Wpisy z Wrzesień 2009

  • Wrzesień, 2009
  • Sofa - ciąg dalszy

    Ostatnio znów rozgorzała sprawa sofy. Teraz ma ciemnoszare obicie i doskonale przyswaja cudne, złote kłaczki Mo. Sprzątanie jej to syzyfowa robota, co czyni metodykę Morcheeby w zaznaczaniu jej terytorium za doskonałą.
    Niezastąpiony gryzak Mo
    Ulubiony gryzak Mo
    Stąd łatwy do przewidzenia efekt/ skutek - częsta gościnność Mo na ów.
    Dwie nierozłączne
przytulińskie
    Przytulanie i głaskanie
    Wchodzi i schodzi z niej gdy tylko ma na to ochotę, a jej wysokość już od miesiąca nie ma znaczenia. Jest też doskonałym obiektem do szalonych skoków "na" i przede wszystkim "z", w trakcie zwariowanych gonitw po mieszkanku.
    A mimo to szkopuł tkwi gdzie indziej. Noce, a te, jak to jesienią coraz dłuższe, co wraz z umęczonymi Panciami z niedoboru witaminki D, oznacza li tylko tyle, że kładziemy się wcześniej. Dokładnie wtedy, gdy Mo ma jeszcze mnóstwo zapału do zabawy swoim ulubionym gryzakiem, oraz spore zapotrzebowanie na czułości w formie: przytulanek, głaskania i bardzo skrupulatnego empatycznego używania oblizora.
    To, że Mo dosypia na moim miejscu, gdy po siódmej wychodzę do pracy (Wiola śmiga na popołudnia), jest urocze. Równie urocze jest wspólne kokoszenie się przed spaniem. I aż dziw, że nadal bez większego namawiania daje się zaprosić do swojego posłanka na noc!
    No właśnie, jak długo? Tylko właśnie o to, czy rzeczywiście jesteśmy zainteresowani odpowiedzią rozgorzała dyskusja.

    Ciąg dalszy nastąpi.
  • Weekend we Wrocławiu

    Miniony weekend ku radości naszych czworonogów spędziliśmy na spacerach, wyprawach do miasta - oj lubią to moje psy - i na wrocławskiej wystawie psów. Wystawiany był Misiek i Simonka, a Chery, mimo że też została zabrana do Wrocławia, pozostała w zaprzyjaźnionym nam domu, bo trochę obawiałam się brać takiego malucha między tłum obcych psów i wystawców. Gdy patrzę na Cheri przy moich psach, widzę jak z dnia na dzień różnica w wielkości pomiędzy nią a nimi się zmniejsza, ale przy dużych psach (patrz zdjęcie Cheri przy Maxi) moja pociecha wygląda jak miniaturka shar peia. Zresztą nie tylko ona, nawet nasz potężny Misiek to drobiazg przy bullmastiffie.

    Przed wejściem na ring
    Sędzia ogląda zęby Miśka
    A na wczorajszej wystawie psów we Wrocławiu moje psy zachowywały się jakby były na pikniku, a nie na poważnej imprezie. Jestem w stanie to zrozumieć, bo i pogoda dopisała i znajomych spotkaliśmy wielu, atmosfera miła, tylko występ na ringu stresujący. Najgorzej co prawda nie poszło, Misiek dostał złoty medal i zaszczytny tytuł NAJPIĘKNIEJSZY WETERAN, chociaż zachowywał się nonszalancko jak to on. Simonka chodziła po ringu jak jej się podobało, czyli raz w prawo, raz w lewo, a zawsze w odwrotnym kierunku niż prowadzący ją Piotr. Mimo wszystko otrzymała piękny opis i srebrny medal. Na ring honorowy z Miśkiem nie poszliśmy. Pies był wyraźnie zmęczony siedzeniem w prażącym słońcu i chciał już do domu, a mnie szkoda było przetrzymywać go na wystawie jeszcze kilka godzin, więc prezentacja najpiękniejszych weteranów odbyła się bez niego.

    Natala i Dovey na ringu
    Z psów z mojej hodowli wystawiany był też Lovey Dovey Natalli. Niestety poza konkurencją, bo spóźnili się kilkanaście minut i gdy dotarli było już po ocenach. Szkoda. Sędzia jednak zgodził się ocenić Doveya poza stawką. Pies pięknie się zaprezentował i otrzymał ocenę doskonałą.
    Natalia zabrała na wystawę też małego Messiego. W końcu mogłam nacieszyć się nim i zobaczyć jak urósł braciszek Cheri. A urósł sporo i rozwija się pięknie. Wczoraj na wystawie był gościem, ale od wiosny przyszłego roku rozpocznie karierę wystawową. Pewnie od kwietniowej wystawy w Opolu. Razem z Cheri.
  • Z życia wzięte

    Morcheeba w akcji
    Sznurki wszelkiego rodzaju cieszą każde szczenię. Niekoniecznie muszą być to sznurki przeznaczone dla psiaka, ten ciamkany przez Mo należy do spodenek Artura... Morcheebie nie robi to różnicy, sznurek jest sznurkiem, więc zabawa przednia.

  • Socjalizacja psa

    Sofa na spółę?
    Wzajemne towarzystwo

    Wychowywanie psinki polega - jak nie patrzeć - na wypełnianiu przysięgi Hipokratesa: przede wszystkim nie szkodzić. Stąd ze względów zdrowotnych i psychicznych Mo, uczestnictwo w psim przedszkolu znalazło się w naszym poważaniu. Podjęliśmy zadanie samodzielnej socjalizacji Morcheeby. Efekty są lepsze niż dobre, bo z bojaźliwego niemowlaka Mo przemienia się z dnia na dzień, tygodnia na tydzień, w nastolatkę z własnym zdaniem.
    O odkryciu Ameryki nie może być mowy, bo metoda doskonale znana - dwa psy, to szczęście i zdrowie dla każdego z nich. Nie stać nas na drugiego sharpka, więc póki co mamy buldoga ze Szwecji. Nowy bardzo przypadł do gustu i choć początkowo czuł się niepewnie, to z czasem stał się równorzędnym towarzyszem Morcheeby. Koniec końców, psiaki przypadły sobie do gustu i śmiemy twierdzić, że to jej miłość od pierwszego wejrzenia.

  • Całym stadem do lasu

    Usadzeni do zdjęcia: Piotr, Bella, Cheri i Misiek.

    W lesie grzyby, te pożyteczne i te jadalne, jak to zwał mówić mój ślubny. Korzystamy z pięknej pogody i zbieramy te jadalne. Psy oczywiście z nami, one wiedzą co dobre i zdrowe, i też zdecydowanie wolą spacery lasem niż ulicą. Mała Cheri dzielnie nam towarzyszy, uczymy ją chodzenia na smyczy i przychodzenia na zawołanie. Cheri na wołanie przychodzi natychmiast, pewnie boi się zgubić w wielkim lesie, z chodzeniem na lince jest trochę gorze, ale i to opanujemy. Psinka jest pełna wigoru, niczym nie przypomina mi ani spokojnej od urodzenia Simonki, ani też opanowanej mamy Belli. Energia malca rozpiera, psoty i głupoty w głowie, trudno jest ją zmęczyć, nawet po długim spacerze gdy moje utrudzone, dorosłe psy już chrapią aż dom drży, ona jeszcze biega. A Piotr podśpiewuje skomponowaną przez siebie piosenkę, czym bardzo mnie rozbawia:
    "Lata, lata pies, puszcza SMS,
    Cieszy się mama, cieszy się tata,
    Pies lata, lata, lata!"

Strona 1 z 3, łącznie 15 wpisów