Wpisy z Wrzesień 2008

  • Wrzesień, 2008
  • Psie przedszkole

    LOVEY-DOVEY Bonomiella w psim przedszkolu

    Szczenięta od Belli i Tequi wchodzą w wiek przedszkolny i niektóre rozpoczynają naukę. Do psiego przedszkola radośnie uczęszcza Lovey Dovey Natalii. Kontakt z innym szczeniakami z pewnością wyjdzie mu na dobre, nauczy się ładnego chodzenia na smyczy, pozna parę podstawowych komend. Dovey - przedszkolak zachwycony, no bo towarzystwo tak wielu rówieśników na raz to atrakcja, Natalia przejęta swoim synkiem do granic. A synek chodzi już krokiem prawie wystawowym w kółeczko z innymi przedszkolakami, nauczył się pokazywać zęby, umie siadać i kłaść się, i w ogóle sprawuje się w przedszkolu świetnie. Zdolny jest, nie ma co! Tyle o praktyce dobrej i skutecznej. Jest jeszcze teoria, ta jednak nie dla czworonogów, ale dla ich właścicieli. I tu zaczynają się schody, bo wykłady prowadzone w szkole jakoś mają się nijak do ogólnych wyobrażeń na temat wychowania psa. Dzwoni więc Natalia do mnie aby upewnić się czy metody wychowawcze wpajane w przedszkolu należy stosować czy też nie. Już po pierwszym wykładzie ciężka frustracja. No bo jak tu zabronić psu przebywania z ludźmi wtedy gdy ci akurat jedzą, a o tym była mowa. Nic to według wykładowcy, że pies nie interesuje się ludzkim pożywieniem, że śpi sobie pod stołem, on ma wyjść z kuchni czy jadalni i basta! A gdzie pies powinien spać? Według panów trenerów najlepiej w klatce lub w razie jej braku przywiązany do haka w ścianie. Makabra! Spanie w łóżku czy nawet w sypialni w myśl teorii przekazywanej w przedszkolu spaczy charakter psa do tego stopnia, że nie tylko będzie on nieposłusznym, ale nabierze agresji i z pewnością z czasem pogryzie swojego właściciela. Niby dlaczego? Ano ponoć dlatego, że to pies-samiec, że shar-pei.. Rewelacje z psiego przedszkola przekazywane mi przez Natalię są dla mnie niezrozumiałe i wbrew zdrowemu rozsądkowi. Moje psy widzą jak my jemy, wiedzą, że korzystamy ze stołu, na który nigdy nie próbują się wspiąć, nie żebrzą, wiedzą, że pokarm dla nich jest o stałych porach w miskach na podłodze, śpią w swoich legowiskach, kładą się na kanapie, znają też spanie w łóżku. I co? Ano nic.. Nie są ani agresywne, ani nieposłuszne. Czy znaczy to, że nie potrzebują szkolenia i nauk? Ależ owszem, tak! Trening wystawowy w dobrej szkole z pewnością by im nie zaszkodził.
  • Dokąd idziesz kynologio?

    Kto chce mieć wymierne i stałe dochody z hodowli psów, ten zakłada masowy kennel. Chciałoby się tu krzyknąć, choć jest to głos wołający na puszczy, że pod względem kynologicznym masowa hodowla jest drogą do nikąd! Czy w każdym przypadku? A jak tworzono i tworzy się nadal nowe rasy psów? Raczej nie w drobnych hodowlach domowych, chyba że hodowcy zrzeszyliby się we wspólnym działaniu i wszyscy zgodnie i uczciwie realizowali od początku do końca pewien program. Taka droga wydaje mi się mało obiecująca, chyba że mamy na myśli doskonalenie cech w obrębie jakiejś rasy. Tworzenie natomiast nowych jakości niestety nie jest na siły domowych hodowli. Do uzyskania znaczących zmian i utrwalenia ich z pokolenia na pokolenie potrzebny jest duży materiał genetyczny, czyli suma genów wielu osobników. Dalej, powtarzane krzyżówki na podstawie uzyskanych empirycznie wyników, czyli metodą prób i błędów, nie obejdą się bez selekcji i bezwzględnej eliminacji wielu osobników. Zachowuje się do dalszych krzyżówek tylko wybrane psy. I tak dalej, i tak dalej. Nic więc dziwnego, że proces selekcyjno-eliminacyjny stanowi tajemnicę hodowlaną. Uzyskanie jakiejś odmiany nowej rasy nie pozwala jeszcze hodowcom spocząć na laurach. Jeszcze trzeba przebrnąć przez liczne trudności i zastrzeżenia areopagu kynologicznego, zanim się uzyska zgodę na założenie księgi wstępnej. Potem dopiero po odchowaniu trzech pokoleń o ustalonych cechach dla nowej rasy, psy zasłużą na pełnoprawne rodowody i rejestrację w FCI.

