Wpisy z Lipiec 2009

  • Lipiec, 2009
  • Siatka

    Morcheeba i Mon Cheri. Za nimi siatka ograniczająca im wybieg.

    Szczenięta poczuły się w ogrodzie na tyle pewnie, że zaczęły go zwiedzać, czyli wędrować tam gdzie nie powinny. Pewności siebie dodała im Simonka wyprowadzając stadko z zacisznego miejsca przy domu w głąb ogrodu. Ona przodem, one za Simonką jak kurczęta za kwoką.. Od dzisiaj malce mają dla siebie wydzielony i ogrodzony siatką skrawek terenu o powierzchni około 120 metrów kw. Wreszcie mam całe towarzystwo na oku. Koniec wędrówek, koniec moich gonitw za szczeniętami!
    A na zdjęciach Morcheeba i Mon Chéri walczą z siatką!
  • Szósty tydzień ze szczeniętami

    Maluchy wkroczyły dziarsko w szósty tydzień życia i z dnia na dzień z osesków zmieniają się w małe pieski mające już swoje zdanie na temat siedzenia w domu. Nie chcą. Żądają wychodzenia na dwór, a ja staram się aby każdą słoneczną i bezwietrzną chwilę spędziły w ogrodzie. Zabawnie wygląda gdy grupka sześciu szczeniąt biegnie na krótkich nóżkach w kierunku wyjścia z domu, toczy się po dwóch schodkach w dól po to aby za chwilę już szaleć w trawie. Im większe szczenięta tym więcej absorbują mi czasu, już samo wypuszczanie ich do ogrodu i pilnowanie aby nie zjadały trawy, liści, kwiatów, aby nie kładły się na ziemi to akcja dla mnie i dla Piotra. Pieski wychodzą na dwór jak tylko się obudzą oraz po każdym posiłku, a efekt tego taki, że mogłam zabrać im już gazety. Koniec z siusianiem w domu!
  • Skandal z bramą

    Donoszę, że szczenięta mają się dobrze, że znowu urosły, że są śliczne i oczy cieszą. Pogoda niestety nie sprzyja, malce w domu to i zdjęć nowych nie ma, może jutro.. Może. Muszę przedtem złapać pion po ostatnich wydarzeniach związanych z tym co działo się przy naszej bramie wjazdowej. A dziać zaczęło się już przed czterema miesiącami gdy ruszyła rozbudowa drogi przy której w bliskiej odległości owa wspomniana brama stoi. Cztery miesiące robót drogowych były dla nas pewną uciążliwością, no bo albo korki, albo inny zator spowodowany np. wylewaniem asfaltu i do domu dojechać nie sposób. Psy miały za to frajdę i z uwagą przez bramę śledziły co to też za nią się dzieje.

    I tak to przez całą wiosnę były świadkami budowy nowej nawierzchni, a gdy nastało lato zrobiło się jeszcze ciekawiej, bo przyszła kolej na budowę chodnika. Chodnik z eleganckiej kostki został położony po prawej i po lewej stronie bramy, środek ział trudną do przebycia wyrwą co jakiś czas przez ekipę budowlaną naprawianą. Projektanci drogi i chodnika nie bardzo wiedzieli jak tu dopasować kostkę czy jak obliczyć spadek terenu prowadzący do mojej bramy i zwlekali. Przeczuwając kłopoty już zawczasu wystosowałam pismo do właściwego urzędu, że droga, że chodnik, ale wjeżdżać na mój teren jakoś muszę i niwelacja w głąb mojej działki konieczna. Licząc na zdrowy rozsądek budowniczych nie przejmowałam się specjalnie tym co dzieje się po drugiej stronie bramy, aż tu nagle przedwczoraj na widok akcji przed moim ogrodzeniem dostałam szoku. Zobaczyłam szalunek na wysokość co najmniej 50 cm, wyrównany do jego wysokości spad terenu i gorączkowo krzątający się robotnicy.

