Wpisy z Niedziela, sierpień 9. 2009

  • Sierpień, 2009
  • Pożegnanie z Twisterem

    Ola zapatrzona w szczenięta
    Odjechał Twister wraz z Olą i Arturem (nie mylić z Arturem przypisanym Mo i Wioli), Chery została w domu bez rodzeństwa, ale pod czułym okiem Belli. Śpi teraz umęczona po przedpołudniowych zabawach z braciszkiem. I dzisiaj, i wczoraj maluchy szalały ze sobą ze zdwojoną energią, jakby chciały na zapas nacieszyć się sobą. Były zapasy, przeciąganie się za bardzo luźną jeszcze skórę, gonitwy wokół domu, były też psoty jak: rozkopywanie ziemi, obgryzanie krzaków porzeczek, ucieczki pod siatką na drugą stronę ogrodu gdzie nie wolno. Naszym gościom wyraźnie podobały się szaleństwa szczeniąt, siedzieliśmy więc z nimi w ogrodzie aż do późnego wieczora i pewnie byśmy tkwili na zewnątrz jeszcze dłużej gdyby nie zajadła dokuczliwość komarów. Parę minut po 23 raz jeszcze wyszliśmy na dwór celem wyprowadzenia całego stada w celach wiadomych, po czym wszystkie zwierzęta posnęły twardo i chrapały na wiele głosów aż do 7 rano. O tak wczesnej porze dzień rozpoczyna jako pierwszy Naczelny. Zawsze tak samo: najpierw wypuszczanie psów do ogrodu, następnie wiaderko i łopatka w rękę i sprzątanie tego co milusińscy wyprodukowali. Czynność tę Piotr nazywa "odkupywanie terenu". A gdy wszystkie trawniki już "odkupione", pora na karmienie czworonogów, następne w kolejności jest budzenie mnie i stawianie do pionu, potem śniadanie, a potem już słońce stoi wysoko.
    Twister ze swoimi Pańciami już w drodze, przed nimi ponad 800 kilometrów do pokonania w upalny, słoneczny dzień. Jutro pewnie Ola odezwie się i opisze wrażenia z podróży oraz jak to ich Maluch czuje się w nowym dla niego miejscu. Mam nadzieję, że będzie dobrze, Mister Twister to piesek odważny, a Ola i Artur spodobali mu się od pierwszego wejrzenia. Przy wsadzaniu go do samochodu minę miał co prawda nieco niewyraźną, ale i na zaprzyjaźnienie się z pojazdem też przyjdzie czas.
    Dziś trochę mi markotnie, zawsze tak mam gdy psie dzieci odjeżdżają, wiem, że kończy się dla mnie czas ze szczeniętami i chociaż następne będą znowu, to nie będą już te same szczenięta, i chociaż znowu będzie radosna gromadka w domu, to wspomnienia po poprzednich nie zatrą się w pamięci.
  • By żyło się lepiej - wszystkim

    Sabotaż
    Z czwartku na piątek kontynuowaliśmy system przespanych nocy. Ostatni spacer wypadł nam po jedenastej, a Mo obudziła się radosna o 5:40. Trochę na miękkich nogach poszliśmy na zasłużone siusiu i kupkę. Papu, trochę figli, a skoro do pracy na 9 to położyliśmy się jeszcze na chwilę. Kochana Mo wie, że jak Pancio i Pancia są wyspani, to i zabawa będzie przednia. Zatem nie budziła nas niepotrzebnie, a żona tylko przez przypadek odkryła, że jest ... 9:08! Uśmiałem się setnie.
    Czy mogę pogłaskać?
    Ochy i Achy, i Ojeje Mo wywołuje w pracy niezawodnie. Wszyscy jednak karnie czekają na szczepienia i niecierpliwie przebierają nóżkami. Dotknąć Mo to jest coś, co ludzie pragną najbardziej. Dumą napawa mnie dodatkowo fakt, że nikomu nie udało się przywołać do siebie małej dziewczynki, bo zawsze przychodziła do mnie. A kuszono na wszystkie sposoby. To taki rytuał na trawniku przy firmie, ja wyprowadzam Mo za potrzebą, a palacze próbują szczęścia, jak mogą.
    323
    Porozumieliśmy się co do spraw bezpieczeństwa podróżowania, ale to jeszcze stan przejściowy. Płynność jazdy opanowałem do perfekcji - żadnych gwałtownych manewrów, przyspieszania i hamowania. Biegi zmieniane są niepostrzeżenie, automat nie ma szans. Mam bowiem do dyspozycji obie ręce i koncentrację po przespanej nocy. Morcheeba zgodnie z umową, spokojna i cicha. Pokonujemy kolejne kilometry i niebawem Mo będzie podróżować tak, jak to sobie obmyśliliśmy - na macie.
    Jedzenie
    Po wyprawce pozostało wspomnienie. Wypracowaliśmy cztery posiłki w stałych odstępach między sobą, przy czym choćby nie wiem co, ostatni jest przed 22. Efekt: Mo pożera kolację w takiej ilości i z taką werwą, że nie wiem jak to się jej mieści. W piątek ważyliśmy 6,5kg. Po kolacji na pewno 250g więcej!
    Ciąć , czy nie ciąć - oto jest pytanie
    Pazurki to temat, który odganiam niczym natrętną muchę, ale wraca do mnie za każdym razem gdy bawimy się na leżąco na podłodze. Po oznakowaniu rąk Wioli postanowiłem ostatecznie zająć się tematem. W zoologicznym mieli przyrządy, przy oglądaniu których moja wyobraźnia zaszalała. Przerażony wizją posługiwania się "sekatorem do ujmowania kończyn" wróciłem do maluszka. A ten - drapie jak drapał. Wyczekałem moment po ululaniu i przystąpiłem z walącym sercem do próby, przy piątych pazurkach na łapach. Tak wysokiego ciśnienia nie miałem od czasów, gdy siedziałem na kominie wysokim na 60 metrów w czasie burzy. Swoją drogą ciekawe uczucie :-P
    Najpierw jeden, potem drugi i jakoś tak poszło. Skróciliśmy wszystkie, które zaczęły wyglądać jak orli dziób. Ciąłem tylko po 1mm, w poprzek pazura zwykłymi cążkami do paznokci. Po przebudzeniu nasza dziewczynka szybko dostrzegła poczyniony manicure i pedicure, za co zostałem wylizany od policzków po czoło.
    Sofa
    A
historia pokaże, że sofa jest lepsza
    Drzemka u siebie
    W dzień służy nam (mi i Wioli) jako miejsce do jedzenia posiłków a także odpoczynku/ oglądania telewizji/ grzebania w sieci. W nocy, po pościeleniu do spania. To ostatni bastion, którego nie zdobyła jeszcze Mo. Prowadzimy bowiem bardzo delikatne negocjacje: w ciągu dnia, gdy i my z niej korzystamy Morcheeba może skorzystać w celu uatrakcyjnienia przyjemnej drzemki. Po pościeleniu o wejściu nie ma mowy. Bomba z opóźnionym zapłonem cyka. Dzisiaj pomaga nam to, że dziewczynka sama tu nie wejdzie - za wysoko, a przy okazji psinka kocha swoje legowisko. Ale za 2 - 3 tygodnie? Balansujemy na bardzo cienkiej linie.

    Read More

Strona 1 z 1, łącznie 2 wpisów