Szkolenie psów

Bezpośrednie podejście to motto Pocoyo.
To od właściciela zależy, jak bardzo zaufa mu pies. Nie oferując zbyt wiele, nie otrzyma w odpowiedzi nic więcej. To naczynia połączone.

Potrzeba nauki psa wynika zwykle z pokrętnych ambicji właściciela. Zgodzę się, że szkolenia dla niektórych postaw i zachowań są cenne i pomocne na co dzień, ale popadanie w skrajność i oczekiwanie zachowania składającego się z odgrywanych etiud, to już niezdrowa przesada. Niektórzy wiedzą, że Mo i Po spotkały na swej drodze po kilku szkolących. Bardziej z naszej ciekawości niż realnej potrzeby. Zależało nam na szkoleniu w zakresie socjalizacji.
Rozwój Pocoyo
napędza ciekawość.
Hurtem wybaczam wszelkie małe grzeszki. Nieistotne detale nie mogą wpływać na to, co rzeczywiście istotne. Bystrość umysłu psa zależy wprost proporcjonalnie od ekspresji w poznawaniu świata.
Albowiem posłuszeństwo Morcheeba miała opanowaną zanim pojawiła się w przedszkolu, zaś Pocoyo od zawsze traktuje ten aspekt tak, jak jej w danym momencie wygodnie. Szkolący nic w tym temacie nie wnieśli nowego.
Wspólne zajęcie kreuje świadomość własnego ciała.
Każda nowa sytuacja, to czas na wspólne poznawanie własnego ciała i kultywowanie wzajemnemu zaufaniu.
Ciekawość i bezpośrednie podejście to z kolei dwa skrajnie przeciwne bieguny, jeśli chodzi o preferencje naszych panien. I o ile Mo potrafi być i zainteresowana, i bezdusznie obojętna, o tyle Isia wychodzi z siebie, gdy czegoś nie może. Trzeba jednak przyznać, że robi to z taką gracją i słodyczą, że to ja – uczepiony do końca smyczy – czuję brzemię robienia czegoś nieodpowiedniego.
Ciekawość współtworzy socjalizację
Mądre dzieci nie mają problemu ze znalezieniem komunikacji. Socjalizują się same, bez zbędnych ceregieli.
Wzajemne zaufanie żadną szkołą, przedszkolem, a tym bardziej szkoląc nie zostanie osiągnięte. Z pustego, to i Salomon nie naleje.

Czy nie sądzicie, że szkolenie psa w niewielkim stopniu jest dla niego samego, za to przede wszystkim, o ile nie wyłącznie, dla właściciela? Psiak bowiem wszystko to, czego pobożnie byśmy sobie życzyli, najzwyczajniej w świecie potrafi. Problem zwykle tkwi w nieprawidłowej komunikacji ze strony człowieka. Dlatego na placu muszą stawiać się obie strony. Nieobecność potomka australopiteka jest jasnym sygnałem, że na współpracy mu nie zależy i nie ma co się jej spodziewać.

Mo wykazała się klasą samą w sobie, sprawiając że szkolący zostaje rozłożony na łopatki. Żaden z nich nie znalazł metody, by przekonać naszą księżniczkę do zrobienia czegoś, na co nie miała ochoty. Pocoyo natomiast zaprezentowała bystrość umysłu i świadomość własnego ciała. Nie zdarzyło się jeszcze ani razu, aby nie zwietrzyła zamiaru i nie poudawała posłuszeństwa z wrodzonym wdziękiem, aby uzyskać to, na co w istocie miała ochotę.
Szach i mat.
PS A teraz jeszcze raz obejrzyjcie film o luźnej smyczy, mając świadomość, że Pocoyo najzwyczajniej miała ochotę na coś na ząb, wiedząc jak to uzyskać.
  • Twitter
  • Facebook

2 Komentarze

Płasko

  • *
    Marta  
    Ćwiczenia z psem są radością samą w sobie, co też pięknie obrazuje ten wpis, fotki i film. Pocoyo w dziurze niczym terrier urocza, moje też tak się wsuwają. Pozdrawiam serdecznie
    • *
      Mo_Po_Wiola_artur  
      O tak, każda sekunda spędzona z psiakiem to radość sama w sobie.
      Długo się wahałem, czy jako główne zdjęcie uznać to z koniem, czy to w dziurze. Bo to w dziurze ma jeszcze jedno znaczenie, odnośnie tego, gdzie Pocoyo mnie ma. ;-)

Dodaj komentarz

Zamknięcie tekstu w znakach gwiazdki spowoduje jego wytłuszczenie (*tekst*), podkreślenia są tworzone przez zastosowanie _tekst_.
Standardowe emotikony jak :-) lub ;-) będą zmieniane na ich graficzną wersję.
Adresy e-mail nie będą pokazywane i będą używane tylko do celów wysyłania powiadomień drogą e-mailową
:'(  :-)  :-|  :-O  :-(  8-)  :-D  :-P  ;-) 
BBCode format dozwolony

Komentarze poddawane są moderacji przed opublikowaniem ich na stronie.