    Poczułam się jakby chciano mnie żywcem zamurować, a przynajmniej odciąć na zawsze od świata. Z ekipą budowlaną niestety nie udało nawiązać się pozytywnego kontaktu, słyszałam tylko, że muszą skończyć drogę, że nic nie mogą poradzić, że mieszkam za nisko, że muszą nawiązać do położonego już chodnika, a czy ja wjadę do siebie czy nie to już nie ich sprawa, oni mają na uwadze jedynie budowę i goniące ich terminy. Absurd totalny! Naczelny ocenił sytuację jako beznadziejną i wycofał się do domu, ja zostałam na polu bitwy. Bić się co prawda nie było z kim, dyskutować też nie, więc na odsiecz wezwałam najważniejszych z gminnego urzędu i czekałam aż przyjadą. Tymczasem sytuacja zrobiła się jeszcze bardziej nerwowa, bo pojawił się wielki pojazd z betonem i tylko czekał aż będzie miał na tyle wyrównany teren aby opróżnić na niego swoją zawartość. Robotnicy pracowali gorączkowo i widać było, że spieszy im się aby wylać beton zanim odsiecz przybędzie.

    Minęło tylko parę minut i ekipa mająca mnie ratować przed zabetonowaniem stała już pod bramą. No i zaczęło się. Dwie strony, jedna tak, druga owak, a ja pomiędzy nimi z moimi wątłymi argumentami. Długo trwały pertraktacje, zdążyłam ochrypnąć od przekrzykiwania jakiegoś wściekłego pneumatycznego ubijaka, spalić sobie od słońca nos i porządnie zgłodnieć. W końcu mogłam ogłosić, że wygrałam rundę. Szalunek został rozebrany, nawieziona ziemia wybrana, stan poprzedni przywrócony. Ustalono, że brama zostanie podniesiona wyżej, że teren będzie zniwelowany w głąb naszej działki, że wjazd i wyjazd będzie możliwy, że koszty poniesie ktoś tam, i że nie będzie więcej powodu do irytacji. I tak się stało!!

    Zamieszania przy tym trochę było, bo musieliśmy na czas prac tj. 2 dni, wzdłuż terenu zamontować prowizoryczne ogrodzenie aby czworonogi nie poszły sobie w świat. Psy były trochę zdziwione co to za dziwna siatka, ale przyjęły zmianę spokojnie i obserwowały przez nią co robią ludzie i ich maszyny. Jedynie Misiek zdenerwował się na widok ładowarki i ruszył na nią groźnie, zapominając, że przed nim druciana sieć. Wpadł w nią głową tak, że ta znalazła się po drugiej stronie, ale szczęśliwie nie pokaleczył się i nie zerwał prowizorki. Dzisiaj już wszystko w normie, tzn, brama stoi, podjazd porządnie zbudowany, chodnik położony, emocje opadły.
    Wydarzenie godne opisania w jakiejś księdze absurdu.
  • W poszukiwaniu mleka

    Tłoczą się maluchy jedno przez drugie aby dojść do maminego mleka. Bella jak zawsze cierpliwa dla swoich dzieci.

    Szczenięta garną się do brzucha mamy za mlekiem. Nie tylko brzuch własnej matki kojarzy im się z barem mlecznym, brzuchy innych psów też są przez nie oblegane. Wczoraj psie dzieci umyśliły sobie aby possać Simonkę. Zawiedzione brakiem mleka u swojej ciotki zaczęły oblegać brzuch Miśka. Szczęśliwie nie długo, bo przerażony Misiek szybko ewakuował się w miejsce niedostępne dla głodnej gromady. Według szczeniąt wszystko co ma cztery nogi i brzuch, musi mieć mleko! Efekt taki, że moje dorosłe psy na widoki dzieci Belli biorą nogi za pas.
  • Krajowa Wystawa Psów Rasowych w Gorzowie


    Wczoraj na gorzowskiej wystawie psów LOVEY DOVEY Bonomiella w swojej niedawno rozpoczętej wystawowej karierze wywalczył kolejne, już trzecie Zwycięstwo Młodzieży. Uzyskał też tytuł Najlepszy Junior w Rasie.

    Gratuluję Natalii udanego występu i pięknego prowadzenia psa.

    Zwycięstwem Młodzieży w Gorzowie Dovey ukończył Młodzieżowy Championat Polski. Cieszę się ogromnie!

    Więcej informacji o Dovey`u - rodowód oraz zdjęcia - moża znaleźć na stronie domowej mojej hodowli w zakładce Lovey Dovey

Strona 2 z 3, łącznie 14 wpisów