Wpisy z Marzec 2009

  • Marzec, 2009
  • Spotkanie Miśka z Penny

    Parę zdjęć z wczorajszego spotkania Miśka z Penny. W blogu o shar pei fotek psów tej rasy chyba nigdy za wiele, zamieszczam więc kilka zrobionych w naszym ogrodzie.
    Spotkanie miał charakter nie tylko towarzyski. Będą z tego psie dzieci!
  • Wiosna pełna wydarzeń

    Wreszcie mogę dokładnie określić kiedy to powiększy się nasza psia rodzina o szczenięta Belli i Tabaska! W pierwszym tygodniu czerwca! Naczelny od wczoraj podśpiewuje: "Bella ma cieczkę, pojedziemy na wycieczkę". Oj, pojedziemy z Bellcią na te jak to się niezbyt ładnie mówi krycia i to pewnie nie raz. Krótką, lekko oncenzurowaną relację (dzieci czytają!) zdam na pewno, a nastąpi to za jakieś 10 - 12 dni. Szczepionka przeciwko herpswirozie już zamówiona i zakupiona czeka. Bella zostanie zaszczepiona tuż po kryciu i raz jeszcze na dwa tygodnie przed oszczenieniem.
    W domu na razie spokój, Misiek jeszcze nie czuje zbliżającej się owulacji u swojej córki, ale już za parę dni zaczną się jego lamenty, że suczka w domu, że on by chciał, a nie wolno... No może zdecydujemy się uszczęśliwić Misia raz jeszcze ojcostwem, Tequilla w dobrej formie, on także, tylko jak przypomnę sobie jak ciężko było mi odchować ostatnie szczenięta (dla niezorientowanych w temacie wyjaśnienie: Naczelny zafundował sobie wówczas zawał serca) to zaczynam się wahać. A z drugiej strony to chciałoby się jeszcze jedną Simonkę. A przed Simonką debiut na opolskiej wystawie. Już niedługo, bo za miesiąc. Zbliża się nam wiosna pełna wydarzeń.
  • Strachy

    Mamy przed domem budowę. W końcu poszerzony zostanie wjazd na nasz teren, goście przestaną się stresować, że przy wjeżdżaniu wpadną wraz z autem do rowu, powstanie też dodatkowe miejsce do zaparkowania samochodu. Na razie prace budowlane trwają i dostarczają psom masę emocji. Tequilla co raz to biega pod bramę aby sprawdzić co tam nowego, Bella obserwuje robotników z 20-metrowego dystansu, Misiek i Simonka trzymają się od głośnych maszyn z daleka i nawet nie chcą na nie popatrzeć. Dwa tchórze po prostu boją się. Strach ma wielkie oczy, a hałasująca koparka przed domem robi wrażenie. Ogólnie rzecz biorąc to moje shar-pei lękliwe nie są, ale każdy z nich ma w sobie jakiegoś stracha. Misiek nie wejdzie do kotłowni bo przeraża go piec centralnego ogrzewania, Simonka ucieka z kuchni gdy zaczyna buczeć elektroniczny kocher do jajek, Bella i Tequilla boją się wejść do wody. Czasami nocą, psy jeża się i warczą. Zapalam wtedy światło, pytam o co im chodzi, a one skonfundowane patrzą mi w oczy jakby chciały powiedzieć - "wydawał nam się coś", po czym uspokajają się. Nowe przedmioty w domu lub w ogrodzie potrafią też wzbudzić lęk u moich psów, ale są to strachy przejściowe, wystarczy obwąchanie dziwnej rzeczy i psy nie tylko przestają jej się bać, ale też tracą zainteresowanie tym przedmiotem. No a teraz ta budowa... Raz koparka, to znowu jakiś głośny ubijak ziemi lub wywrotka. Wrażeń nie brakuje. Tylko Tequilla na posterunku, dzielnie stawia czoła głośnym maszynom i jak zwykle pilnuje terenu.
  • Zora czyli temperament i akcja

    Otrzymałam od p.Marty i p. Pawła z Warszawy nowe zdjęcia Zory, córki mojej Belli i rzecz jasna muszę się nimi od razu pochwalić. Wszystkie zdjęcia świetne, ale to ze stojącą Zorką w pozycji człwieczka - wprost rewelacja! Ależ dynamiczny i z temperamentem shar pei z 9-miesięcznej Zorki, widać, że energia ją wprost rozpiera!
    Wielkie dzięki za nadesłane fotografie, miło mi popatrzeć jak wyrastają moje szczenięta.
  • Awaria na drodze

    W końcu zrobiło się cieplej, białe szaleństwo stopniało, postanowiliśmy więc wyruszyć z naszą gromadką shar pei na wycieczkę. Zapakowaliśmy się do samochodu, ujechaliśmy 40 kilometrów i w tym momencie skończyła się radość podróżowania. Auto się popsuło. Popsuło się jakoś podstępnie, bo niby jechało całkiem dziarsko, lecz dym wydobywający się spod maski wyraźnie świadczył o tym, że mamy awarię i to poważną. No więc stanęliśmy... Pomoc drogowa, a i owszem przyjedzie za czas bliżej nieokreślony, bo popsutych aut na drogach sporo. Czekaliśmy więc aż do zmroku. Naczelny wiercił się po szosie w te i we wte jakby to miało mu coś pomóc, znudzone psy co chwilę domagały się wyjścia z pojazdu, ja trzęsłam się z zimna i irytacji. W końcu pojawili się mechanicy. Popatrzyli, pokiwali głowami i orzekli, że zabiorą naszego grata do warsztatu, nas podrzucą też gdzieś tam po drodze, ale psów nie wezmą. Co to, to nie. Mowy nie ma! No i odjechali bez nas, bez naszej kupy złomu i tak jak sobie życzyli, bez naszych psów. W międzyczasie zrobiło się ciemno, głodno i strasznie zimno. Nawet auto ostygło i przestało dymić. Naczelny już całkiem w desperacji ruszył potwora i pomalutku dotelepaliśmy się do najbliższego miasteczka. Samochód znowu zaczął buchać dymem spod maski, musieliśmy go zaparkować i pozostawić. Ja wydzwaniałam się po taksówkę. He, he, taxi... Nic z tego, na pasażerów z psami nikt nie reflektował. Obdzwoniłam znajomych, ci z kolei obdzwonili swoich kolegów i w końcu znalazła się litościwa dusza, która przetransportowała nas, nasze psy i nasz majdan do domu. Była już ciemna noc. Tak moi drodzy, podróż autem z psami odbywa się na własne ryzyko, jeśli wydarzy się coś nieprzewidzianego typu awaria czy stłuczka, to pojazdem i ludźmi odpowiednie służby się zajmą, jeśli natomiast mamy ze sobą zwierzęta, musimy radzić sobie sami.

Strona 1 z 1, łącznie 5 wpisów