Wpisy z Września 2009

  • Września, 2009
  • Szczenięta bullmastiffy, czyli druga odnoga Bonomielli

    Maxie
    Ci, którzy zaglądają na moją stronę wiedzą już, ci co nie zaglądają dowiadują się na końcu. A jest nowina, mianowicie zapowiedź miotu innych szczeniąt niż shar peie. Bullmastiffy! Od zawsze fascynowały mnie psy ras olbrzymich, kolosy o miękkim i czułym sercu, dostojne, zrównoważone i pewne siebie. Taką jest Maxie - rodowodowo Nestor Notabilis NEFRETETTE. Młoda, 3-letnia, niespełna 50 -kilogramowa dama. Na razie czekamy. Wiadomo na co: na cieczkę. Narzeczony z wyśmienitym pochodzeniem wybrany, ślub omówiony i zaklepany, teraz tylko trzeba uzbroić się w cierpliwość i cieszyć się na szczenięta bullmastiffy!
    Rzecz jasna, że będę w blogu informować na bieżąco co to też się dzieje w bullmastiffowej odnodze Bonomielli.
  • Cheri aka Monia na spacerach

    Monia uszczęśliwiona z posiadania patyka

    Spacery z Monią mają jak na razie charakter prawie wyłącznie edukacyjny. Wiele od psiny nie wymagam, ale ładnie chodzić na smyczy powinna, więc trenujemy. Najpierw przechadzka chodnikiem wzdłuż drogi, potem dopiero zabawa w lesie. Cheri szybko przyzwyczaiła się do huku pędzących tuż obok TIRów, trochę tylko dziwią ją mijający nas rowerzyści, a napotkanych przechodniów traktuje z uprzejmym dystansem. Jak to shar pei. Niektórzy tubylcy uśmiechają się do nas mile lub zagadują, ale zdarzają się i tacy, co ustępują nam z drogi, patrząc na małą psinkę z wyraźnym lękiem. W lesie natomiast niczym nie zmącony spokój. Odprężamy się obie, każda na swój sposób. Ja patrzę i podglądam co tam w trawie piszczy, a Monia gania z patykiem lub szyszką w paszczy i cieszy się drobnostkami. Rzecz jasna, nie aportuje swoich znalezisk, a i ja jej do tej sztuczki nie przymuszam. Nie chcę psuć jej radości z posiadania takich skarbów jak patyki czy szyszki. Niech sobie ma!
  • Eksportowe rodowody

    Nie ma ciągle rodowodów eksportowych dla Ozzego i Twistera. Ponaglania mnie o rodowody nie zdadzą się na wiele, jako że nie mam wpływu na termin ich wystawienia. Z doświadczenia wiem, że na te papierzyska czeka się czasami aż do trzech miesięcy. Zarząd Główny ZK w Warszawie pracuje pomaleńku.
    Nie wiem czy będzie to pociechą dla oczekujących, ale krajowy rodowód mojej Mon Cheri też jeszcze nie gotowy.
    Uzbrajamy się więc w cierpliwość i czekamy.
  • Oj, działo się, działo

    No i masz. Przez tydzień żeśmy się chorowali (tylko Wiola i ja!) i wyzdrowieli wreszcie pod jego koniec. Pewnie to sprawka poczynionych, skutecznych jak zawsze, zaklęć Pani Marty! Czas więc nadgonić zaległości w opowieściach o małej (czy aby jeszcze małej?) Mo.
    Mo odkrywcą
nowego
    Razem odkrywamy nowe
    Biodegradowalny gryzak
    Będzie z tego mnóstwo trocin
    Trzecie szczepienie obyło się bez jakichkolwiek komplikacji. Ważymy już 12 kilo i zmierzamy po kolejne. Eukanuba nadal jest ulubioną (jedyną) potrawą, a zdrowie naszej psinki bez najmniejszych zastrzeżeń, co dla nas jest oczywiste, a szokujące dla weterynarzy.
    Z wielką pasją kultywujemy wspólne spacery, w coraz to nowych miejscach. Ostatnie dni zdominował las. A w lesie drzewa, góry i doły. Po dotarciu na miejsce, przygotowałem mały tor przeszkód. Slalom między drzewami to bardzo fajna zabawa! Psina szczęśliwa tak bardzo, że w drodze powrotnej zasnęła zanim jeszcze zdążyłem ruszyć z parkingu.
    Psie
przedszkole
    Zabawa w przedszkolu
    Niedziela zaś stała pod znakiem psiego przedszkola. Aby złego nie wywoływać nomen omen z lasu dość, że napiszę dwa zdania. 1. To nasza pierwsza i ostatnia wizyta w tej szkole. 2. Pana i panią instruktor przerosła inteligencja i indywidualne cechy rasy shar-pei. Dla wnikliwych i ciekawych chętnie udostępnię szczegóły i epitety na maila.

    Read More

  • Zabawy i upodobania Moni

    sznurek bardzo cieszy psa
    Z okazji ukończenia 3 miesięcy życia, Mon Cheri otrzymała wczoraj przesyłką kurierską prezent od Mo Wioli & artura: myszki, szczurka i kolorowe kule. Zabawki, takie same jak te co zachwycały Morcheebę, wprawiły w zachwyt i mojego malucha. W odstawkę poszły gumowe piłeczki. Ze starych zabawek jedynie tylko sznurki nie popadły w niełaskę. A myszki, a szczególnie taka jedna szara, zajmują Cheri bez reszty. Zabawa myszkami i szczurkiem polega na ich mordowaniu. Najpierw zdecydowany chwyt, potem energiczne potrząśnięcie zdobyczą, a gdy po egzekucji mysz już wiotka, wtedy Monia bierze ją pomiędzy przednie łapy, ciamka i obgryza do momentu aż ta zrobi się mokra i śliska od śliny, i przez to już nieatrakcyjna. Kolej wtedy na następną myszkę, potem na szczurka. A potem zabawki schną, a gdy już wyschną, wtedy maskara zaczyna się od początku.
    Kolorowe kule też cieszą mojego malucha, nimi jednak woli bawić się w ogrodzie niż w domu. Za każdym razem gdy wybiega na dwór, niesie w pysku kulę, najchętniej tę czerwoną i biega z nią jak oszalała. A gdy jest w łaskawym usposobieniu to pozwala zazdrośnie patrzącej na zabawki Simonce też potarmosić swoją własność. Tylko myszami nie dzieli się z żadnym innym psem. Gryzonie to jej własność i tylko ona ma monopol na ich mordowanie.
    O, matko jedyna, co mi z tej psiny wyrasta!

Strona 2 z 3, łącznie 15 wpisów