Wpisy z Marzec 2008

  • Marzec, 2008
  • Nawyki moich shar-pei

    Obserwując moje shar-pei widzę jak ważnym jest dla nich ściśle zachowany rytm dnia i jak mocno kojarzone są przez psy codzienne wydarzenia powiązane z sytuacjami im towarzyszącymi. Oczywistym jest, że poranne wstanie oznacza wyjście na dwór, czyli wybieg do ogrodu. Inaczej ma się sprawa gdy biorę do ręki smycz lub obrożę. Wtedy to każdy z psów chce znaleźć się jak najbliżej mnie, bo wie, że akcesoria te oznaczają spacer.
    Ciekawie reagują moje psy na telewizor i telefon. Pozornie nie są nimi zainteresowane, czasami krótko popatrzą co na szklanym ekranie, po czym zwieszając łby zapadają w drzemkę. Wydaje się, że śpią mocno. Niektóre programy telewizyjne, jak na przykład wiadomości, oglądamy zawsze o stałej porze, a psy śpiąc nam towarzyszą. Wiadomości kończą się charakterystycznym sygnałem dźwiękowym, ktory dla psów oznacza pobudkę i wyjście z domu. Sygnał ten zwierzaki rozpoznają bezbłędnie, wystarczy pierwszy akord muzyki i banda zrywa się na równe nogi, domagając się wyjścia.
    Dzwoniący telefon nie interesuje psów, chyba że... Piotra nie ma w domu. Psy wiedzą, że Naczelny zawsze krótko przed powrotem do domu telefonuje abym mu otworzyła bramę. Słysząc dzwoniącą komórkę, stadko wpada w radosny amok, szczeka tak aż można ogłuchnąć, biega od okna do okna jakby chciało mnie zawiadomić: "Pan wraca! Nie przegap!". Gorzej gdy podczas nieobecności Naczelnego dzwoni do mnie ktoś obcy. Tu psy nie potrafią odróżnić od kogo telefon i swoją przedwczesną radością z rychłego zobaczenia Pana, skutecznie zakłócają mi każdą rozmowę.

    Wewnętrzny zegar, ktory każdy pies ma w sobie, przypomina mu o porze karmienia. Jeśli spóźnię się z podaniem pełnych misek choćby o kwadrans, psy zatroszczą się głośno aby mi o jedzeniu dla nich przypomnieć. Porządek musi być!

    Każdy z psów ma swoje ulubione, wybrane przez niego miejsce do spania i leżenia. Generalnie prawo do własności legowiska jest respektowane, chyba że jego właściciel zniknął z pola widzenia. Wtedy to nadarza się okazja aby obce posłanie szybciutko zająć, chociaż nie różni się ono niczym od własnego. Ale wiadomo: cudza guma do żucia najbardziej smakuje. Do legowisk psy znoszą cenne przedmioty: własne zabawki, moje kapcie czy porzucone przez Piotra skarpety. Rzeczy te psy znoszą zawsze do własnych legowisk. Łatwo można rozpoznać, kto ma w posłaniu ukryty skarb: szczęśliwy posiadacz swojego lub naszego dobytku siedzi na nim jak kwoka i pilnuje! Nie ma mowy o tym aby ruszył się z miejsca, no bo ktoś inny mogłby zatroszczyć się o jego zdobycze. Kapcie moje w psim legowisku przyprawiają mnie zawsze o wzruszenie, wyślinione i przeważnie podarte skarpety raczej nie. Zabieram więc psom co nasze, a one wyraźnie zawstydzone bez oporu pozwalają mi na to. Kochane psiury!
  • Misiek będzie operowany

    W przyszłym tygodniu naszego, prawie siedmioletniego Miśka czeka zabieg chirurgiczny. Myślę o tym z trwogą, bo to i narkoza i pies już nie taki młody. Sprawa jest ponoć banalna - Misiek ma w okolicy łokcia brodawkę, coś w rodzaju kurzajki. Narośl została przebadana i jednoznacznie zdiagnozowana jako niezłośliwa czyli kamień z serca. Zanim ostatecznie powiedziano mi co to jest, sugerowano różności, począwszy od odleżyny a na "to może być wszystko" skończywszy. Moj biedny olbrzym będzie musiał zostać położony na stole, będzie spremedykowany i cięty, a ja nietwórczo będę się o niego zamartwiać. Przyzwyczaiłam się, że Misiek zawsze jest w idealnej formie, że nigdy nic mu nie dolega, że weterynarza widzi tylko przy szczepieniach, a teraz musi być operowany. Termin zabiegu już omowiony. Trzymajcie, proszę kciuki za Misiaczka!
  • Przed Wielkanocą

