Wpisy z Sobota, lutego 2. 2008

  • Lutego, 2008
  • My i nasze psy, czyli codzienność

    Nie wychodzilam dzisiaj z domu bo kuruję kolejne już tej zimy-nie-zimy przeziębienie. Naczelny nie wyszedł z domu bo ja nie wyszłam. Psy nie miały spaceru, wyszły tylko do ogrodu i wykopały w poszukiwaniu gryzonia kolejny rów przy czym ubabrały sie ziemią "po pachy" i wraz z tym brudem wpakowały się do domu. Osłablam. Piotr zajęty przekrawaniem bardzo ostrym nożem z piłą na pół bułki zaoferował się, że sprzątnie po psach, po czym zaciąl się tak paskudnie w dłoń, aż krew kapała na podłogę. Zapomniałam o psach i natychmiast zaproponowałam, że założe mu klamerki na ranę. Zakładanie klamerek na psią skórę idzie mi sprawnie, wreszcie nadarzyła się sposobność wypróbowania urządzenia na skórze ludzkiej! Niestey skończylo się na tradycyjnym opatrunku, bo mój ślubny nie zaakceptował pomysłu klamrowania swojego ciała. Sprzątać po psach musiałam sama, Piotr siedział z ręką uniesioną ku górze z miną ofiary. Zostawiłam go w cierpieniu, wyciągnęłam Belli z paszczy sporą, ukorzenioną kępę trawy, wrzasnęłam strasznym głosem na Tequillę, która usiłowała porwać nie do końca przekrojoną bułkę, zmieniłam spodnie, w które podczas opatrywania Piotra Rondel wytarł swoją mokrą i utytłaną ziemią papkę, umyłam podłogi. Przypomniało mi się, że muszę jeszcze powiesić pranie... W łazience, w koszu z upraną bielizną, na wierzchu wylegiwał się Misiek. Pranie powędrowało po raz kolejny do pralki, Misiek zmył się zanim dosięgła go moja ręka.
    Zastanawiam się jak to jest w innych domach gdzie mieszkają ludzie z psami...

Strona 1 z 1, łącznie 1 wpisów