Wpisy z Styczeń 2010

  • Styczeń, 2010
  • Czas na spanie

    Szczenięta są jak dzieci, najsłodsze gdy śpią. W dalszym ciągu większą cześć dnia przesypiają i dziwnym trafem okres aktywności rośnie im wraz z wydłużającym się dniem. A gdy nie śpią największą atrakcją dla nich są mamine sutki. Bella karmi jeszcze trzy razy dziennie, ale widzę, że skłania się do ograniczenia posiłków i pewnie niebawem bar mleczny zostanie zamknięty. No tak, pieski rosną i przestawiają się na bardziej konkretne jedzenie podawane im już pięć razy w ciągu dnia. W nocy konsumpcji już nie ma, czas na spanie. Popatrzcie, proszę jak ładnie śpią już czterotygodniowe szczenięta.

  • Mierz siły na zamiary

    Pani Marta powtarza mi jak mantrę: "to bardzo ambitne psy". Bardzo.

    W piątek po pracy, pokusiliśmy się na wizytację na plaży. Efekt: po drodze Mo wykończyła dwa labradory, które w kopnym śniegu po dziesięciu minutach harców błagalnym wzrokiem prosiły o ratunek. Mo zaś pobiegła niczym niewzruszona na plażę. Pokrytą obecnie grubą warstwą zbitego śniegu. Pooglądała sunące spokojnie kry i miała ochotę jeszcze się poganiać ze mną.
    A może
tędy?
    Mo zawsze wyznacza kierunek przeprawy
    Ile nowego śniegu?
    Dziś spadło 20 cm śniegu
    Ooo, jaki ładny widok!
    Pancio drąży, Mo korzysta
    Zmęczona
odkryciami Mo
    Leżakowanie po ekspedycji polarnej

    Dziś zaś spadło kolejne 20cm śniegu, do tego co już było. W lesie dość często zapadam się po pas idąc z dala od dróg i przedeptanych ścieżek. I tak jest lepiej. Ja idę, bo nie da się biec, pierwszy i wydrążam w śniegu głęboki ślad, którym radośnie za mną biegnie szczęśliwa Morcheeba. Czasem bywa i tak, że ze śniegu nie wystaje nawet ogon. Ale i Mo wytycza kierunek marszu. To ona decyduje o stromych, niemal pionowych zejściach i takich samych wspinaczkach. Muszę jej przyznać, że technikę poruszania się w śniegu opanowała do perfekcji. Niejako przy okazji umęczyła dziś wilczura.
    W efekcie, dziś oboje jesteśmy mocno zmęczeni. Ja suszę rzeczy, a Mo leżakuje.
  • Pozdrowienia (z)nad morza


    Mo korzystała pełnymi garściami z dwudniowego urlopu Pańcia i nieraz odwiedziła zimowy las. Ganianie gdziekolwiek przed siebie bez ograniczeń to wciąż ulubiona rozrywka naszej dziewczynki. Mróz nie ma przy tym znaczenia, a im bardziej stromo tym okazuje się fajniej. A jeśli jeszcze spotkamy ślady dzików lub saren, o szybkim powrocie można zapomnieć...
    Mo
wypatruje celu
    W górach nad morzem. Kto będzie pierwszy na dole?
    Pobiegaliśmy, to i
poleżymy
    Po harcach trzeba odpocząć
    Mo znalazła sobie
prezent
    Mechaniczny naciąg będzie w porządku?

    Oczywiście po tak intensywnej rozrywce przychodzi czas na relaks. A musimy także napisać, że podczas długich wieczorów, Mo wybrała sobie prezent.
  • Wiedzie nam się dobrze

    Donoszę, że żyjemy, że nie zamarzliśmy i wiedzie nam się dobrze, chociaż jak wszyscy ciepłolubni mamy tej zimy już powyżej dziurek w nosie. Aktywność ruchowa nasza i psów drastycznie zmalała, nikomu nie chce się wychodzić z domu gdy na zewnątrz lodowato. Ja mam usprawiedliwienie i wymówkę, że muszę pilnować szczeniąt, więc jestem pod ochroną. O zaopatrzenie troszczy się Naczelny i chwała mu za to! Pojazd wykopany spod śniegu i odlodzony, łączność ze światem przywrócona. Psy nie chcą wytknąć nosa poza drzwi, każdego z osobna trzeba prawie na siłę wypychać, a po minucie już wracają do domu. Któreś z nich zrobiło dzisiaj wielką kałużę w łazience... Chyba z zamysłem aby nie wyjść.

    Szczenięta coraz większe, mobilniejsze i rzecz jasna rozumniejsze (rym-cym-cym). Jedzą i piją już całkiem wprawnie, bawią się ze sobą, interesują się też zabawkami. Swoje nastroje potrafią wyrazić nie tylko cieniutkim piskiem, ale i poszczekiwaniem. Pomału z niezdarnych osesków przeistaczają się w małe pieski. Wszystkie mają jęzorki już wybarwione na niebiesko!
  • Zimno i śnieżnie

    Towarzystwo przed bramą. Od lewej: Misiek, Bella, Teqi, Simonka.

    Termometr zaokienny wskazuje -10. Będzie jeszcze zimniej i straszniej. W domu piec centralnego ogrzewania bucha żarem, ale nie starcza tego buchania aby zapewnić ciepło szczeniętom, więc grzejnik elektryczny pracuje tak, aż słychać jak pożera prąd. Nasz pojazd pozostawiony beztrosko pod gołym niebem najpierw obmarzł, potem został zasypany śniegiem. A potem znowu obmarzł i to na okrągło. Brama wyjazdowa zamarzła i przymarzła do podłoża.

    Naczelny z katarem i kaszlem, więc aby go oszczędzić postanowiłam sama utorować wyjazd w kierunku drogi i odmrozić pojazd. Nie udało mi się ani jedno, ani drugie. Zmarzłam tylko i zesztywniałam z zimna jak kościotrup. Jeśli i jutro nie uda się nam przebić przez zmarzlinę, czeka (chyba) mnie przełażenie przez bramę górą i jazda do sklepu autobusem. No, chyba że do nas dojedzie ktoś z aprowizacją...

    Mowy nie ma aby pójść z psami na spacer, jedyna odśnieżona droga to krajowa Nr 8. Ta w kierunku Warszawy.
    A tymczasem stadko moje mimo wszystko zadowolone z życia. Zdjęcia z dzisiejszego dnia obrazowo pokazują ich nastroje.

Strona 1 z 4, łącznie 19 wpisów