Wpisy z Sobota, czerwiec 5. 2010

  • Czerwiec, 2010
  • Świętujemy pierwsze urodziny!

    Spółka Mania & Mo działa coraz prężniej i sprawiła sobie bodaj najwspanialszy prezent urodzinowy. Dokładnie w dniu swoich pierwszych urodzin, po długim miesiącu tęsknoty dziarskie siostry spotkały się ponownie, by jeszcze mocniej zacieśnić więzy.
    Spotkanie po miesiącu
    Mało powiedziane, że obu psinkom doskwierał brak drugiej połówki spółki. Pierwszy kwadrans spędziły na uroczych czułościach i szeptach na ucho. Potem zaś przystąpiły - a jakże - do ponownego ustalenia pozycji i zależności. Ambitne harce przerwaliśmy po upływie około pół godziny, aby dać im wytchnienie, bo języki były dłuższe od rzucanych cieni. W tym czasie Pańciowie ucięli sobie znaczącą chwilę na ploteczki. Potem harce rozgorzały na nowo. Po pierwszej "przegranej" na własnym podwórku, Mania mocno wzięła sobie do siebie chęć rewanżu i w słońcu była nie lada przeciwnikiem dla Mo. Siłaczka Mania była niezłomna w próbach i kolejnych podejściach, za nic mając coraz silniej operujące słońce i kolejne opróżnione miski z wodą na spółę. Chylimy czoła uporowi i woli. Co jak co, ale motywacji to rocznej Mary Lou absolutnie nie brakuje. Morcheeba zaś, śladem swojego Pańcia nie gustuje w cieple i +18 stopni odbiera jako granicę przyzwoitości. Wielokrotnie oddalała się na stronę, aby choć chwilę odsapnąć w cieniu, co siostra szybko odebrała za zmianę miejsca placu zabaw.
    Duża sięga wyżej...
    Siłaczka Mania vs Atletka Mo
    A może by tak Ją...
    I jeszcze jeden i jeszcze raz
    Suma summarum
    Zresztą, nie ma co się specjalnie rozpisywać, zdjęcia to najlepiej pokazują. Dużo by słów trzeba, być choć trochę przekazać tych ciepłych emocji i wzajemnej siostrzanej miłości.




    Kochane mordki razem
    Wspólne sapanie na trawie
    Zostań ze mną!

    Co tu kryć, Mania & Mo Co. ma tak silne fundamenty i jest tak wybitnie rodzinną spółką, że nie ma na nie rady. I choć Mo znów oparła się siostrze, to widać że zrobiłaby dla niej wszystko. I w takiej to oto słodkiej atmosferze dwie sunie świętowały swoje pierwsze urodziny! Tym samym przesyłamy najlepsze życzenia dla wszystkich pozostałych M-psiaków! Sto lat!
  • Frontline a kleszcze

    W połowie maja Naczelny wybrał się do lecznicy po frontline dla psów. Ma się rozumieć, że po całą butelkę, jako że stado moje zużywa wszystko hurtowo i obojętne im czy jest to karma, specyfiki pielęgnujące czy akcesoria. Musi być dużo, bo inaczej nie wystarczy. Pojemnik zawierający 250 ml specyfiku odstraszającego insekty wystarcza u nas na długo. Teoretycznie.
    W praktyce miało się to tak:
    Frontline przyniesiony przez Piotra do domu był przeterminowany o rok. Lecznica kwękając i bocząc się przyjęła go z powrotem, ale się obraziła i nie sprzedała już innego.
    Kolejny frontline zakupiony został gdzie indziej, z datą ważności do 2012 roku.
    Stado zostało starannie opryskane.
    Tydzień po akcji z frontlinem znalazłam dwa opite kleszcze na Tequilli i po jednym na Pampusie i Miśku.
    Piąty kleszcz wessał się w moje niespryskiwane frontlinem ciało.
    Naczelny (niespryskany), Bella, Simonka i Cheri (spryskani) zostali oszczędzeni przez plagę. Trudno mi znaleźć związek przyczynowy między stosowaniem frontline a atakami kleszczy.

Strona 1 z 1, łącznie 2 wpisów