Wpisy z Październik 2009

  • Październik, 2009
  • Mały piesek, duży piesek

    Ja pomiędzy Miśkiem, a Maxie

    Niemalże każdy, kto widział Miśka live, stwierdzał autorytatywnie:
    - Ależ to duży pies.
    Lub
    - Jaki on masywny i potężny!
    Albo z mniejszym wyczuciem:
    - Ach jaki on gruby!!

    Pomału zaczęłam sama wierzyć, że Misiek kolosalny, monumentalny, upasiony i jakoś mi z tym przekonaniem dobrze nie było. Od czasu gdy w domu pojawiła się Maxie, zmieniło się moje spojrzenie na Miśka, a zresztą nie tylko moje.

    Na wczorajszym spacerze jakaś miła pani zwróciła uwagę na Maxie:
    - Ooooo, jaki wieeeeelki pies!
    Następnie rzuciła okiem na Misia:
    - A ten mały to pewnie jej synek?

    Widzę wyraźną zmianę w wyglądzie mojego psa, choć ani nie utył, ani nie schudł, ani w ogóle się nie zmienił. On po prostu dużym, ani też grubym nie jest i nigdy nie był.. Jest małym pieskiem! Nie dam sobie już wmówić, że jest inaczej!

    Pozdrawiam wszystkich bardzo serdecznie, a w szczególności Kaśkę - jedynie ona, nie bez racji próbowała mnie naprostować gdy jęczałam zbolałym głosem, że mój pies z nadwagą!


  • Nowy rozdział / Bullmastiff

    "Dziecko w kąpieli,
    Krowa się cieli,
    Chleb pic,
    Do miasta cicz!"


    Maxie
    No i tak jest... stadko shar pei, w tym Bella z cieczką, no i bullmastiffka Maxie też. Zwykle Misiek służy jako najlepszy wskaźnik optymalnych dni i zwykle się sprawdza. Bywało co prawda i tak, że przyjezdna suka nie przypadła naszemu Indykatorowi do gustu, były fochy i obraza, że on wszystko, ale z tą panną to nie i za nic. Postanowiliśmy nie czekać co to też Misiek rzeknie w sprawie Maxie i poddaliśmy ją dzisiaj badaniu krwi na poziom progesteronu. Było kłucie, aż cztery razy, w końcu FACHOWCOWI z dyplomem udało się znaleźć żyłę, a przy tym i poranić psa. A potem było tamponowanie krwawiącej psiej nogi - lek.wet - beztrosko rozrzucała tamponiki z waty po brudnej podłodze, zbierała następnie owe i przykładała do jeszcze otwartch ran. Nie życzę nikomu przeżywania tak wampirycznych scen.

    Będzie w blogu więcej o Maxie, mam nadzieję, że nie odstraszę nią wielbicieli shar pei. A na początek, aby wszyscy dobrze się przypatrzyli i zapamiętali, dzisiejsze zdjęcie słodkiej bullmastiffki
  • Sztuka kompromisu

    Hm, znów upłynęło sporo czasu. A to w konsekwencji przynosi zmiany. Ale radość zawsze niezmiernie wielka.
    Kochana Mo
    Pancia tuli Mo
    Pancia wiele
obiecuje
    Rozważanie propozycji
    Mo zna swoje prawa
    Mo broni przywileje
    Sztuka
kompromisu
    Pertraktacje z Mo.
    Mo pociesza
    Pocieszanie przez Mo








    Tak dla ułatwienia przyjmijmy, że tematem jest sofa. Generalnie Mo chętnie i z pozytywnym nastawieniem przystępuje do dyskusji. Jest otwarta na propozycje, ale jeśli trzeba - bo ustępstwa byłyby zbyt duże lub niekorzystne, broni swoich praw i przywilejów. Tym niemniej, zawsze rozmowy przebiegają w przyjaznej atmosferze i konsensus, pasujący każdej ze stron jest osiągany. Nie można także przemilczeć faktu, że w trudnych decyzjach wspiera nas jak tylko potrafi. I tak jest z wszystkim.
    Za dwa tygodnie minie Morcheebie pięć miesięcy, ale już dziś pojęcie Małej Mo pozostaje już tylko dla nas. Nabycie dużych szelek (45-70cm), obroży (40-65cm) oraz coraz mocniej rozważana wymiana posłanka na większe (obecnie 68x80cm), jednoznacznie wskazuje, że Mo stała się dużą dziewczynką. Biorąc pod uwagę świetny rozwój, nieprawdopodobną inteligencję oraz cudowne usposobienie, dołożymy wszelkich starań, aby było jeszcze lepiej. Oczywiście dla Mo!
  • O szczeniętach shar pei to i owo