    Wreszczie spokój w domu, koniec z amorami. Misiek co prawda zatroszczyl się o to abym znowu się nie wyspała, bo przez ponad połowę nocy popiskiwał tęsknie do Tequilli. Biegał niespokojnie po schodach na górę i w dół, wracał pod drzwi za którymi była Teqi, poskomlał i znowu kontynuował swoją gonitwę po domu. Przed świtem uspokoił się, mnie też udalo się w końcu przysnąć. Rano pies nie przypominał już niczym erotycznie rozbudzonego samca. Przeszło mu. Do następnych cieczek.

    W domu trwają intensywne przygotowania do Świąt Wielkanocnych, a tu nagle zaskoczyła nas zima. Zmarkotniałam, bo pomyślałam o piwoniach, które przebiły się przez ziemię już dobry tydzień temu, o forsycji, której kwiaty nagle padły i o innych roślinach co teraz pod śniegiem. Moje shar-pei ucieszyły się ze zmiany aury, a ja uwieczniłam je na zdjęciach.




  • Psich amorów ciąg dalszy

    18 (osiemnasty!!) dzień cieczki u Tequilli a amorom końca nie widać. Zachowanie mojej psiej pary przeczy nauce i zdrowemu rozsądkowi. Według tego co podaje literatura fachowa, okres płodny u suki i chęc na krycie to 10-14 dzień cieczki, z odchyleniem do dwóch dni. Moje psiory rozpoczęły zabawę w mamę i tatę dokładnie po odchyleniu i dalej kontynuują. Może shar-pei tak niekiedy mają.. Liczę, że pewnie jutro już im się znudzi i przestaną dostarczać mocnych wrażeń sąsiadom, ktorzy stojąc w oknie mają niezłą rozrywkę gdy patrzą na dwa oszalałe "kopulatory". Akcja rozgrywa się oczywiście w ogrodzie, a nie w domu. Powody ku temu są dwa: pierwszy to bardzo intensywnie wydzielany podczas krycia przez Miśka zapach, który dla nas ludzi jest, delikatnie ujmując, raczej przykry. Ale taka to już fizjologia u psów. Drugim powodem, dla którego "kopulanty" wypraszane są na zewnątrz, to reszta psiej gromadki, która bardzo chciałaby towarzyszyć (czyli przeszkadzać) zakochanej parze.

    Nigdy jeszcze psy nie kryły mi się tak późno. Zobaczymy jaki będzie tego efekt. O ile będzie...

  • Tequilla i Misiek

    Tequilla zdecydowała się poślubić Miśka i chyba po raz drugi będzie mieć z nim potomstwo. Przez dwa tygodnie były fochy, okazywanie psu jaka to ona niedotykalska, a dzisiaj gdy myślałam, że jest już za poźno na amory, Tequi wyraziła nagły przypływ uczuć do Miśka, co on bez skrupułów od razu wykorzystał. Za miesiąc będziemy wiedzieć czy moj pies zadziałał we właściwym momencie. Odczucia mam ambiwalentne, bo z jednej strony chciałabym aby znowu byly szczenięta po tej parze, a z drugiej strony trochę obawiam się odchowu dwóch miotów na raz. Przeżywałam już taką akcję parę lat temu i całkiem nieźle dałam sobie wtedy radę, chociaż łatwo mi nie było. Wtedy to Piotr pracował za granicą, matka była na kuracji, a w domu oprócz moich suk ze szczeniętami, miałam pod opieką gromadkę maminych mopsów. I jakoś to było. A teraz mam tremę. Coż, pewnie się starzeję. Podzieliłam się moimi wątpliwościami z Naczelnym. Posłuchał, pokiwał głową i powiedział:
    - W takim razie chyba będę musiał zrobić drugą skrzynię dla szczeniąt.

Strona 1 z 2, łącznie 9 wpisów