Wpisy z Sierpień 2009

  • Sierpień, 2009
  • Wody, wody dla ochłody!

    Nie ma to jak własne źródełko z wodą, Dovey i Messi są zachwyceni!

  • Drugie szczepienie

    a właściwie lizaczek
;-)
    Nasz cukierek

    Mo wykazuje charakter łowczy
    Wspieramy naturalny instynkt
    Mo była dziś wyjątkowo grzeczna i bardzo dobrze zniosła wizytę u weterynarza. Przy okazji została zważona i okazało się, że nasza dziewczynka ma już 7,6kg. Bardzo nas to cieszy, bo oznacza przybranie o 1,1kg w ciągu tygodnia. Sam zastrzyk został przez Mo przeoczony.
    Później pospała ładnie dobre 4godziny z przerwą na wyjście i obiad. Apetyt dopisał, także na kolacji, która wypadła dziś o 22.
    Sweterek Morcheeby nabrał już sporych rozmiarów
    Mo potrafi pospać w trakcie zabawy
    Drzemka po drodze
    i fantazyjnie się przemieszcza w trakcie zabawy. Czasami mamy wrażenie, że gdyby nie ogon, Mo mogłaby go sobie przydepnąć. A obok/ nad nowy etatowy gryzak - jasnoniebieska poduszka. Przedmiot uwielbiany przez naszego zwierzaka i tarmoszony do upadłego. Co ciekawe, mimo wielu gwałtownych ataków i bardzo zapalczywych igraszek nie nosi żadnych śladów uszkodzeń.
    Myszka w drugim planie jest przerażona
    Szybki atak
    Zabawki na placu zabaw dają Mo dużo radości i pewności siebie. Błyskawicznie łapie kolejne zdobycze i starannie je gryzie, aby mieć pewność, że nie uciekną. W tle przestraszona myszka, po zobaczeniu ataku na red-kulę z grzechotką. Dobrze, że zabawek jest tyle, bo dzięki ów mamy sporo wytchnienia dla naszych rąk i ubrań w poznawaniu ostrości ząbków. A/A Szara i biała myszka straciły już po jednej łapce. A mówiliśmy, że nie warto prowokować...


    Sofa
    Sofa wspiera wypoczynek całą swoją powierzchnią
    Odpoczynek grzecznych dzieci
    Rozwój wydarzeń w tym temacie jest coraz bardziej gwałtowny. Mo uwielbia na niej sypiać w ciągu dnia i z radością próbuje się na nią gramolić. Schodzi już sama, bez potrzeby asekurowania. Późnym wieczorem udało się Mo pierwszy raz na nią samej wejść. Na nasze szczęście nie zapamiętała jak. Nie ma natomiast problemu psa na sofie, gdy jest pościelona na noc. W takim przypadku nasza grzeczna dziewczynka wybiera zdecydowanie swoje legowisko. Pękamy z dumy.
  • Mon Cheri bez rodzeństwa

    Monia. Teraz jedynaczka.
    Pierwsza noc Moni bez rodzeństwa minęła dobrze, chociaż nie obeszło się bez lamentów. Do tej pory Mała spała najpierw w grupce szczeniąt, potem już tylko z braciszkiem, a ż tu nagle zabrakło ich wszystkich, a łóżeczko zrobiło się bez nich duże. Malutka próbowała po kolei wcisnąć się do Miśka, do Tequilli, do Belli, do Simonki. Efekt taki, że każdy z psów uciekł pozostawiwszy jej swoje miejsce do spania. Rozłożyły się moje Duże na kanapie i z góry patrzyły na popiskującego żałośnie Malca. W końcu Monia skapitulowała i podreptała do swojego legowiska. Już parę minut później chrapała. Dzień rozpoczęła parę minut po 7. Pojadła, pobawiła się z nami i psami, teraz znowu śpi. Śpi i rośnie. Z apetytem różnie, raz ogromny, innym razem taki sobie. Zachęcam do jedzenia, ale nie przymuszam. Zauważyłam, że jak raz nie doje to kolejny posiłek zjada chętniej.
    Z zabawek najbardziej cenione są pluszaki i ogon Miśka. Miś gdy w dobrym nastroju to pozwala. Tarmoszenie misiowej kity trwa tak długo dopóki ostre ząbki szczeniaka nie sprawią ogonowi bólu. Wtedy Misiek sygnalizuje głośnym pomrukiem koniec zabawy po czym na parę godzin znika z pola widzenia szczeniaka. Bella bawi się z córcią na swój specyficzny sposób. Chwyta głowę Małej w swoją przepastną paszczę, tak aż ta cała w niej znika, przewraca malca na grzbiet i podgryza mu gardło lub ciągnie za pofałdowaną skórę. A wszystko to, chociaż wygląda brutalnie, to tylko zabawa, wbrew pozorom ostrożna i delikatna. Widać jak bardzo pies potrzebuje towarzystwa drugiego psa. I ten duży, i ten mały.

    Dwie miłe wiadomości dnia: Twister po całonocnej podróży dotarł z Olą i Arturem do domu. Wszyscy zmęczeni, ale szczęśliwi. A Messi Natalii, według jej relacji, świetnie dogaduje się z o rok starszym Doveyem. Oba psy nierozłączne, a Dovey chociaż poznał już co znaczą ostre jak igły zęby szczenięcia, nie tylko że nie ma go dosyć, ale sam lgnie do niego. Mało tego, starszy pies pilnuje młodszego i nie każdemu pozwoli się do niego zbliżyć.

  • Im dalej w las...

