Wpisy z Styczeń 2009

  • Styczeń, 2009
  • Tabliczka

    Na naszym parkanie od strony ulicy, w sąsiedztwie skrzynki na listy wisi tabliczka z napisem: UWAGA PSY. Tło ma białe, lakoniczny napis czerwony. Tabliczka skromna, niewielka, bez zbędnych ozdobników, wisi sobie bo taki przepis. Nikogo nie zamierzałam tym szyldem straszyć, a tymczasem...
    Pierwszy przestraszył się listonosz:
    - Litery na szyldzie czerwone jak krew, a psy wyglądają groźnie, no to ja będę telefonował z poczty gdy przyjdzie do państwa przesyłka.
    Następny przestraszony to inkasent od wody:
    - Pani odczyta stan licznika i mi powie, ja nie wejdę, czytałem na tabliczce, że ma pani psy. Na czerwono napisane!
    Z inkasentem od licznika prądu w ogóle nie miałam przyjemności osobiście porozmawiać. Informacja o psach wypisana krwistymi literami tak go przeraziła, że telefonuje z zapytaniem o stan licznika, następnie rachunek znajduję w skrzynce, nota bene w skrzynce wiszącej obok strasznej tabliczki.
    Jedynym odważnym okazał się kominiarz. Przychodzi regularnie dwa razy do roku, wita się z psami, one cieszą się do niego szaleńczo, on do nich raczej umiarkowanie. Na pożegnanie wygłasza mi swoje już sakramentalne:
    - Następnym razem przyjdzie mój pomocnik, do widzenia.
  • Simonka na zimowo

    Simonce podoba się śnieżna zima

    Jeśli nie fotografuję jej dłużej niż tydzień, mam wrażenie, że coś przeoczyłam, że coś mi uciekło. Chyba jest w tym trochę racji, bo Simonka zmienia się bardzo szybko. Jeszcze niedawno szczeniuś, a dzisiaj już ładnie wyrośnięta psinka. Udało mi się uchwycić moment gdy moja wiercipięta przez ułamek sekundy stała spokojnie - no i proszę, jest Simonka zimowa!
  • Ciąża urojona

    Zrobiło się biało, mroźno i sielankowo. Jedni się cieszą, inni nie. Zacznę od tych jednych. Cieszą się Bella, Misiek i Simonka szalejąc w śniegu przy dziesięciostopniowym mrozie. Cieszy się Naczelny, że tak czysto i ładnie, że żadnej psiej kupy nie widać i sprzątać w ogrodzie nie trzeba. Ja jestem z tych innych. Nie cieszy mnie mróz i śnieg gdy od tygodnia już walczę z grypowym wirusem, a zimę mogę oglądać jedynie przez okno. Myśl o psich odchodach leżących głęboko pod śniegiem przyprawia mnie o wstrząsy - kiedyś przyjdzie przecież odwilż i trzeba będzie to posprzątać. A kto to będzie robił? Wiadomo. Ja!

    Z zimy nie cieszy się też Tequilla, ale ona ma swoje ważne powody. Tequilla jest w ciąży urojonej, a ściślej ujmując w urojonym karmieniu całej gromadki urojonych szczeniaków. Nie w głowie jej szaleństwa na śniegu, ona w ogóle nie chce wychodzić z domu. Leży ze swoimi wyimaginowanymi szczeniętami i karmi je. Warczy przy tym na każdego z psów, który próbuje się do niej zbliżyć. W sumie dosyć irytujący spektakl, szczególnie, że powtarzany regularnie po każdej cieczce i za każdym razem według tego samego scenariusza. Wygląda to tak, że Tequi mniej więcej dwa miesiące po cieczce zapuszcza sobie cycki, przepraszam - sutki. Gdy przybiorą one już imponującą wielkość, wtedy Tequi przeistacza się w mamuśkę pilnującą legowiska, leżącą w nim w głębokiej zadumie przez długie godziny. Jej zachowanie nie jest typowe dla suk w ciąży urojonej. Nie rozkopuje swojego posłania, nie znosi do niego zabawek, nie niańczy niczego co byłoby dla nas widoczne, wszystko rozgrywa się w jej wyobraźni. W sutkach ma mleko... Niewiele tego mleka, nie muszę więc traktować suki lekami czy też okładami. 2-3 tygodnie i samo wszystko przejdzie. Trzeba tylko przeczekać. Tak samo jak trzeba przeczekać tę zimę.

Strona 1 z 1, łącznie 3 wpisów