Shar Pei z Bonomielli

Edukacja naszych shar-pei

Z dniem dzisiejszym Piotr miał rozpocząć jazdy z Belcią na szkolenie. Miał. Zamiast za edukację psa zabrał się za długo oczekiwany remont poddasza. Czeka mnie klęska żywiołowa w domu, niezedukowany shar-pei i nawet pomarudzić nie mogę bo po prostu nie wypada. Dzień rozpoczęliśmy od zakupów w Castoramie, a ściślej ujmując rozpocząl go Naczelny . Mnie przypadło w udziale oczekiwanie na niego przed sklepem, jako że z psami wszędzie wstęp wzbroniony i to surowo. Dreptałam z Miśkiem i z Belcią pomiędzy samochodami na parkingu budząc zdziwienie przechodniów. Co poniektórzy zatrzymywali się, parę osób uprzejmie zapytało co to za rasa, jakaś pani prawie się rozpłynęła z zachwytu gdy Belcia skacząc na nią, zostawiła jej brudne odciski łap na płaszczu. Wypad do miasta tak rozochocił Belcię, że zapomniała wszystkiego, czego ją do tej pory nauczyłam. Wskakiwała Miśkowi na plecy, szarpała go za obrożę, krążyła będąc oczywiście na smyczy wokół mnie, wysilała cały swój intelekt aby porwać mi rękawiczki, a ja nie mogłam się obronić bo w drugiej ręce trzymałam na smyczy Miśka. W końcu półżywa ulokowałam oba psy w samochodzie i czekałam aż mój ślubny pojawi się z farbami, klejami, gwoździami i jakąś deską.

Z całym tym majdanem pojechaliśmy nad Odrę aby psy wyhasały się do woli. Piotr wpadł na pomysł aby dla pewności puścić psy wraz ze smyczami. Może to jest jakiś sposób, bo w sytuacji podbramkowej przydepnięcie smyczy natychmiast stopuje psa, ale wątpię czy to dobrze wpływa na jego psychikę. Od czasu do czasu byłam instruowana jak należy smycz przydeptywać, jak ją chwytać i znowu puszczać, przedtem jednak nagradzając psa. Pożal się Boże, jak te smycze wyglądały po spacerze i jak po nich wyglądały moje ręce!

Zdecydowanie wolę chodzić na spacery sama z psami, przynajmniej ja nie jestem wówczas tresowana i szkolona. Wiem jak się dogadywać z psami, bo poznałam przekonywującą siłę obdarzania ich nagrodami. Umiem już nagradzać nie a priori ale a posteriori, kiedy już je trzymam. Częstuję nawet, gdy nie chcę brać psa na smycz, ot tak dla zachowania wzajemnej więzi. Przygotowany smakołyk nawet nie musi być atrakcyjny, wystarczy, że jego podanie łączy się z przyjaznym gestem. Mogę im wtedy sprawić przyjemność zwykłą granulką pokarmową lub tabletką z witaminą. Tequilla jest bardziej wybredna: granulkę, owszem połknie ale witaminę wypluje. Doustne nagradzanie rozszerzyłam też na Miśka. Misiek mianowicie też miewa swoje zagrania. Czasami nie chce iść upatrzoną przeze mnie drogą, bo mu się znudziła. Siada i udaje przemęczonego. Ale jak zobaczy, że coś wyciągam z kieszeni, podbiega do mnie, zjada podaną granulkę i bez oporu podąża naprzód. Rondel mi nigdy nie kaprysi na spacerach, ale przy okazji też ją muszę poczęstować, bo patrzy na mnie błagalnie. Nauczyłam też moje psy kulturalnego brania smakołyków, bez wskakiwania łapami na moje nogi. Wprawdzie Piotr twierdzi, że spacerowymi smakołykami powinny być drobne kawałeczki kiełbasy, ale one brudzą kieszeń. Jeśli je schować do woreczka foliowego, to nie raz trudno szybko się do nich dostać. No cóż, każdy Cyryl ma swoje Metody. Jeszcze dodam, że każdy pies woli przyjść do swojej pańci po nagrodę, niż szukać w krzakach czegoś, co dla mnie jest wysoce nieapetyczne. Dostrzegłszy takie zdrożne zamiary natychmiast wołam:
- Chodź psinko, dostaniesz coś dobrego!
I dobra psina przychodzi i łypie na moją kieszeń....
  • Twitter
  • Facebook

Brak komentarzy

Dodaj komentarz

Zamknięcie tekstu w znakach gwiazdki spowoduje jego wytłuszczenie (*tekst*), podkreślenia są tworzone przez zastosowanie _tekst_.
Standardowe emotikony jak :-) lub ;-) będą zmieniane na ich graficzną wersję.
Adresy e-mail nie będą pokazywane i będą używane tylko do celów wysyłania powiadomień drogą e-mailową
:'(  :-)  :-|  :-O  :-(  8-)  :-D  :-P  ;-) 
BBCode format dozwolony

Komentarze poddawane są moderacji przed opublikowaniem ich na stronie.