    Dzieje się tak wiele i w takim tempie, że nie sposób wszystko opisać.
    Poniżej kilka chwil z poniedziałku.
    Piłeczka!
    Prawie mam
    Czysta rozkosz
    Tego mi trzeba!
    ... jeśli
nie chcesz mej zguby.
    Krokodyla daj luby...
    jeszcze
chwilę temu, na tym siedziałem
    Kolejna zdobycz Mo
    Mo
przepada za słonikiem
    Zdobycze Mo









    Jeden, dwa, trzy ...
    Mo po otrzymaniu karmy, uwielbia na nią zapolować, szybkim ruchem porwać ile się da i na boku placu zabaw zjadać po kolei każdy kawałeczek. Sprawia jej to tyle radości, że nie podejmuję się wpływać na ten proceder. Zwłaszcza, że później zjada wszystko do cna, bez zbędnej kontestacji.
    Otrzymany w dniu wczorajszym krokodyl jest nadal na czele listy bestsellerów Morcheeby. Jak dotąd nie miała żadnej zabawki z taką ilością odnóży, miękką głową i przede wszystkim metkami, dzięki którym można niezwykle efektownie tarmosić, jak również napadać na zdobycz.
    W trakcie wszystkich zabaw panuje beztroska i całkowite odprężenie. Nikomu nie dzieje się krzywda, ani nikogo nic nie boli. W celach profilaktycznych znacząco podnieśliśmy jakość placu zabaw - Mo otrzymała nowiutką wykładzinę, która nie przesuwa się w trakcie gonitw, ataków i tym podobnych.
    Mimo, że nasz plac zabaw nie jest wielki (150x200cm), Mo czasem musi odsapnąć. Czasem przysiądzie, czasem słodko się rozłoży, a jeszcze innym razem padnie bez ładu i składu, byle tylko złapać oddech.
    Mały niebieski słonik ma ubóstwianą przez Mo trąbę. Po każdym udanym polowaniu nasza dziewczynka długo ją gryzie, a na koniec przy jej użyciu odnosi do swojego kojca, na później.
    Taaa, na tym dywaniku przed chwilą jeszcze siedziałem. Moja pociecha zadecydowała jednak, że czas odłożyć aparat i przyłączyć się do zabawy. Podobnie wyrywa mi poduszkę spod głowy, gdy próbuję zasnąć po rannym spacerze za potrzebą.
    Pertraktacje w sprawie sofy wciąż trwają. Mo jest wyjątkowo twarda w stawianiu warunków, a my wyjątkowo podatni na kompromisy ;-)
    Jeden aspekt nie budzi wątpliwości żadnej ze stron - sofa jest wyjątkowo wygodna do spania.
    Na zdjęciu słodka Mo, która zasnęła, znużona odpieraniem naszym argumentów, że sofa nocą należy się wyłącznie nam.
    Bez obaw, nie śpimy dziś na podłodze, dobrotliwie została nam odstąpiona. Mo nadal wybiera swój kojec. Jeszcze.
  • Pożegnanie z Twisterem

    Ola zapatrzona w szczenięta
    Odjechał Twister wraz z Olą i Arturem (nie mylić z Arturem przypisanym Mo i Wioli), Chery została w domu bez rodzeństwa, ale pod czułym okiem Belli. Śpi teraz umęczona po przedpołudniowych zabawach z braciszkiem. I dzisiaj, i wczoraj maluchy szalały ze sobą ze zdwojoną energią, jakby chciały na zapas nacieszyć się sobą. Były zapasy, przeciąganie się za bardzo luźną jeszcze skórę, gonitwy wokół domu, były też psoty jak: rozkopywanie ziemi, obgryzanie krzaków porzeczek, ucieczki pod siatką na drugą stronę ogrodu gdzie nie wolno. Naszym gościom wyraźnie podobały się szaleństwa szczeniąt, siedzieliśmy więc z nimi w ogrodzie aż do późnego wieczora i pewnie byśmy tkwili na zewnątrz jeszcze dłużej gdyby nie zajadła dokuczliwość komarów. Parę minut po 23 raz jeszcze wyszliśmy na dwór celem wyprowadzenia całego stada w celach wiadomych, po czym wszystkie zwierzęta posnęły twardo i chrapały na wiele głosów aż do 7 rano. O tak wczesnej porze dzień rozpoczyna jako pierwszy Naczelny. Zawsze tak samo: najpierw wypuszczanie psów do ogrodu, następnie wiaderko i łopatka w rękę i sprzątanie tego co milusińscy wyprodukowali. Czynność tę Piotr nazywa "odkupywanie terenu". A gdy wszystkie trawniki już "odkupione", pora na karmienie czworonogów, następne w kolejności jest budzenie mnie i stawianie do pionu, potem śniadanie, a potem już słońce stoi wysoko.
    Twister ze swoimi Pańciami już w drodze, przed nimi ponad 800 kilometrów do pokonania w upalny, słoneczny dzień. Jutro pewnie Ola odezwie się i opisze wrażenia z podróży oraz jak to ich Maluch czuje się w nowym dla niego miejscu. Mam nadzieję, że będzie dobrze, Mister Twister to piesek odważny, a Ola i Artur spodobali mu się od pierwszego wejrzenia. Przy wsadzaniu go do samochodu minę miał co prawda nieco niewyraźną, ale i na zaprzyjaźnienie się z pojazdem też przyjdzie czas.
    Dziś trochę mi markotnie, zawsze tak mam gdy psie dzieci odjeżdżają, wiem, że kończy się dla mnie czas ze szczeniętami i chociaż następne będą znowu, to nie będą już te same szczenięta, i chociaż znowu będzie radosna gromadka w domu, to wspomnienia po poprzednich nie zatrą się w pamięci.

Strona 2 z 4, łącznie 16 wpisów