Wpisy z Czerwiec 2008

  • Czerwiec, 2008
  • Pierwsze szczepienie

    Zitella
    Dzisiaj wszystkie szczenięta zostały zaszczepione. Poza lekko płaczliwym i mocno rozpieszczonym Zuulem, pieski zniosły mężnie ten drobny zabieg i czują się dobrze. Za sobą mają też trzy odrobaczenia, wystawione są książeczki zdrowia i zaświadczenia lekarskie. Zuul, Zamira i Loverboy, jako że wyjeżdżają za granicę, posiadają już wystawione paszporty. W międzyczasie zmienił się status Zitelli. Jej przyszli pańciowie z powodów rodzinnych z żalem odmówli jej wzięcia. Tak więc Zitella czeka u mnie na kogoś, kto ją pokocha.
  • Przegląd hodowlany 2 lipca

    Szczenięta baraszkują w trawie, dorosłe psy pilnują dzieciarni.

    Przegląd hodowlany odbędzie się nie jak wcześniej podawałam 3 lipca, ale w środę 2 lipca. Po tym terminie szczenięta mogą opuścić mój dom. Kilka osób zapowiedziało się z przyjazdem po pieska na sobotę 5 lipca. Chciałabym z każdym z przyszłych rodziców adopcyjnych porozmawiać, bo pewnie pytań będzie sporo, proszę więc o zaplanowanie terminu odbioru szczenięcia w tygodniu lub w niedzielę, jako że sobotę mam już bez reszty wypełnioną.
    Prawie wszystkie szczenięta mają już zapewnione nowe domki, wczoraj została zarezerwowana Zamira, na nowych pańciów czeka jeszcze jeden mały shar-pei: Zio Thatta-Boy.

  • Sama z jedenastoma szczeniętami

    moja Simonka

    Dzisiaj parę zdjęcie mojej ślicznej Lasimonne, czyli Simonki. Wygląda na to, że ładny shar-pei z niej wyrośnie. Mam nadzieję, że rozwinie się tak, jak to sobie wyobrażam.

    A w domu wszystko było takie proste gdy Naczelny był przy mnie i znaczna część obowiązków była jego udziałem. On zajmował się szczeniętami rano i jeździł po zakupy, ja troszczyłam się o pieski za dnia i wieczorem, i oczywiście zajmowałam się domem. Teraz wszystko stanęło na głowie. Dorosłe psy niespokojne, że Pana w domu nie ma i gdy tylko jakieś auto w pobliżu się zatrzyma to zaczynają ujadać bez względu na porę doby. To nieprzytomne darcie mord ogłusza mnie średnio co dwie godziny, tak że o wyspaniu się nawet mowy nie ma. Wczoraj zakończyłam dzień już dzisiaj, bo dobrze po pierwszej w nocy.
    O czwartej nad ranem psy rykiem oznajmiły, że jest dzień i pora wstawać. Szczenięta zaczęły wtórować głośnym piskiem, więc zwlekłam się, wypuściłam dorosłą bandę na dwór, zebrałam mnóstwo kup po szczeniakach, umyłam podłogi, nakarmiłam maluchy i o 5.30 położyłam się znowu. O ósmej rano jedenaście głodnych szczeniąt rozpaczliwie wołało o papu. Znowu ta sama czynność, czyli sprzątanie i karmienie. Samo pożywienie szczeniętom już nie wystarcza. One chcą mojego towarzystwa, żądają wyjścia do ogrodu, a przy tym są dosyć kategoryczne w swoich wymaganiach. Gdy tylko poranna rosa obeschnie to wypuszczam i wynoszę towarzystwo na trawkę. Stoję przy nich jak kwoka nad pisklętami i tylko liczę czy wszystkie w zasięgu wzroku, patrzę czy któreś nie pożywia się trawą, ziemią, korą z drzewa lub nie robi innych głupot. Małe pieski potrafią już sporo... Umieją wykopać dół w ziemi, przeczołgać się pod siatką odgradzającą je od ogródka z kwiatami, ściągnąć i szarpać poduszki z ogrodowych krzeseł, a przy tym są tak szybkie na swoich niewielkich łapkach, że czasem trudno je dogonić. Niespełna 30 minut zabawy na powietrzu i pieski są zmęczone. Zanoszę je do domu, trochę przy tym protestują, po czym zasypiają na dwie godziny. W tym czasie mogę pojechać na zakupy, sprzątnąć w domu, przespać się, czyli wybrać jedną z tych czynności bo na wszystkie czasu nie starczy. Na początku przyszłego tygodnia Natalia zapowiedziała się z przyjazdem do mnie, tak że będzie mi łatwiej i milej przynajmniej przez kilka dni.

    A Naczelny opuścił dzisiaj szpital i przez kilka dni zamieszka u zaprzyjaźnionej lekarki, która będzie miała na niego oko. W środę karetka zawiezie go do kliniki rehabilitacyjnej w Bad Schandau. Być może jeśli uda mi się znaleźć kogoś do opieki nad psami to pojadę go odwiedzić. Nie jest to specjalnie daleko. Jakieś 50 kilometrów na południe od Drezna. I tak to Piotra czeka teraz kilka tygodni rehabilitacji, a mnie kilka tygodni samotności.

  • Dobre wiadomośći

    Piotr czuje się na tyle dobrze, że w piątek opuszcza szpital i wraca do domu. Angioplastyka uratowała jego serce, teraz potrzebny mu będzie odpoczynek i niebawem rekonwalescencja w sanatorium. Odetchnęłam z ulgą. Ostatni tydzień był dla mnie nerwowy i ciężki, i nie wiem jak bym go zniosła gdyby nie Natalia, przyszła właścicielka Lovey Doveya, która przez te najtrudniejsze dla mnie dni była ze mną i bardzo aktywnie włączyła się w opiekę nad szczeniętami. Moje psy wprost ją uwielbiały, a maluchy wiele godzin spędziły uwieszone na Natalii jak winogrona. Pogoda dopisała, psinki sporo przebywały na powietrzu, co jak widać na zdjęciach dobrze im posłużyło. Wszystkie są zdrowe, grubaśne i żarłoczne. 30 czerwca będą zaszczepione, 3 lipca przegląd hodowlany, a po nim nic już nie stoi na przeszkodzie aby szły do nowych domków. Zuul Ghostbusters i Loverboy wyemigrują za granicę, Zitella zamieszka w Bełchatowie, Zora w Warszawie, Zoya w Szczecinie, Lionheart w Gliwicach, Lovey Dovey w Poznaniu. Z Lucy i Lasimonne rozstać się nie chcę. Nowego domu poszukuję jeszcze dla Zio i Zamiry. I tak to kolejny epizod odchowania szczeniąt niebawem się zakończy..

  • Wielkie zmartwienie

    Przerwa w blogu do czasu aż znowu znajdę siłę i chęć na jego prowadzenie. Nie jestem w stanie pisać o psach i szczeniętach gdy mój Piotr ciężko chory w szpitalu walczy o życie. Zawał serca!
    Proszę wszystkich, ktorzy zapowiedzieli się z wizytami u nas na przełożenie ich na inny termin. Przepraszam i proszę o zrozumienie.

Strona 1 z 3, łącznie 12 wpisów