Wpisy z Stycznia 2008

  • Stycznia, 2008
  • Szczenięta shar-pei po Miśku i Megi

    Małe szczenięta shar-pei, znajdujące się jeszcze w hodowli Mea-Li zapowiadają się świetnie. Ewa podeslała mi dzisiaj ich fotki a ja oczywiście jak ten murzyn z tam-tamem oznajmiam wszystkim, jakie piękne. Chwalić dzieci Maggie i mojego Miśka chyba nie muszę, każdy widzi jakie są. Chętnie pochwaliłabym się szczeniętami z mojej hodowli ale na to przyjdzie jeszcze trochę poczekać i jeśli wszystko pójdzie z moimi przewidywaniami, to małe Bonomielki urodzą się w kwietniu. Oczekiwanie na to wielkie wydarzenie dłuży mi się nieznośnie. Wszystko przygotowałam: urlop przesunięty na jesień lub zimę, czyli na czas odlegly i niesprecyzowany. Zmusiłam Piotra do zbudowania nowej skrzyni dla szczeniąt, suki zostały przebadane, odrobaczone a ich krew zaanalizowana przez weterynarza. Wszystkie untensylia i akcesoria potrzebne do odchowu psich dzieci pod ręką, jakby miały urodzić się tej nocy! Tymczasem nie dzieje się nic.. Codziennie ktoś dzwoni i pyta czy Tequilla i Bella mają cieczki. Chmurnie odpowiadam , że nie i przypominam sobie ten czas gdy byłam w ciąży, a moja teściowa gdy tylko zauważyła, że mnie przyrasta, codziennie telefonowała po to aby z rozczarowaniem stwierdzić, że jeszcze nie urodziłam. Staram się jej nie naśladować, uzbrajam się w cierpliwość ale nie na wiele się to zdaje, oczekiwanie na kolejne wydarzenie hodowlane jest stanem permanentnym, pozostaje mi tylko oswojenie się z tą sytuacją. Obawiam się tylko, iż czekając na zbyt wiele wydarzeń, które mają nastąpić po sobie i nie doczekując się na żadne z nich, tak przyzwyczaję się do czekania, że zapomnę na co czekam...
  • Taka sobie niedziela..

    Dziś miał być dzień odreagowywania po zasłyszanych, przeczytanych i obejrzanych głupotach, ohydach oraz nonsensach.
    Plany jednak mają to do siebie, że lubią brać w łeb. Szczególnie moje. Już wczoraj wieczorem przeczuwałam, że coś się popsuje. Najpierw wichura przyprawiająca o lęk i zawrót głowy, potem kilkugodzinny brak prądu (nie ma to jak życie na wsi!) więc w ciemności nie widziałam co dzieje się na dworze i co porabiają psy. A działo się... Wiatr porwał i uniósł w nieznane sporej wielkości płytę blokującą wejście do boksu z węglem. Wszystkie moje shar-pei wykorzystały okazję aby organoleptycznie poznać zawartość boksu, który stał jakby dla nich otworem. Ja z kolei doświadczyłam co znaczy ściąganie czarnej mazi z psiej sierści.

    Misiaki w legowisku
    Tydzień temu ustaliałam, że dzisiaj pojedziemy obejrzeć i pofotografować PSA dla Belci, spędzimy dzień w miłym towarzystwie, wpadniemy na obiad do cioci, a potem nie będziemy robić już nic... Pogoda spaprała się tak, że Misiaki nieznoszące chlapy, skuliły się w swoim ulubionym legowisku i chyba potrzebowałabym dźwigu aby móc je wyrwać z posłania. Z wypadu więc z nici, Primates lekko zniesmaczony po obiedzie składającym się z węglowodanów i białka w postaci makaronu i mielonego, właśnie trawi przed telewizorem, ja zastanawiam się jak można naprawić to co dookoła mnie posute. Popsuty lub ściślej ujmując, nadpsuty jest blog, który nie daje z siebie tego co powinien, robi dziwne obstrukcje przy próbach nawiązania kontaktu z serwisem gravatarów, czyli wywala błędziory.
    Drążyłam i dręczyłam tych, którzy się na tym znają, odpowiedź dostałam taką: "Wtyczka działała o tyle, że wywoływany był link, który worzony miał być przez CGI ale że owego nie ma, to... Error 500". Rozumiem z tego NIC. Serwer nie rozumie, ja nie rozumię, nikt nie rozumie. Może jakaś litościwa dusza to przeczyta i podpowie co zrobić. Nadpsuty od początku jest również mój DELL, który robi wszystko aby utrudnić mi pisanie z użyciem polskich znaków diakrytycznych. O z kreską dla DELL-a to za trudne, nie lubię pisać nieortograficznie więc aby uzyskać tą drobną kreseczkę wyłamuję sobie palce na klawiaturze kombinując na kilka sposobów. Pierwszy z nich to metoda kopiuj-wklej tę mała literkę, druga to posłużenie się kodem z tabeli ASCII, trzecia to przestawienie klawiatury na inny język niż polski, wciśnięcie jednocześnie klawiszy "o" i z apostrofem. Następnie powrót do standardowo używanej klawiatury - zwykle myli mi się, która jest która i tekst roi się od błędów. Nie narzekam na mojego DELL-a, oprócz tej drobnej niedoskonałości łączy mnie ze światem, a ze wzgędu na swój płaski kształt (desktop) świetnie spełnia rolę półki pod telefon, mieści się na nim kubek z kawą i sterta paieruchów. Papiery i dokumenty z DELL-a regularnie zbiera i porządkuje Naczelny, a robi to tak perfekcyjnie, iż nigdy ich już nie znajduję. On chyba nawet lubi ten komputer, zaproponowałam mu więc coś sensownego:
    - kupisz mi Power Maca G5 a ja dam ci w prezencie DELLA-a.
    Nie potrafię zacytować jego odpowiedzi, mój mąż opanował do perfekcji formułowanie zdań ultradźwiękiem.
  • Smętna rejestracja czynności

