ciągu wygniata sobą szpitalne łóżko, ale ma oko na Doveya, jako że ten wraz z rodziną codziennie ją odwiedza.) A z dzieci Miśka na kaliskiej wystawie wystąpiła SHAKIRA Mea Li. W tym miejscu gratulacje dla jej właścicielki p. Eli Błaszkiewicz, Shakira wywalczyła w Kaliszu BOB-a. Wraz ze zwycięstwem w Kaliszu ukończyła championat Polski. Brawo! Ach, dzielne są dzieci mojego Miśka!

Strona 2 z 4, łącznie 19 wpisów