    Jedną z ostatnio utworzonych ras jest rosyjski czarny terrier. Próby krzyżowań rozpoczęto w latach 40. Najpierw skrzyżowano sznaucera olbrzyma z suką airedale terrierem, sznaucera olbrzyma z rottweilerką i rottweilera ze sznaucerką. Tak otrzymano wyjściową linię do dalszych krzyżówek. W latach 50 do dalszych hodowli zaczęto używać niemieckie wyżły szorstkowłose, łajki, owczarki kaukaskie, nowofunlandy i inne rasy. Aż się w głowie kręci od tej mnogości, która doszła do 20 rożnych ras! Cały ten proces trwał 35 lat. Uzyskano rasę psów silnych, pełnych temperamentu, dużych i o groźnym wyglądzie. Te cechy są dziedzictwem po psach obrończych, a airedale terrier dołożył się ciętością i szybkością działania oraz lekko falistym futrem, dobrze chroniącym ciało podczas surowych rosyjskich zim. W 1984 roku standard rosyjskiego czarnego terriera został zatwierdzony przez FCI.

    Nasuwa się pytanie, po co tworzyć nowe rasy psów, skoro już zarejestrowano ich w świecie chyba ponad 400. Nie wiem, czy w ten sposób wypada stawiać tę kwestię. Przecież jedne rasy powstają, inne giną. Na przykład całkowicie wyginął meksykański pies garbaty Holoytzcuinthi, o czym były już wzmianki w XVI w. Miniaturowy zaś Mexican Hairless po dobrej prospericie na początku XX w. stał się tak rzadki, że w roku 1960 American Kennel Club zaprzestał jego rejestrowania. Może lepiej się zastanowić, co spowodowało, że powstała taka mnogość ras. Po co je tworzono? Czy ze względu na nasze rożne wymagania względem użytkowości psów? Czy też dla zaimponowania komuś posiadaniem rzadkości? A może pędzimy coraz szybciej wraz ze zmieniającą się modą? W końcu zaś za wszystkim kryje się mamona: pieniądze i pieniądze.
  • Psie akcesoria

    Złapałam się na tym, że na moje psy wydaję pieniądze w głupi sposób. Nie mam tu na myśli karmy czy okresowych wizyt u weterynarza lecz przeróżne gadżety, które z pewnością nic dla psów nie znaczą, choć kupowane są niby dla nich. Weźmy na przykład smycze. Czy psu potrzebne są co raz to nowe, drogie smycze? Myślę, że zwierzakowi wszystko jedno czy prowadzony jest na eleganckiej lince czy też na sznurze do wieszania bielizny. Nikt jednak nie prowadzi psa na sznurze, psi pańciowie dbają aby ich czworonogi wyglądały elegancko i nie żałują kasy na drogie smycze, obroże, szelki...

    Przejrzałam dzisiaj psie akcesoria znajdujące się w naszym posiadaniu i naliczyłam 14 obroży, 4 treningowe smycze skórzane, 5 smyczy skórzanych cienkich spacerowych, 4 smycze z tkaniny płaskie, 2 smycze z tkaniny okrągłe, 1 smycz skórzana pleciona, 3 smycze zwijane na rolkę, 6 ringówek, 2 łańcuszki, szelki czerwone 2 szt, szelki niebieskie 2 szt, szelki czerwone we wzorki, zielone i czarne po 1 szt.

    Niebawem wrocławska wystawa psów, a na niej dziesiątki kramów i kramików z psimi smyczami, szelkami, obrożami, łańcuszkami... Od trixie, rogz i temu podobnych wyciągaczy pieniędzy z właścicieli czworonogów. Chyba jednak się im nie oprę i znowu sprawię coś nowego moim psom. Bo ja, proszę państwa bardzo te psie drobiazgi lubię..

Strona 1 z 1, łącznie 3 wpisów