    Drrrrrrrrryń, drrrrrrrrryń, drrrrrrrrryń..... dzwoni telefon. Jakaś pani, powiedzmy A.
    A: Czy to hodowla shar pei?
    Ja: Tak. Witam Panią.
    A: W jakiej cenie te pieski?
    Ja: A z kim mam przyjemność rozmawiać?
    A: Z eeee aaaaa eeeeee
    Ja: Proszę zadzwonić jak przypomni sobie pani swoje imię i nazwisko.

    Trzask, rozmowa przerwana. Byłam pewnie niegrzeczna, no bo co to za dzikie zwyczaje pytać się o nazwisko rozmówcy, więc ponownego telefonu pd pani A już nie było.

    U nas tymczasem rozczarowania, ale też i nadzieja połączona z oczekiwaniem.
    Tequilla postanowiła nie mieć dzieci i postawiła na swoim. Nie ma małych Tequillaków i nie będzie. Trudno, akceptujemy decyzję Tequilli w pełni, nie będziemy z nią na ten temat dyskutować.

    A teraz UWAGA, UWAGA! Bella wiedząc jak bardzo chciałabym aby w domu znowu była gromadka szczeniąt, dostała cieczkę po to aby na początku stycznia uszczęśliwić mnie swoimi dziećmi. Ojcem będzie I.Ch. Bellshow TABASKO TORVEN. I znowu mam powód do radości!
  • Kto zjadł mysz?

    Znudziło i zbrzydziło mnie życie w mieście, osiadłam więc na wsi i bardzo sobie wiejskie otoczenie cenię. Z jednej strony pola, z drugiej las. Idylla, ale nie tak całkiem i nie zawsze... Otóż teraz jesienią myszy polne szukają schronienia na zimę i chyba upatrzyły sobie nasz dom. Nie znoszę myszy, mało powiedziane, nie cierpię i brzydzę się ich jak największego paskudztwa. Brrr! Naczelny dzielnie rozstawia pułapki na gryzonie i łapie.. Ohyda! W tym roku już cztery trupy! Na polującego kota psy moje nigdy się nie zgodzą, same żadnej myszy nie upolują, pozostaje więc zdać się na Piotra i cieszyć się, że taki zaradny. Raz dziennie zdaję mu trwożliwie pytanie:
    - I co? Była mysz?
    Odpowiedź przecząca działa na mnie kojąco, twierdząca przyprawia niemal o palpitację. Już prawie zapomniałam o gryzoniach, bo ostatnio ani widu ani słychu o nich, aż tu dzisiaj wybuchła między psami dzika kłótnia o przywleczoną z jakiegoś zakamarka pułapkę na mysz. Zabrałam awanturnikom przyrząd do mordowania myszy, nakrzyczałam na psy moim przeziębionym i schrypniętym gardłem za robienie awantur, utuliłam przerażoną Cheri, a teraz biję się z myślami: była mysz w tej pułapce czy nie? Zjadł ją może ktoś? Kto???

    Rozważania te przyprawiają mnie o dreszcze, próbowałam na ten temat podyskutować z Naczelnym, ale nie chciał podtrzymać rozmowy. Zostałam z problemem sama. Przypomniało mi się, że latem Simonka przyniosła do domu ropuchę. Położyła ją na schodach, gapiła się w nią jak zahipnotyzowana, stado się zbiegło i też przyglądało się zdobyczy, żaden pies jednak żabska nie skosztował. No tak, ale ropucha była żywa, natomiast mysz w pułapce z pewnością martwa. O ile w niej była, ale tego się raczej od psów nie dowiem.
    Idę spać. Może zasnę...
    Życzę Wam też dobrej nocy!

Strona 1 z 2, łącznie 7 wpisów