Wpisy z Lipiec 2008

  • Lipiec, 2008
  • Shar-Pei na Bahama

    Zabawa z leżakiem. Simonka i Zamirka są niespożyte.

    Dzisiaj zapytano mnie, jak mają się szczenięta w te upalne dni. Ano jak widać na załączonym zdjęciu, małe psotniki mają się dobrze i szaleją na Bahama, bawiąc się w tarmoszenie ręcznika. Pozwalam im na zabawy w ogrodzie często, ale na krótko, nie chcę ryzykować u nich udaru cieplnego, o który przy temperaturze powyżej 30 stopni nietrudno. Dorosłe psy padnięte, dyszą z wywieszonymi jęzorami i widać, że upał je mocno męczy, o sobie nawet nie wspomnę.. Uff, gorąco! Stanowczo za gorąco!!
  • Szok po szczepieniu

    Szczepienie nie zawsze jest bezpieczne, czasami może wystąpić po nim szok na antygen lub na rozpuszczalnik. Rzecz jasna, trudno przewidzieć na co krytycznie zareaguje organizm psa, a szczepić trzeba. Właścicieli szczeniąt z mojej hodowli uprzedziłam, że miałam przypadki szoku anafilaktycznego na Eurican, zanotowałam im to, bo kto wie czy ta nietolerancja nie leży po prostu w mojej linii hodowlanej. Lepiej dmuchać na zimne.. Simona, Zamira, Zuul, Lovey-Dovey (o pozostałych na razie brak informacji) już po drugich szczepieniach i obyło się bez żadnych problemów. Szok poszczepienny wystąpił natomiast u Lucy. Według jej pańci było groźnie i kilka godzin spędziła z sunią w lecznicy, wraz z lekarzami walcząc o jej życie. Reakcja na szczepionkę wystąpiła dopiero po powrocie do domu. Stres był więc ogromny, znowu jazda do lecznicy, strach o psinkę, itd.., ale szczęśliwie wszystko dobrze się skończyło i Lucy ma się teraz wyśmienicie. Miała szczęście!

    Proszę wszystkich właścicieli szczeniąt o odczekanie w gabinecie weterynarza przynajmniej jednej godziny po szczepieniu lub o zaproszenie lekarza do domu i zatrzymanie go po podaniu szczepionki przynajmniej na tę jedną godzinę, celem obserwacji szczenięcia i w razie wystąpienia szoku, szybkiej interwencji.
  • Moje wynalazki

    Na razie prototyp, ale zabezpieczenie przed wypadnięciem w dół zrobione!
    Specjalistą od wszelkiego rodzaju wynalazków oraz ulepszeń jest w naszym domu oczywiście Naczelny. Ja czasami podsuwam mu zamówienie na wykonanie jakiejś półki lub skrzynki, reszta wraz z projektem należy do niego. Bardzo to wygodne i praktyczne. Niestety chwilowo jestem zdana sama na siebie i nie mam komu zlecić wykonania jakiejś pracy, która przerasta moje możliwości. W dzisiejszy, deszczowy dzień zastanawiałam się smętnie co zrobić aby szczeniaki wędrujące po domu nie wypadły mi przez idiotycznie skonstruowaną barierę przy schodach jedno piętro w dół. No i wymyśliłam! Idiotycznie skonstruowaną barierkę przykryłam nie mniej idiotycznie wyglądającą bardzo starą, lnianą tkaniną, w której na dole wycięłam nożyczkami otworki, przeciągnęłam przez nie sznurki i całość w wielu miejscach umocowałam do poprzeczek przytrzymujących barierę.
    Mój wynalazek wygląda szpetnie, ale cel osiągnięty. Już widzę uśmiech politowania na twarzy Naczelnego, gdy spojrzy po powrocie do domu na moje dzieło... A niech tam, śmiech to zdrowie!

    Po irytująco-męczącym mocowaniu ohydnej tkaniny przy schodach zajęłam się czymś znacznie przyjemniejszym, a mianowicie fotografowaniem Simonki i Zamirki. Tak szybko się zmieniają maluchy, że warto je często uwieczniać.
  • Goście Zamirki

    Zauważyłam, że moje psy i szczenięta mają więcej odwiedzających niż ja. Do mnie wpada co jakiś czas parę zaprzyjaźnionych osób, czasami ktoś zatelefonuje, i jako że nie prowadzę zbyt ożywionego życia towarzyskiego to i krąg tych wpadających na kawkę niewielki. Inaczej ma się z moimi psami. Dzieci z okolicy regularnie je odwiedzają, umawiają się najczęściej z Miśkiem lub Bellą na spacery, a pozostałe psy rozpieszczają nie tylko głaskaniem, ale też i przynoszonymi w kieszeniach smakołykami.

    Zamira z "rodzicami"
    Ostatnie dwa mioty szczeniąt spowodowały istną lawinę gości w domu. Zbiegli się przyjaciele aby zobaczyć małe shar-pei`e, zjeżdżali się przyszli rodzice adopcyjni. Ruch w domu był niezwykły, a psy cieszyły się werbalnie, że wreszcie coś się dzieje, coś innego niż spacery po dobrze znanym im terenie, i że ludzie inni niż ci, którzy dotychczas byli im znani. Zwierzęta mam bardzo towarzyskie. Dzisiaj swoich przyszłych pańciów gościła mała Zamirka. I znowu to rozradowanie na twarzach (które tak bardzo lubię), wyrażające szczęście z posiadania małego fałdziaka.
  • No i rozeszły się szczenięta...

    LaSimonne
    Zamira
    Wszystkie szczenięta Tequilli i Belli mają już nowe domy. Dzisiaj za zachodnią granicę odjechała Lucy, a dopiero w drugiej połowie sierpnia, również do Niemiec, odjedzie Zamira. I tak to przy nas i między dorosłymi psami, bez towarzystwa rodzeństwa, pozostanie tylko Simonka. Pewnie będzie jej trochę markotnie.. Na razie wraz z Zamirką uskutecznia gonitwy po domu i w ogrodzie, co z pewnością wyjdzie jej na dobre, bo ruch małemu grubaskowi potrzebny.
    W domu zrobiło się dziwnie pusto. Dopiero co jedenaście szczeniąt przyprawiało mnie o zawrót głowy, a teraz tylko dwa stworki cieszą moje oczy. Rozstania z maluchami do łatwych nie należały, pociechą byli rozradowani nowi właściciele moich shar-pei.

Strona 1 z 2, łącznie 8 wpisów