    Wstałam, ubrałam się, telefony
    odebrałam
    Sprzątałam, gotowałam, prasowałam
    jak Syzyf
    Wyszłam z psami, szłam, nie doszłam
    wróciłam
    Poczytałam listów kilka, nie zrozumiałam
    odpisałam
    Przygotowałam, podałam, nakarmiłam
    i się zniechęciłam...
  • Shar-Pei ode mnie nie dla analfabety

    Analfabetyzm w naszym społeczeństwie szerzy się w tempie zastraszającym. Czytać większość jeszcze potrafi, gorzej ze zrozumieniem tekstu. Na mojej stronie domowej wytłuszczonym drukiem stoi jak byk:
    Informacja:
    Wszystkie nasze psy oraz szczenięta posiadają papiery ZKwP / FCI
    .

    Mimo informacji przewijającej się przez każdą z moich stron internetowych, że nierodowodowe psy to nie u mnie, masowo dostaję pocztę, jak np. ta:
    Na wiosnę będziecie mieli nowa gromadkę chciałbym się dowiedzieć w jakiej cienie będą pieski ale bez rodowodu i w jakiej kondycji są rodzice mam tu na myśli badania weterynaryjne czy cierpią na jakieś schorzenia genetyczne
    List ten to nie wyjątek, codziennie taki kwiatek z zapytaniem o nierodowodowe szczenię shar-pei, a ja z braku czasu i chęci korespondowania z analfabetami - i tak przecież nie zrozumieją sensu słowa pisanego - odpowiem grzecznie hurtem:

    Drodzy Analfabeci!

    Nie posiadam psow nierodowodowych. Czego nie posiadam zaoferować nie mogę. Proszę nie piszcie do mnie bo nie odpowiem. Darujcie też sobie telefony z zapytaniem ile kosztuje szczenię bez rodowodu. Nie odpowiem bo nie wiem.

    Z kynologicznym pozdrowieniem
    HAU! HAU!

    P.S.
    Jedynym schorzeniem genetycznie przekazywanym przez moje psy to alergia na analfabetów.


  • Cieczki czyli chaos w domu

    Naczelny przywiózł dzisiaj z wrocławskiego oddziału ZK kartę krycia dla Belli i jej rodowód ze stempelkiem suka hodowlana. Decyzja, który przystojny shar-pei będzie jej mężem zapadła dzisiaj. Nic więcej na ten temat nie powiem, niech to na razie zostanie tajemnicą.

    Rondel ma cieczkę. Phi, a cóż to za wydarzenie, ktoś by powiedział... Z fizjologicznego punktu widzenia żadne, cieczka pojawia się u suk dwa razy do roku, trochę z tym niedogodności ale jak każdy cykl przemija po to aby za parę miesięcy się powtórzyć. Według wszystkich znaków na ziemi i niebie za parę dni w stan cieczkowania wejdzie Tequilla a zaraz po niej lub nawet jednocześnie z nią, Bella. Trzy cieczkowce w domu i pies żądny kopulacji to chaos niewyobrażalny dla tych, którzy tego nie przeżywali. Od wczoraj Misiek wydaje z siebie odgłosy tokującego samca, czyli pisk i skomlenie na przemian, bez względu na porę dnia i nocy. Rondela mimo, że bezpieczna bo odgrodzona od Miśka płotkiem szczerzy się do niego ohydnie, warczy lub wręcz agresywnie ryczy, sygnalizując, że przy próbie zbliżenia się do niej, gardło przegryzie. Znając Rondla wiem, że groźby jej to nie żarty i zamiast chronić sukę przed psem, robimy odwrotnie. Misiek cierpi i tokuje tak aż głos mu wpada w wibrację, my rzecz jasna niewyspani i rozdrażnieni, a przed nami takich nocy jeszcze kilka. Dla Miśka przeznaczona jest Tequilla, więc proszę: cierpliwości drogi Misiu, idź spać i daj swoim ludziom odpocząć.

Strona 1 z 3, łącznie 11 wpisów