Dzień rozpoczął się nietypowo, bo wyjątkowo głośno. Hałas, który w ogrodzie uczyniły z samego rana moje zwykle
spokojne shar pei`e, postawił z pewnością na nogi całą, jeszcze zaspaną okolicę.
Działo się...
Ledwie psy wyszły z domu za poranną potrzebą, "COŚ" za ogrodzeniem przykuło ich uwagę, przestraszyło,
rozgniewało i gwałtownie podniosło im poziom adrenaliny.
I tak..
Monia, drąc się bez przytomności, próbowała skokiem sforsować ogrodzenie.
Zbyt gruba i za ciężka Simonka, w nadziei prześliźnięcia się pod płotem na drugą stronę, zawzięcie i w tempie
godnym mistrza świata kopała pod siatką dół.
Pampek, nie przerywając ustawicznego szczekania, roztrzęsiony biegał wzdłuż płotu w te i we wte.
Afera, wsparta przednimi łapami na furtce, wyła jak dzikie zwierzę, a nasza zwykle rozumna Bella solidarnie
sekundowała najmłodszej.
Powodem niecodziennego zamieszania wśród psów, było coś nieznanego im za płotem, w odległości około 100
metrów. Coś dużego, czarnego i wyglądającego groźnie. Coś, co przy wybujałej wyobraźni i autosugestii można
by wziąć za przyczajonego kota nadnaturalnych rozmiarów.
Nie, nie.. Nie był to żaden kot, żadne zwierzę, żaden intruz, a jedynie niewielki kopczyk popiołu, pamiątka po
wczorajszym ognisku.
Spokój wśród rozjuszonego stadka nastał dopiero wtedy, gdy Piotr uprzątnął popiół, wyrównał ziemię.
Jeszcze przez godzinę poirytowane stadko podbiegało do płotu wypatrując czy aby obcy-strasznie-wielki kot znowu się
nie pojawił.
Strach ma wielkie oczy, a nienawiść moich psów do kociego gatunku jest niewymierna.
Wtorek, maj 15. 2012
Przewidzenia i komiczne pomyłki
Środa, maj 9. 2012
Z przymrużeniem oka

I pies potrzebuje czasami
multimedialnej rozrywki.
Planowałam dzisiaj zrobić długi wpis o tematyce kynologicznej, ale Afera zajęła mi moje miejsce pracy. Może więc jutro uda mi się coś sensownego napisać..
Dobrej nocy życzę
Poniedziałek, maj 7. 2012
Międzynarodowa Wystawa Psów Rasowych w Łodzi

Najtrudniejszy element dla wystawcy: prezentacja psa w
biegu. biegną Beata i Nino.
Pierwsze 10 miesięcy wystaw w swojej karierze psa prezentującego się na ringu właśnie Ninowi mija. Bilans jak najbardziej zadowalający - 10 miesięcy i 10 razy CWC, kilka CACIB`ów i tytułów, z których Zwycięstwo Polski wzrusza i porusza mnie najbardziej. Na łódzkiej wystawie poszło Ninowi też całkiem nieźle: ocena doskonała 1, CWC, CACIB. Sędziowała p. Joanna Kiełkiewicz. W karcie oceny tak opisała Nina: proporcjonalny o dobrej głowie, bardzo dobra linia, prawidłowa klatka, ustawienie kończyn prawidłowe, w ruchu doskonały.
No i znowu mamy powód do świętowania!
Zamieścił Marta
w Wystawy
o
01:05
| Dodaj komentarz
| 1 Komentarz
| Brak Śladów
Tagi dla tego wpisu: cacib, million kisses from magic dog manor, nino rotus bonomiella, shar pei na wystawie, wystawa psów rasowych w łodzi
Niedziela, maj 6. 2012
Nino z kwiatem bzu.

