Shar Pei z Bonomielli

Zapytania o szczenięta shar-pei i inne rozmówki

Najczęściej odbieram telefony z zapytaniem o cenę shar-pei. Wielu chciałoby nabyć szczenię nie rodowodowe. Takie rozmowy są zawsze krótkie i mnie nie interesują. Inni chcą czegoś bliższego dowiedzieć się o rasie, której jeszcze nie znają. Zadają głupsze lub mądrzejsze pytania, a przed pożegnaniem się mówią, że jeszcze zadzwonią. Wtedy wiem, że nie zadzwonią więcej. Ci co znają shar-pei choćby z opowiadania są już potencjalnymi nabywcami, ale rzadko kupują, bo albo żona musi się męża zapytać o zgodę (takich potencjalnych chętnych mogę z góry odfajkować), albo jest im za daleko przyjechać do mnie, albo by chcieli, lecz nie w tej chwili. Niektórzy ludzie wciągają mnie w długie rozmowy telefoniczne wywnętrzając się ze swoich "psiarskich" kłopotów, a nawet zdarzyło mi się wysłuchiwać zwierzeń po stracie ulubionego kotka. Są więc psychicznie nastawieni tylko na odbiór, traktując mnie jak "wiadro", do którego można przelać to, co ich najbardziej w danej chwili gnębi. Rozumiem ich, choć staram się nie naśladować.

Denerwują mnie natomiast ci, którzy po zapewnieniu, że przyjadą w określonym dniu obejrzeć moją hodowlę, nie zjawiają się i nie uprzedzają o rezygnacji z wizyty. Niestety lekceważąca niesłowność w stosunkach międzyludzkich stanowi przywarę wielu Polaków. Może jestem zbyt uwrażliwiona na te sprawy, ale w domu wpojono we mnie punktualność i poszanowanie cudzego czasu. Nawet gdy amator na pieska czy obejrzenie hodowli obiecawszy wizytę rano, zjawia się późnym wieczorem, też nie postępuje elegancko.

Czasami odbieram telefony od ludzi proponujących mi usługi ich psa reproduktora, który jako bez rodowodu de facto reproduktorem nie jest. Dzwonią też ludzie proponujący mi swojego psa, choć zrzeszeni są w innej organizacji kynologicznej niż ja. Mam tu na myśli Klub Psa Rasowego. Dziwne to telefony. Rozmowa zwykle przebiega krótko, zainteresowany chce swoim psem zarobić parę złotych i nie pomyśli nawet, że jego propozycja jest po prostu żenująca. Telefony od właścicieli psów bez papierów, którzy szukają dla nich suk, to już jakaś plaga. Opowiadała mi znajoma z Warszawy, że pewien człowiek proponował jej swojego bezpapierowego psa dla jej rodowodowej i hodowlanej suki, a gdy spotkała go stanowcza odmowa, zapytał:
- A może ma Pani jakąś starą sukę? Mój pies też by ją pokrył.
Brzmi to niemal jak anegdota, niestety to ponura prawda o kynologicznej nieświadomości neszego społeczeństwa.

  • Twitter
  • Facebook

Brak komentarzy

Dodaj komentarz

Zamknięcie tekstu w znakach gwiazdki spowoduje jego wytłuszczenie (*tekst*), podkreślenia są tworzone przez zastosowanie _tekst_.
Standardowe emotikony jak :-) lub ;-) będą zmieniane na ich graficzną wersję.
Adresy e-mail nie będą pokazywane i będą używane tylko do celów wysyłania powiadomień drogą e-mailową
:'(  :-)  :-|  :-O  :-(  8-)  :-D  :-P  ;-) 
BBCode format dozwolony

Komentarze poddawane są moderacji przed opublikowaniem ich na stronie.