Zdjęcie znane już zaglądającym na facebooka, ale z pewnością zasługujące także na pokazanie tu, w blogu. Mnie ta fotka zachwyca!
Do następnego razu, czyli prawdopodobnie do dzisiejszego wieczora, bo na opublikowanie czeka jeszcze fotorelacja z łódzkiej wystawy z Ninem w roli głównej.
Sobota, maj 5. 2012
Jak to Monia z Aferą żabie stracha napędziły
Nie pozwalam psom polować na nic co fruwa, skacze, żyje w ziemi lub na niej. "Nie" dla ataków na krety,
nornice, mrówki czy muchy.
Polowanie na muchy jest zajęciem już samym w sobie idiotycznym, więc takiemu zachowaniu stanowczo się sprzeciwiam. Nie wiem czy pies potrafi odróżnić muchę od osy, a osę od pszczoły bądź co gorsza od trzmiela, więc jeszcze raz stanowcze "nie" jeśli chodzi o chwytanie owadów. Wiśnie już przekwitły i zmniejszyła się ilość skrzydlatych, ryzyko użądlenia zmalało. Nie znaczy to jednak, że można moje czworonożne towarzystwo zostawić bez kontroli w ogrodzie. Zawsze, ale to zawsze znajdą jakieś słabsze od nich stworzenie do dręczenia. Dzisiaj znalazły żabę. Dużą żabę trawną. Aferka trącała nieznanego jej zielonego stworka łapą, usiłując przewrócić go na grzbiet, Monia zaś dzielnie jej przy tym sekundowała, kłapiąc nad żabą zębiskami.
Odpędziłam psy, a Naczelny zagarnął żabę na ogrodową łopatę i przerzucił za ogrodzenie, poza zasięg naszych milusińskich. Żaba gdy tylko znalazła się na łopacie wydała z siebie odgłos przerażenia, coś w rodzaju donośnego "quiiiiiiiiiii!". Zabrzmiało to wyraźnie dramatycznie. Po chwili leżała już spokojnie w trawie, nie dręczona i nie molestowana przez nikogo. Leżała bez ruchu i wyglądała na martwą. Zrobiło mi się przykro, byłam pewna, że jej żywot zakończył się, że najpierw Monia z Aferą, a potem Piotr pomogli przenieść się żabie do innego wymiaru niż nasz. Co raz to podchodziłam popatrzeć na żabę, ta jednak ani drgnęła.
Kolację zjedliśmy bez większego apetytu. Temat martwej żaby nie sprzyjał nastrojowi.
Po jedzeniu poszłam raz jeszcze do ogrodu. Miejsce, na którym pozostawiliśmy żabę było puste. Nie było jej nigdzie. Poszła sobie, artystka jedna!
Polowanie na muchy jest zajęciem już samym w sobie idiotycznym, więc takiemu zachowaniu stanowczo się sprzeciwiam. Nie wiem czy pies potrafi odróżnić muchę od osy, a osę od pszczoły bądź co gorsza od trzmiela, więc jeszcze raz stanowcze "nie" jeśli chodzi o chwytanie owadów. Wiśnie już przekwitły i zmniejszyła się ilość skrzydlatych, ryzyko użądlenia zmalało. Nie znaczy to jednak, że można moje czworonożne towarzystwo zostawić bez kontroli w ogrodzie. Zawsze, ale to zawsze znajdą jakieś słabsze od nich stworzenie do dręczenia. Dzisiaj znalazły żabę. Dużą żabę trawną. Aferka trącała nieznanego jej zielonego stworka łapą, usiłując przewrócić go na grzbiet, Monia zaś dzielnie jej przy tym sekundowała, kłapiąc nad żabą zębiskami.
Odpędziłam psy, a Naczelny zagarnął żabę na ogrodową łopatę i przerzucił za ogrodzenie, poza zasięg naszych milusińskich. Żaba gdy tylko znalazła się na łopacie wydała z siebie odgłos przerażenia, coś w rodzaju donośnego "quiiiiiiiiiii!". Zabrzmiało to wyraźnie dramatycznie. Po chwili leżała już spokojnie w trawie, nie dręczona i nie molestowana przez nikogo. Leżała bez ruchu i wyglądała na martwą. Zrobiło mi się przykro, byłam pewna, że jej żywot zakończył się, że najpierw Monia z Aferą, a potem Piotr pomogli przenieść się żabie do innego wymiaru niż nasz. Co raz to podchodziłam popatrzeć na żabę, ta jednak ani drgnęła.
Kolację zjedliśmy bez większego apetytu. Temat martwej żaby nie sprzyjał nastrojowi.
Po jedzeniu poszłam raz jeszcze do ogrodu. Miejsce, na którym pozostawiliśmy żabę było puste. Nie było jej nigdzie. Poszła sobie, artystka jedna!
Zamieścił Marta
w Nasze Shar Pei
o
14:34
| Dodaj komentarz
| Brak komentarzy
| Brak Śladów
Tagi dla tego wpisu: afera z koziego rynku, mon cheri bonomiella, portret psa, psy i żaby, żaba trawna, żaba w ogrodzie, zabawa shar pei





Ostatnie komentarze